Każda sroczka swój ogonek chwali, ale to, co dziś ujawnił w Zero.pl Paweł Figurski – przeraża i szokuje. Choć przecież po Miłoszu Manasterskim, wieloletnim komentatorze TVP oraz obecnym analityku wydarzeń politycznych w Telewizji Republika, można było spodziewać się naprawdę wiele. Wiele, ale nie tak dużo.
W największym skrócie i uproszczeniu: mamy fundację, której Manasterski jest wiceprezesem. Nazywa się bardzo patriotycznie: Fundacja Rozwoju Centrum Macierz Polonii. Fundacja ta za rządów Prawa i Sprawiedliwości raz za razem brała dotacje i dofinansowania na realizację różnych projektów. Przez różne rozumiem naprawdę różne: a to budowa pomnika w Armenii, a to organizacja biegów w USA, a to konferencje w powiatowych miejscowościach w Polsce, a to wreszcie – nagrywanie filmów.
Sęk w tym, że wypłata pieniędzy na rachunek fundacji przez państwowe agencje była realna. A działania, które miały być sfinansowane z tych środków, były często pozorne.
Paweł Figurski opisuje kilka przypadków. Dwoje młodych ludzi miało polecieć do USA na stypendium? Nie polecieli. Miał stanąć pomnik Mikołaja Kopernika w Armenii? Nie ma. Miały być biegi w Filadelfii? Cóż, musimy wierzyć na słowo, że się odbyły, bo – cóż za przypadek – nie zachował się żaden dowód na to, że publiczne pieniądze wydano na to, na co miały być wydane.
Pieniądze dla żony i rządowego eksperta
Zachował się za to szereg dowodów na to, gdzie pieniądze – publiczne pieniądze! – faktycznie trafiły. To nie nasze ustalenia. To nie tak, że ktoś tam coś tam nam powiedział, a my to opublikowaliśmy bez sprawdzenia. Fundacji i Manasterskiemu przyjrzała się Izba Administracji Skarbowej w Krakowie.
Najbardziej bulwersujące przypadki dotyczą przekazania pieniędzy żonie Miłosza Manasterskiego oraz ekspertowi Narodowego Instytutu Wolności, który oceniał wnioski składane w programie, z którego fundacja Manasterskiego otrzymywała środki.
Pozwólcie, że powtórzę: Manasterski z ekipą dostali Wasze pieniądze na realizację propaństwowych projektów. I część tych pieniędzy dostali żona komentatora Republiki oraz ekspert oceniający wnioski.
"Kontrola celno-skarbowa wykazała, że Aleksandra Manasterska 35 tys. zł, które otrzymała z fundacji, przelała na swój inny rachunek bankowy. Nie odpowiedziała na wezwanie do złożenia pisemnych wyjaśnień i nie stawiła się na przesłuchanie" – cytuje ustalenia kontrolerów skarbowych Paweł Figurski.
Dalej zaś wskazuje, że momentalnie rozchodziły się też i inne kwoty, które trafiały na konto fundacji. Na opisywane stypendia w Stanach Zjednoczonych poza NIW zrzucić się miała również Polska Fundacja Narodowa. 30 września 2020 r. PFN przelała fundacji 12 tys. zł. Już tego samego dnia Tomasz M. wybrał sobie 5 tys. zł, a Miłosz Manasterski pięć dni później 300 zł. W ciągu trzech miesięcy fundacja wydała całą kwotę, a żaden przelew nie był związany z projektem, na który organizacja otrzymała wsparcie.
Nóż się w kieszeni otwiera, gdy przyjrzymy się, jak zostały wydane środki przeznaczone na projekt "Powrót do Macierzy – szlakiem przodków". Ot, skromne 700 tys. zł.
Fundacja Manasterskiego przekazała, że zapłaciła za wykonane prace dwóm mężczyznom: 20 tys. Damianowi Kadetowi oraz kolejne 20 tys. zł Damianowi Kandelowi.
I wiecie co? Kontrolerzy skarbowi ustalili, że obaj ci mężczyźni nie istnieją.
