Reklama
Reklama
Biznes

Trójmorze: projekt czy dekoracja

Dużo deklaracji, mało inwestycji – tak przez lata wyglądało Trójmorze. Wyjazd prezydenta do Dubrownika z biznesem na pokładzie sugeruje zmianę kursu. Od tego, czy się powiedzie, zależy nie tylko przyszłość formatu, ale i tempo wzrostu polskiej gospodarki.

Jadwiga Emilewicz
Felieton autorstwa: Jadwiga Emilewicz
Dzisiaj 06:06
8 min
Wylot prezydenta Karola Nawrockiego do Dubrownika z ponad pięćdziesięcioma firmami na pokładzie samolotu jest gestem, którego od lat brakowało. W najlepszych demokracjach samolot prezydenta jest nie tylko symbolem państwa, ale ruchomą izbą handlową. (fot. JACEK DOMINSKI / REPORTER, Instytut Sobieskiego, MMD Creative, AI)

Reklama

TYLKO NA

Prezydent Nawrocki zabrał do Dubrownika 50 firm. W końcu samolot z politykami zaczyna wyglądać jak narzędzie biznesu, a nie wycieczka delegacji. Tyle że Trójmorze od lat jest bardziej sceną niż silnikiem – dużo deklaracji, mało inwestycji. Jeśli tego teraz nie odwrócimy, zostanie nam tylko ładne zdjęcie i rosnący problem: gospodarka zwalnia, a bez inwestycji nie będzie czego przyspieszać.


Reklama

Trójmorze po dekadzie nie jest już tylko prezydencką dekoracją, ale wciąż nie dorosło do roli sprawnej, wykonawczej maszyny. To region, który rośnie szybciej niż reszta UE, ma listę 140 projektów, ale jego instytucjonalna „chudość” i rozjazd między ambicją a tempem realizacji sprawiają, że łatwo o wrażenie politycznego teatru. Problem nie polega jednak na tym, że format jest martwy – tylko na tym, że wciąż jest niedopełniony treścią inwestycyjną.

Dubrownik: z dekoracji w maszynę inwestycyjną

Dubrownik, z jego historycznym „Libertas”, jest wdzięcznym tłem dla sporów o to, czym Trójmorze ma być w drugim dziesięcioleciu swojego istnienia. Po pierwszej fazie – summitów, deklaracji i list priorytetów – widać wyraźnie, że mamy już trwały format współpracy, ale wciąż bez stałego sekretariatu, bez twardej biurokratycznej infrastruktury i bez spójnego systemu danych, który pozwalałby precyzyjnie rozliczać efekty.

Z ekonomicznego punktu widzenia ten „lekki” format powstał w jednym z najbardziej dynamicznych regionów gospodarki światowej. Trzynaście państw Trójmorza to około 120 mln mieszkańców i 4,12 bln euro PKB (PPP). To więcej niż Niemcy, a tempo wzrostu PKB per capita w latach 2016–2025 było tu dwa razy wyższe niż nad Renem. To nie jest więc martwa konstrukcja dyplomatyczna, tylko niedokończony projekt polityczny, który dopiero musi dorosnąć do skali własnej gospodarki.


Reklama

Prezydent z biznesem na pokładzie – wreszcie

Na tym tle wylot prezydenta Nawrockiego do Dubrownika z ponad pięćdziesięcioma firmami na pokładzie samolotu jest akurat tym gestem, którego od lat brakowało. W najlepszych demokracjach samolot prezydenta jest nie tylko symbolem państwa, ale ruchomą izbą handlową. Amerykańscy prezydenci od dekad latają z biznesem, otwierając im drzwi na rynkach od Azji po Bliski Wschód.


