- Wizyta w oddalonych od stolicy częściach Polski pokazuje, że Polacy jeżdżą naprawdę starymi samochodami, a prym wiedzie (nadal!) VW Passat B5.
- Jeśli ten wóz jest tak dobry, że można go użytkować przez 25-30 lat bez większych problemów, to pozostaje pogratulować producentowi.
- Ten sam producent ma problem, bo swój najlepszy model stworzył trzy dekady temu i od tamtego okresu nie udało się już zaprojektować niczego tak ikonicznego.
Jeśli trzeba byłoby wybrać jeden samochód, który przeniósł nas motoryzacyjnie z czasów PRL do współczesności, byłby to nie Mercedes W124 (bo pochodzi jeszcze z czasów upadłego reżimu), ale właśnie Passat B5. Auto, które przez długi czas było symbolem sukcesu – produkowano je aż 9 lat – jako pojazd z drugiej ręki stało się megahitem polskiego rynku.
Można wręcz powiedzieć, że występowały dwie drogi przesiadania się Polaków z aut wywodzących się z PRL: z „Malucha” czy Fiata 125p można było przesiąść się na nowego Fiata lub Daewoo albo na używanego Volkswagena, a wśród nich prym wiódł właśnie Passat B5.
Ktokolwiek miał styczność z tym pojazdem, nawet jeśli nie darzy VW specjalną estymą, przyzna, że jest on niebywale dopracowany. Mnóstwo miejsca, świetne wykonanie, komfort jazdy na poziomie Audi i silniki – zwłaszcza diesle – które łączyły oszczędność z dynamiką. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że Volkswagen stworzył ostateczny samochód spalinowy i gdyby nie to, że poszliśmy dalej z układami napędowymi w stronę niższej emisyjności, można byłoby jeździć Passatem B5 przez resztę historii, raz na jakiś czas wymieniając tylko skomplikowane przednie zawieszenie.
Samochody w całej Europie się starzeją
To spory problem dla producentów, chociaż w Polsce akurat ostatnio trend nieco się odwraca. Może i mamy średnią wieku ok. 16 lat dla aut w naszym kraju, ale w zeszłym roku pobiliśmy też rekord sprzedaży aut nowych, przebijając 600 tys. sztuk na rok. Nowe samochody trafiają jednak głównie do firm i oczywiście do dużych miast, a na wymierającej polskiej prowincji wciąż rządzą pojazdy konstrukcyjnie zakorzenione w latach 90.
Mój wjazd rowerem do Węgorzewa, dokąd wybrałem się z oddalonego o kilkanaście kilometrów Sztynortu, był jak przenosiny w czasie – zwłaszcza dla kogoś, kto mieszka na co dzień w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu.

Przed nieczynnym węgorzewskim dworcem (skansenem) kolejowym stały dwa Passaty B5 obok siebie. Śmieszne – pomyślałem i ruszyłem dalej, tylko po to, aby przemknęły obok mnie trzy kolejne. Wyciągnąłem telefon i zacząłem fotografować to zjawisko: średnia wieku aut w Węgorzewie to raczej nie 16, a 26 lat.
Jest trochę nowych samochodów koreańskich, widziałem nawet jedno chińskie Chery, ale absolutny prym wiodą wszelkie stare produkcje Volkswagena i Audi. Widuje się dość powszechnie Polo 6N, które debiutowało w roku 1994, Audi A4 z 1995 r. i podobne pojazdy. Ba, spotkałem nawet dwa Golfy II (debiut 1984!) i Audi 80 B3 również z lat 80., dalej użytkowane na co dzień.
Z jednej strony może to świadczyć o niskim poziomie dochodów mieszkańców Węgorzewa – co potwierdza GUS, ten rejon „słynie” ze słabych wynagrodzeń – ale z drugiej pokazuje zdrowy rozsądek mieszkańców, którzy po prostu wybierają to, co działa, i oczywiście to, na co ich stać.

