Reklama
Moto

W tym roku VW Passat B5 kończy 30 lat. Obchody rocznicy trwają permanentnie w Węgorzewie

Wybrałem się na wycieczkę rowerową do Węgorzewa. Nie spodziewałem się, że motoryzacyjnie to miasteczko przeniesie mnie tak mniej więcej ćwierć wieku wstecz. Tu ciągle rządzi VW Passat B5 TDI. Jest to oczywiście bardzo dobra wiadomość, potwierdzająca, że Volkswagen w swoim czasie stworzył samochód ostateczny.

Tymon Grabowski
Opinia autorstwa: Tymon Grabowski
Dzisiaj 11:42
7 min
Passat B5 jako auto do prowadzenia handlu – nadaje się do każdego zastosowania. (fot. materiały własne)
  • Wizyta w oddalonych od stolicy częściach Polski pokazuje, że Polacy jeżdżą naprawdę starymi samochodami, a prym wiedzie (nadal!) VW Passat B5.
  • Jeśli ten wóz jest tak dobry, że można go użytkować przez 25-30 lat bez większych problemów, to pozostaje pogratulować producentowi.
  • Ten sam producent ma problem, bo swój najlepszy model stworzył trzy dekady temu i od tamtego okresu nie udało się już zaprojektować niczego tak ikonicznego. 

Jeśli trzeba byłoby wybrać jeden samochód, który przeniósł nas motoryzacyjnie z czasów PRL do współczesności, byłby to nie Mercedes W124 (bo pochodzi jeszcze z czasów upadłego reżimu), ale właśnie Passat B5. Auto, które przez długi czas było symbolem sukcesu – produkowano je aż 9 lat – jako pojazd z drugiej ręki stało się megahitem polskiego rynku.

Można wręcz powiedzieć, że występowały dwie drogi przesiadania się Polaków z aut wywodzących się z PRL: z „Malucha” czy Fiata 125p można było przesiąść się na nowego Fiata lub Daewoo albo na używanego Volkswagena, a wśród nich prym wiódł właśnie Passat B5. 

Ktokolwiek miał styczność z tym pojazdem, nawet jeśli nie darzy VW specjalną estymą, przyzna, że jest on niebywale dopracowany. Mnóstwo miejsca, świetne wykonanie, komfort jazdy na poziomie Audi i silniki – zwłaszcza diesle – które łączyły oszczędność z dynamiką. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że Volkswagen stworzył ostateczny samochód spalinowy i gdyby nie to, że poszliśmy dalej z układami napędowymi w stronę niższej emisyjności, można byłoby jeździć Passatem B5 przez resztę historii, raz na jakiś czas wymieniając tylko skomplikowane przednie zawieszenie. 

Reklama
Reklama

Samochody w całej Europie się starzeją

To spory problem dla producentów, chociaż w Polsce akurat ostatnio trend nieco się odwraca. Może i mamy średnią wieku ok. 16 lat dla aut w naszym kraju, ale w zeszłym roku pobiliśmy też rekord sprzedaży aut nowych, przebijając 600 tys. sztuk na rok. Nowe samochody trafiają jednak głównie do firm i oczywiście do dużych miast, a na wymierającej polskiej prowincji wciąż rządzą pojazdy konstrukcyjnie zakorzenione w latach 90.

Mój wjazd rowerem do Węgorzewa, dokąd wybrałem się z oddalonego o kilkanaście kilometrów Sztynortu, był jak przenosiny w czasie – zwłaszcza dla kogoś, kto mieszka na co dzień w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu.

Przed nieczynnym węgorzewskim dworcem (skansenem) kolejowym stały dwa Passaty B5 obok siebie. Śmieszne – pomyślałem i ruszyłem dalej, tylko po to, aby przemknęły obok mnie trzy kolejne. Wyciągnąłem telefon i zacząłem fotografować to zjawisko: średnia wieku aut w Węgorzewie to raczej nie 16, a 26 lat.

Reklama
Reklama

Jest trochę nowych samochodów koreańskich, widziałem nawet jedno chińskie Chery, ale absolutny prym wiodą wszelkie stare produkcje Volkswagena i Audi. Widuje się dość powszechnie Polo 6N, które debiutowało w roku 1994, Audi A4 z 1995 r. i podobne pojazdy. Ba, spotkałem nawet dwa Golfy II (debiut 1984!) i Audi 80 B3 również z lat 80., dalej użytkowane na co dzień.

Z jednej strony może to świadczyć o niskim poziomie dochodów mieszkańców Węgorzewa – co potwierdza GUS, ten rejon „słynie” ze słabych wynagrodzeń – ale z drugiej pokazuje zdrowy rozsądek mieszkańców, którzy po prostu wybierają to, co działa, i oczywiście to, na co ich stać.