Reklama

Polska przez lata traktowała Trójmorze głównie jako format polityczny, w którym najważniejsze były wspólne zdjęcia i deklaracje o infrastrukturze północ–południe, a nie monetyzacja tej narracji w postaci konkretnych kontraktów i projektów kapitałowych. Dziś naturalnym krokiem jest przejście od „dyplomacji szczytowej” do dyplomacji samolotowej – takiej, która liczy miejsca pracy, CAPEX i stopę zwrotu, a nie liczbę akapitów w deklaracji.

G20: Trójmorze jako inwestycyjny „sweet spot”

W czasie chorwackiego szczytu prezydent Nawrocki zapowiada wpisanie agendy trójmorskiej w prace G20. To dobry moment i ciekawa agenda na obecność w klubie najbogatszych państw świata, gdzie ustala się zasady gry kapitału. Zaproszenie Polski do G20 w Miami jako jedynego gościa z pełnymi prawami uczestnictwa jest czytane w międzynarodowych źródłach jako uznanie rosnącej roli całego regionu, a nie tylko jednego kraju.

Wojna w Iranie winduje ceny. Na liście znalazły się pistacje


Reklama

Ekonomicznie Trójmorze ma czym przemawiać do partnerów z G20. Średni napływ BIZ do krajów inicjatywy w latach 2000–2019 wynosił 4,7 proc. PKB rocznie. To więcej niż w gospodarkach rozwiniętych (3,3 proc.) i na rynkach wschodzących (2,7 proc.), co potwierdza, że region od dwóch dekad jest jednym z globalnych „hot spotów” dla kapitału. Łączna wartość inwestycji zagranicznych w Europie Środkowej wzrosła po 2004 r. 21‑krotnie, a sama Polska zgromadziła ponad 390 mld dol. stanu BIZ. To największy nominalny zasób w regionie.


Reklama

W dyskusjach o tym, czy warto ściągać do Polski inwestycje zagraniczne, często pojawiają się argumenty o tym, że zbyt wiele płacimy za proste stoły montażowe i tanią pracę. To jednak nie są tylko montownie i magazyny. W 2022 r. w dziewięciu z trzynastu państw Trójmorza ponad 20 proc. PKB pochodziło z przemysłu – przy średniej unijnej 19,6 proc.

Jednocześnie stale rośnie udział usług zaawansowanych, logistyki, ICT i centrów usług biznesowych. W samej Polsce w I kwartale 2025 r. w sektorze usług biznesowych pracowało 435,3 tys. osób w 1 803 centrach usług biznesowych, z czego ponad 90 proc. nowych projektów i miejsc pracy stworzyli inwestorzy zagraniczni. Region ma też imponującą bazę talentów: ponad 6,5 mln absolwentów STEM i 2,35 mln specjalistów ICT, przy czym kohorta młodych inżynierów (do 34. roku życia) jest większa niż w samej gospodarce niemieckiej.


Reklama

Najmocniejszy argument Trójmorza jest prosty. Tu się po prostu opłaca inwestować. Średnia stopa zwrotu z kapitału zagranicznego w regionie wynosi ok. 5,7 proc., podczas gdy w reszcie państw UE to zaledwie 3,7 proc. Jeszcze wyraźniej widać to przy bezpośrednich inwestycjach – 9,2 proc. wobec 6,6 proc. To różnica, którą inwestorzy naprawdę czują.


Reklama

Co ważne, nie chodzi tylko o szybki zysk. Prawie 40 proc. wypracowanych pieniędzy jest tu reinwestowane, czyli zostaje na miejscu i napędza dalszy rozwój. To sygnał, że Trójmorze nie jest „rynkiem na chwilę”, ale miejscem na długoterminowy biznes. I właśnie z takim przekazem – do inwestorów także z krajów G20.

Polska bez dopalacza inwestycyjnego złapie zadyszkę

Na tym tle ostrzeżenie Banku Światowego brzmi jasno: polska gospodarka zaczyna zwalniać. W najnowszych prognozach wzrost PKB ma wynieść ok. 3,1–3,2 proc. w 2026 r., a w kolejnym roku spaść poniżej 3 proc. To nadal niezły wynik, ale wyraźnie słabszy niż przed pandemią.