Istnieje za to Daniel Kufel. I on pieniądze naprawdę otrzymał. Tak się przypadkowo składa, że tenże Kufel był ekspertem Narodowego Instytutu Wolności oceniającym wnioski. Również z programu, z którego Fundacja Rozwoju Centrum Macierz Polonii otrzymała dotację w 2020 r.
Chcieliśmy z Kuflem o tym porozmawiać. Obiecał, że się zastanowi, przemyśli i pogada następnego dnia. Oczywiście nie pogadał. Tak samo jak na pytania nie odpowiedziała żona Miłosza Manasterskiego.
Patologiczne przykłady można mnożyć. Mógłbym ich tu podać jeszcze tuzin, ale po prostu przeczytajcie tekst Pawła Figurskiego. A warto pamiętać, że może być tak, iż mój redakcyjny kolega nie dotarł jeszcze do wszystkiego. Wiemy o żonie Miłosza Manasterskiego, o ekspercie oceniającym wnioski – ale przecież medialny ekspert prawicowych mediów może mieć rodzinę znacznie większą. I czy ona też skorzystała na państwowych dotacjach, nie wiem. Ale wykluczać też nie mogę.
Prezydent zrobił swoje jaja
W całej tej historii najbardziej oburzają mnie dwie rzeczy. Nawet nie to, że Manasterski i fundacja dość frywolnie korzystali z państwowych środków. Tak bowiem bywa, że ludzie kombinują, oszukują, kręcą i chachmęcą.
Oburza mnie – po pierwsze – to, że Miłosz Manasterski otrzymał od prezydenta Andrzeja Dudy Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Chociaż słowo "oburza" jest niewłaściwe. Jestem najzwyczajniej w świecie wkur…
W chwili, gdy Manasterski odbierał wysokie państwowe odznaczenie – czerwiec 2025 r. – znane już były liczne zastrzeżenia do jego działalności na tle publiczno-finansowym. A to, czego jeszcze nie ujawnił Paweł Figurski, znane już było organom państwa.
Czuję wstyd, autentycznie czuję wstyd, że moje państwo nadaje państwowe odznaczenia takim osobom jak Miłosz Manasterski.
Po drugie, jestem załamany, że polskie państwo nie potrafi sprawnie rozliczać oczywistych przekrętów. Jeśli pieniądze na realizację projektów trafiają do bliskich osób mających zrealizować projekt, jeśli trafiają do ekspertów oceniających wnioski – to dlaczego ograniczamy się do raportów skarbówki, jakichś mglistych zawiadomień, oburzania się w mediach? Ktoś jest wzywany do wyjaśnień przez państwowy organ i po prostu nie wyjaśnia, a potem nic się nie dzieje? Czy to nie na takie przypadki jest właśnie model wyciągania ludzi przez policję z domu o szóstej rano w samych gaciach?
Umówmy się na wykluczanie kombinatorów
W Prawie i Sprawiedliwości trwa właśnie wielka debata: co mamy zrobić, żeby wrócić do władzy? Dlaczego mamy tak niskie poparcie sondażowe, choć przecież Donald Tusk nie realizuje swoich obietnic?
Udzielę bezpłatnej porady: przestańcie bronić krętaczy tylko dlatego, że to wasi krętacze. Nic mądrzejszego nie możecie zrobić.
Ludzie widzieli skalę złodziejstwa za waszych rządów. Trochę już zapomnieli, bo wiele osób traktujących publiczne niczym własne zeszło ze świecznika, pojawili się nowi "bohaterowie" związani z nową władzą. Ale sprawa jest naprawdę prosta: jeśli związany z wami człowiek nie realizował projektów, na które dostał pieniądze, a kasa trafiała do jego rodziny i ekspertów oceniających wnioski – powinien być jasny komunikat: won.
Od was oczekuję tego. A od polskiego państwa, że zajmie się nie tylko jojczeniem, że ktoś kradnie, lecz także, a nawet przede wszystkim, rozliczaniem tych kradzieży.

