Kraj

To nie był przypadek. Luty obnażył prawdziwą twarz mediów

Media, nomen omen, nie mają ostatnio dobrej prasy. I niestety w pełni zasłużenie. Dzisiejsza okładka „Polityki” wpisuje się w smutny obraz upadku zawodu.

Bartosz Michalski
Felieton autorstwa: Bartosz Michalski
25 lutego
4 minuty
(fot. Shutterstock, X)

Reklama

TYLKO NA

Z okna redakcji mamy widok na majestatyczną siedzibę Telewizji Polskiej. Przez ostatnie lata – i nic się nie zmieniło wraz z nową władzą – była ona synonimem degrengolady etosu dziennikarskiego. Wydawało się, że poprzeczka finansowana z publicznych pieniędzy jest zawieszona tak wysoko, że nikt nie będzie w stanie jej przeskoczyć. Jednak inni chcieli pokazać, że też potrafią wysoko skoczyć.


Reklama

Grzechy polskiego dziennikarstwa

Oj tak, luty niczym w soczewce pokazał wiele grzechów polskiego dziennikarstwa. Przypadki skandalicznych tekstów możemy mnożyć. Przytoczę tylko kilka najgłośniejszych. Marsz ku mieliźnie rozpoczęła Natalia Waloch, która na łamach „Wysokich Obcasów”, czyli części „Gazety Wyborczej”, zrecenzowała występ Marty Nawrockiej. Tytuł felietonu był bardzo wymowny, a raczej miał odbierać mowę Pierwszej Damie. Brzmiał bowiem: „Wywiad Nawrockiej w TVN24. Jako feministka rzadko radzę kobietom, by zamilkły. Dziś robię wyjątek”.

W skrócie, feministka, która kreuje się na obrończynię praw kobiet, kazała Marcie Nawrockiej zamilknąć, bo jej poglądy nie pasowały do jej wizji świata i kobiety. Do tego pożaru z kanistrem benzyny postanowiła dołączyć Manuela Gretkowska, która urządziła roast Marty Nawrockiej, pisząc m.in.: „Ktoś jednak postanowił ocieplić wizerunek prezydentowej. Tylko dlaczego słomą? (…) Trema wywaliła korki i występ pomylił się Marcie N. z teleturniejem, poprosiła o następny zestaw pytań. Wygrała pałac, padła na prestiżu”.

Gdy wydawało się, że nastąpi chwila oddechu od treści, od których po plecach przechodzą ciarki żenady, do akcji wszedł on. Niezastąpiony Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”. Uznał, że z okazji Światowego Dnia Walki z Depresją warto napisać tekst o… rzekomej chorobie Szymona Hołowni. Każda okazja jest dobra, by uderzyć w nielubianego polityka, prawda? PRAWDA? Jak można lepiej „świętować” taki dzień, niż sugerując, że zachowanie wicemarszałka Sejmu może być spowodowane chorobą – i to taką, którą trzeba leczyć lekami od psychiatry?


Reklama

Powołał się na kilka anonimowych źródeł, które miały potwierdzić jego rewelacje. Nie wiadomo, czy któreś z nich widziało dokumentację medyczną, czy po prostu uznało, że Szymon jest smutny i musi istnieć drugie dno tego stanu. Dziennikarz – aż ciężko przechodzi przez klawiaturę to słowo – nie zapytał również samego zainteresowanego. Bo i po co? Jeszcze by zdementował i nie byłoby „newsa”.


Reklama

Do korowodu ataków na Hołownię, tym razem nie Szymona, a jego żonę Urszulę, dołączyła „Polityka”. „Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu” – czytamy w zapowiedzi najnowszej okładki tygodnika. A na grafice dwa zdjęcia: jedno Marty Nawrockiej, okraszone podpisem: lat 39, status: emerytka. Drugie – ze wspomnianą już Urszulą Brzezińską-Hołownią z podpisem: lat 38, status: emerytka.

Tytuł hieny roku

Hołownia nie miał tak złej prasy od czasu nocnej schadzki z Jarosławem Kaczyńskim w mieszkaniu Adama Bielana. Tamto było na jego własne życzenie. To jest wynikiem upadku wartości, które mi wpajano, kiedy wchodziłem do zawodu.


Reklama

Wiele miesięcy temu dotarła do mnie informacja o chorobie Zbigniewa Ziobry, kiedy jeszcze żadne media o tym nie napisały. Powstał dylemat – jak u każdego, kto para się dziennikarstwem – pisać czy nie pisać. Wszak news, poniesie się, będzie cytowany! Rachunek rozważań był jednak prosty: to prywatna sprawa Zbigniewa Ziobry, nie ma tu interesu publicznego. Niech inni walczą o tytuł „hieny roku”. Rękawica zaskakująco szybko została podniesiona przez „Super Express”.

Ja jednak po tym wszystkim miałem ten komfort, że mogłem spokojnie spojrzeć w lustro. Czego też życzę koleżankom i kolegom po fachu. A niestety jest coraz mniej takich osób.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Bartosz Michalski
Bartosz MichalskiRedaktor zarządzający