Kończy się „doganianie Zachodu” sprintem. Teraz o tempie rozwoju zdecyduje nie konsumpcja, tylko inwestycje – ich skala i jakość. Jeśli nie dołożymy prywatnego dopalacza inwestycyjnego – zarówno w postaci napływu nowych BIZ, jak i ekspansji kapitału z Polski i regionu na zewnątrz – grozi nam potrzask pułapki średniego dochodu.


Reklama

Trójmorze w tym obszarze jest istotnym ogniwem – lecz nie jako klub prezydentów, ale jako wspólna oferta inwestycyjna. Skoro średnia stopa zwrotu z BIZ w regionie jest o blisko 3 pkt proc. wyższa niż w pozostałej UE, to naturalnym ruchem jest zbudowanie wspólnej agendy na G20, która mogłaby zamknąć się w haśle: „Europa Środkowa jako najlepiej oprocentowany bezpieczny adres dla globalnego kapitału”.


Reklama

Tym bardziej że po 2022 r. korporacje z krajów G20 deklarują skracanie łańcuchów dostaw i przenoszenie produkcji z Azji do stref „friend‑shoringu”, gdzie Trójmorze – na styku NATO, UE i wschodniej flanki – ma przewagi geopolityczne, których nie da się zreplikować w Azji Południowo‑Wschodniej.

Ze szczytów do liczb: co powinna zrobić Polska

Z Dubrownika i Miami Polska powinna wrócić nie tylko z serią zdjęć, ale z nową narracją: Trójmorze jako region, który przeszedł pierwszą fazę konwergencji dzięki BIZ, a dziś wchodzi w fazę eksportu kapitału i technologii – od Słowenii, która jako pierwsza w regionie wypracowała dodatnią międzynarodową pozycję inwestycyjną, po polskie i czeskie firmy gotowe do przejęć w krajach G20.

W praktyce oznacza to trzy ruchy.


Reklama

Po pierwsze, dyplomacja samolotowa musi stać się standardem, a nie wyjątkiem – każdy szczyt Trójmorza, każda wizyta na rynkach G20 powinna być skorelowana z misją biznesową celowaną w konkretne sektory: energetykę, cyfryzację administracji, logistykę, obronność czy usługi cyfrowe.


Reklama

Po drugie, trzeba wreszcie spiąć Trójmorze finansowo, wykorzystując fakt, że średni napływ BIZ w regionie przewyższa zarówno rynki rozwinięte, jak i wschodzące, a stopa zwrotu z inwestycji jest wyższa niż w starej UE. Dobrze zaprojektowane wspólne wehikuły inwestycyjne – czy to w formule funduszy infrastrukturalnych, czy platform kapitałowych wspierających ekspansję firm z regionu na rynki G20 – mogą stać się brakującym ogniwem między politycznym formatem a realnym przepływem kapitału.

Rząd utrzymuje tańsze paliwa. Powodem niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie

Po trzecie, Polska – korzystając z zaproszenia do G20 – powinna mówić nie tylko w swoim imieniu, ale językiem całego regionu, podkreślając twarde dane: dwukrotnie szybszy wzrost PKB per capita niż w Niemczech, 67‑procentowy wzrost dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych w dekadzie, setki tysięcy miejsc pracy w sektorach wysokiej wartości dodanej i stopę zwrotu z BIZ na poziomie 9 proc. z hakiem. To jest język, który globalni inwestorzy rozumieją lepiej niż najbardziej błyskotliwą deklarację polityczną – i właśnie nim powinno dziś przemówić Trójmorze.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Jadwiga Emilewicz
Jadwiga EmilewiczCzłonek zarządu Instytutu Sobieskiego, była wicepremier oraz minister przedsiębiorczości i technologii - autor zewnętrzny