Wszedłem na losowe podwórko. (fot. materiały własne)

Teraz ktoś mógłby powiedzieć, że mieszkańcy Węgorzewa za nic mają ekologię

Ich stare diesle emitują tlenki azotu i zatruwają Węgorzewian na potęgę. Możliwe, ale dane tego nie potwierdzają: zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi PM10 i PM2,5 mieści się z zapasem w normach określonych przez dyrektywy UE. Na ponad połowie powiatu węgorzewskiego średnioroczne stężenie PM2,5 mieści się w zakresie 15-20 μg/m³ przy normie wynoszącej 25, a dla PM10 jest jeszcze lepiej, bo norma wynosi 40, a średnioroczne stężenie nie przekracza 20 μg/m³. Jeśli pojawiają się jakieś przekroczenia, to w godzinach wieczornych, w weekendy w sezonie grzewczym, trochę jest trudno więc winić stare diesle.

Reklama
Reklama

Trudno byłoby też oczekiwać od mieszkańców, aby zezłomowali swoje wiekowe, ale działające Volkswageny i Audi, a następnie zadłużyli się w celu zakupu nowych, dużo droższych w utrzymaniu samochodów, w dodatku obciążonych ogromną utratą wartości. Uwaga, bo dochodzimy teraz do sedna problemu.

Tu się schował! (fot. materiały własne)

Jeśli 30-letni samochód może być używany na co dzień...

...to oznacza, że w ciągu tych 30 lat nie dokonał się żaden szczególny postęp. 30-letnie Passaty i Golfy jeżdżą i działają, zużywając mało paliwa, rzadko się psując, a nawet mając klimatyzację czy dołożone kamery cofania. Jazda nimi jest podobna do jazdy samochodem nowoczesnym, może z wyjątkiem konieczności zmiany biegów.

Trzeba było wymyślić powód, dla którego ludzie powinni wymieniać auta i tym powodem jest ekologia, emisyjność itd. Nikt nie wprowadza strefy czystego transportu w Węgorzewie, bo 90 proc. aut by do niej nie wjechało, ale już na mieszkańcach Krakowa można ten sposób zastosować i powiedzieć im „wymieńcie działające auta na nowsze, ponieważ ekologia”. Tyle że to ekologia w wydaniu korporacyjnym, której głównym celem jest zysk. 

Reklama
Reklama

W ruchu jest ich tyle, że ledwo nadążyłem wyjąć telefon. (fot. materiały własne)

Prawdziwa ekologia ma właśnie miejsce w Węgorzewie. Raz wyprodukowany 25-30 lat temu Volkswagen, wykonany z prawdziwie solidnych materiałów, nie poszedł na złom z powodu konieczności utrzymania ciągłości produkcji nowych aut, tylko jest nadal użytkowany, znacznie ponad planowany czas eksploatacji. Wielka korporacja padła ofiarą trwałości własnego produktu – gdyby Volkswageny Passaty były tak „świetne” jak Fiaty 125p z końcowej serii produkcyjnej, to trzeba byłoby je wymieniać co 7-10 lat i stale jeździlibyśmy tylko nowymi autami, bo inne by nie działały.

Tymczasem Volkswagen w latach 90. niechcący pokazał, że da się zrobić samochód, którego naprawdę nie trzeba wymieniać przez ćwierć wieku i pewnie się trochę tego przestraszył. Wyszło za dobrze, to nie miało być tak, że za 25-30 lat te przejawy niemieckiej perfekcji dalej będą dzielnie turlać się po drogach krajów ościennych. 

Golf II w codziennym ruchu. Rocznik 1991 – nowszy być nie może. (fot. materiały własne)

Reklama
Reklama

Jeśli dłużej się nad tym zastanowić, to widać ciekawą korelację. Zamożność Polaków rośnie, a mimo to samochody są coraz starsze. Interesujące jest również przedstawianie w mediach wieku samochodów w kontekście problemu i mówienie, że jeśli w jakimś kraju auta są prawie nowe (jak np. w Chinach), to wszystko jest dobrze. Jeśli nasz dobrobyt wzrasta, a samochody jednocześnie się starzeją, to należy raczej uznać, że nie występują istotne powody, aby te samochody ciągle wymieniać, tak jak nie przeprowadzasz się do nowego domu co 20 lat, a stary wyburzasz. 

Perfekcja. (fot. materiały własne / Inne)

Nie mogę się doczekać, czym uzasadnią konieczność wymiany samochodu elektrycznego

W sumie to wiem: zakażą naprawiania akumulatora głównego, po jego degradacji nie będzie można już nic poradzić i auto przyjdzie wymienić na nowe. W tym czasie w Węgorzewie dalej będą jeździły Passaty B5. 

To była wspaniała wycieczka niemieckim rowerem w poszukiwaniu niemieckich samochodów. (fot. materiały własne)

Źródło: Zero.pl