Wszedłem na losowe podwórko. (fot. materiały własne)
Teraz ktoś mógłby powiedzieć, że mieszkańcy Węgorzewa za nic mają ekologię
Ich stare diesle emitują tlenki azotu i zatruwają Węgorzewian na potęgę. Możliwe, ale dane tego nie potwierdzają: zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi PM10 i PM2,5 mieści się z zapasem w normach określonych przez dyrektywy UE. Na ponad połowie powiatu węgorzewskiego średnioroczne stężenie PM2,5 mieści się w zakresie 15-20 μg/m³ przy normie wynoszącej 25, a dla PM10 jest jeszcze lepiej, bo norma wynosi 40, a średnioroczne stężenie nie przekracza 20 μg/m³. Jeśli pojawiają się jakieś przekroczenia, to w godzinach wieczornych, w weekendy w sezonie grzewczym, trochę jest trudno więc winić stare diesle.
Trudno byłoby też oczekiwać od mieszkańców, aby zezłomowali swoje wiekowe, ale działające Volkswageny i Audi, a następnie zadłużyli się w celu zakupu nowych, dużo droższych w utrzymaniu samochodów, w dodatku obciążonych ogromną utratą wartości. Uwaga, bo dochodzimy teraz do sedna problemu.

Tu się schował! (fot. materiały własne)
Jeśli 30-letni samochód może być używany na co dzień...
...to oznacza, że w ciągu tych 30 lat nie dokonał się żaden szczególny postęp. 30-letnie Passaty i Golfy jeżdżą i działają, zużywając mało paliwa, rzadko się psując, a nawet mając klimatyzację czy dołożone kamery cofania. Jazda nimi jest podobna do jazdy samochodem nowoczesnym, może z wyjątkiem konieczności zmiany biegów.
Trzeba było wymyślić powód, dla którego ludzie powinni wymieniać auta i tym powodem jest ekologia, emisyjność itd. Nikt nie wprowadza strefy czystego transportu w Węgorzewie, bo 90 proc. aut by do niej nie wjechało, ale już na mieszkańcach Krakowa można ten sposób zastosować i powiedzieć im „wymieńcie działające auta na nowsze, ponieważ ekologia”. Tyle że to ekologia w wydaniu korporacyjnym, której głównym celem jest zysk.

W ruchu jest ich tyle, że ledwo nadążyłem wyjąć telefon. (fot. materiały własne)
Prawdziwa ekologia ma właśnie miejsce w Węgorzewie. Raz wyprodukowany 25-30 lat temu Volkswagen, wykonany z prawdziwie solidnych materiałów, nie poszedł na złom z powodu konieczności utrzymania ciągłości produkcji nowych aut, tylko jest nadal użytkowany, znacznie ponad planowany czas eksploatacji. Wielka korporacja padła ofiarą trwałości własnego produktu – gdyby Volkswageny Passaty były tak „świetne” jak Fiaty 125p z końcowej serii produkcyjnej, to trzeba byłoby je wymieniać co 7-10 lat i stale jeździlibyśmy tylko nowymi autami, bo inne by nie działały.
Tymczasem Volkswagen w latach 90. niechcący pokazał, że da się zrobić samochód, którego naprawdę nie trzeba wymieniać przez ćwierć wieku i pewnie się trochę tego przestraszył. Wyszło za dobrze, to nie miało być tak, że za 25-30 lat te przejawy niemieckiej perfekcji dalej będą dzielnie turlać się po drogach krajów ościennych.

Golf II w codziennym ruchu. Rocznik 1991 – nowszy być nie może. (fot. materiały własne)
Jeśli dłużej się nad tym zastanowić, to widać ciekawą korelację. Zamożność Polaków rośnie, a mimo to samochody są coraz starsze. Interesujące jest również przedstawianie w mediach wieku samochodów w kontekście problemu i mówienie, że jeśli w jakimś kraju auta są prawie nowe (jak np. w Chinach), to wszystko jest dobrze. Jeśli nasz dobrobyt wzrasta, a samochody jednocześnie się starzeją, to należy raczej uznać, że nie występują istotne powody, aby te samochody ciągle wymieniać, tak jak nie przeprowadzasz się do nowego domu co 20 lat, a stary wyburzasz.

Perfekcja. (fot. materiały własne / Inne)
Nie mogę się doczekać, czym uzasadnią konieczność wymiany samochodu elektrycznego
W sumie to wiem: zakażą naprawiania akumulatora głównego, po jego degradacji nie będzie można już nic poradzić i auto przyjdzie wymienić na nowe. W tym czasie w Węgorzewie dalej będą jeździły Passaty B5.

To była wspaniała wycieczka niemieckim rowerem w poszukiwaniu niemieckich samochodów. (fot. materiały własne)

