Donald Tusk powołał dziś Radę Przyszłości. W sumie podziwiam badaczy, którzy zdecydowali się dołączyć do rady. Premier już tyle razy zawiódł polskich naukowców, a oni – jak widać – wciąż mają nadzieję, że za cenę ocieplania wizerunku rządu, uda im się coś w tej sprawie załatwić. Trzymam kciuki, choć sukcesów nie wróżę. Bo Donald Tusk i Andrzej Domański od początku kadencji stosują dokładnie ten sam mechanizm.
Najpierw rozwalamy, potem gasimy pożar
Kadencja nowego rządu zaczęła się od destrukcji instytucji naukowych. Polityczny desant na Sieć Badawczą Łukasiewicz, destrukcja spółki IDEAS NCBR, usuwanie fizyków kwantowych z Państwowego Instytutu Badawczego NASK – to tylko niektóre z przykładów.
Po tym, jak minister Dariusz Wieczorek nagrabił sobie tak, że nie było już wyjścia i trzeba było go zamienić, w listopadzie 2024 Donald Tusk spotkał się z naukowcami w formule okrągłego stołu. Przyszli do niego wtedy m.in. laureaci prestiżowych europejskich grantów pod wodzą prof. Macieja Żylicza.
Premier złożył wtedy dużo obietnic. Na przykład, że da pół miliarda złotych na granty rozdawane przez Narodowe Centrum Nauki. I, rzeczywiście – dał. Tylko że przez osiem miesięcy nikt nie mógł ich wydać, bo brakowało jednoznacznej zgody ministra finansów. Dopiero kiedy napisałam o tym materiał, który wywołał poruszenie w internecie, pieniądze magicznie mogły zostać uruchomione.
Obiecał naukowcom też na przykład, że wprowadzi mechanizm, dzięki któremu można byłoby przyciągnąć do Polski najlepszych europejskich badaczy. Jak? Finansując im projekty, na które nie wystarczyło pieniędzy Europejskiej Radzie ds. Badań Naukowych. Od lat wiadomo, że do konkursu zgłaszanych jest tak dużo doskonałych pomysłów, że nie wszystkie mogą dostać pieniądze. Wystarczy wyciągnąć rękę do tych naukowców, których projekty zyskały świetne recenzje, ale nie wystarczyło na nie pieniędzy.
Czy mechanizm wdrożono? Odpowiedź chyba zbędna. Za to MNiSW właśnie o mało co nie zabiło polskiej informatyki i rozwoju sztucznej inteligencji. TL;DR – uznało, że występy na prestiżowych konferencjach, na których badacze w tej dziedzinie prezentują swoje wyniki, są właściwie nieistotne w ocenie ich dorobku. Dopiero kiedy badacze zaczęli robić dymy, ministerstwo wycofało się z kontrowersyjnego projektu.
A co z rokiem przełomu?
W lutym 2025 spotkanie z naukowcami też było. Poszerzone o biznes. Donald Tusk i Andrzej Domański zorganizowali spotkanie pod hasłem “Rok przełomu”. Odpalony z pompą w budynku Giełdy Papierów Wartościowych plan opierał się między innymi na inwestycjach w naukę.
Czy coś w tej sprawie się wydarzyło? Chyba tyle, że cała końcówka zeszłego roku upłynęła na błaganiach naukowców, by rząd choć nie obniżał budżetu MNiSW. Oczywiście – błaganiach bezskutecznych. Ale czego wymagać, skoro nawet sam minister nauki Marcin Kulasek (Lewica) tłumaczy, że pieniędzy nie ma i nie będzie, bo priorytetem jest bezpieczeństwo Polski i to ono pochłania dziś budżet.
Tym razem w lutym Tusk powołuje Radę Przyszłości. Ma zajmować się inwestycjami oraz długofalową strategią rozwoju kraju, w tym sztuczną inteligencją, technologiami kosmicznymi i nowoczesną gospodarką. Kto jednak powie premierowi, że takie ciało doradcze już istnieje i nazywa się Grupą Roboczą ds. Sztucznej Inteligencji? A Polska nawet ma swoją “Politykę rozwoju AI”?
Do końca kadencji zostały dwa lata. To już nie czas na powoływanie kolejnych rad, tylko na to żeby wreszcie zrealizować pomysły, z którymi przyszło się do wyborów. Póki co w polskiej nauce płace badaczy pozostają często na poziomie najniższej krajowej (pisał o tym w Zero.pl Andrzej Dybczyński), wydatki na naukę w relacji do PKB spadły, a finansowanie infrastruktury badawczej, takiej jak radioteleskopy, wciąż kuleje. Pieniądze na kluczowe projekty znajdują się tylko wtedy gdy naukowcom uda się rozkręcić wokół nich medialny szum. Rząd funkcjonuje od awantury do awantury.
Premiera Tuska oczywiście rozliczymy z zapowiedzi złożonych i w tym roku. Jeśli jednak się nie uda, pewnie nic straconego. Za rok w lutym może będzie kolejna szansa.

