
Najpierw były komentarze. Potem telefony. W końcu do sprawy włączyli się stryj, przyjaciel z młodości, leśniczy i część fauny leśnej. Wszystko dlatego, że Henryka IV nazwałem Ludwikiem.

Najpierw były komentarze. Potem telefony. W końcu do sprawy włączyli się stryj, przyjaciel z młodości, leśniczy i część fauny leśnej. Wszystko dlatego, że Henryka IV nazwałem Ludwikiem.

Kiedyś rodzice mieli swoich znajomych, a dzieci swoich. Dziś granica się zatarła. W wielkich miastach to właśnie dzieci coraz częściej sklejają dorosłych w paczki, organizują im życie towarzyskie i ratują przed samotnością.

Jest taki znany mem: aktor, który grał Spidermana, patrzy na coś bez okularów. Potem zakłada okulary i widzi coś zupełnie innego. Dla mnie takimi okularami są ostatnio książki Jonathana Haidta. Nie jest może tak, że Haidt rozwalił mój dotychczasowy światopogląd i zastąpił nowym. Natomiast zdecydowanie wyostrzył obraz, który widziałem. Bo owszem – miałem rozmaite intuicje i przemyślenia, ale tliły się one we mnie dość nieśmiało. Haidt chlusnął na ten żar benzyną.

Kurze łapki na chodniku, łosoś w krzakach, kompletny obiad w trawie i ryby porzucone w ilościach hurtowych. Gdyby nie świadek w postaci mojego psa, sam uznałbym te historie za wytwór wyobraźni. Tymczasem to codzienność warszawskich trawników.

Mój syn rozpoczyna rok szkolny. Ostatni raz. Potem już tylko matura i fajrant. Tę epokę żegnam nie bez ulgi. Ale nie z powodu szkół (choć bywały kiepskie, z jednej młodego zabraliśmy), nauczycieli (niektórzy byli zaskakująco głupi, ale niektórzy zaskakująco mądrzy) czy innych dzieci (trudno mieć do nich pretensje, że są dziećmi). Najgorzej będę wspominał innych rodziców.

Gdzieś wyczytałem, że ustalono ostateczną granicę młodości. Wynosi ona 39 lat. Czyli się nie załapałem, bo mam 56, ale nie wykluczam tego, że za jakąś dekadę już się załapię. Bo młodość robi się coraz starsza.

Mam tysiące zdjęć z podróży, rodzinnych spotkań i wakacji. Problem w tym, że prawie nigdy ich nie oglądam. Przez lata fotografowałem wszystko, aż w końcu doszedłem do wniosku, że telefon zaczął przeżywać świat za mnie.

Był taki moment, gdy mogliśmy zawrócić. Gdybym posłuchał intuicji, oszczędzilibyśmy sobie stresu i strachu. Nie byłoby jednak opowieści o przejażdżce nad przepaścią, rodzinnego podziwu i refleksji nad tym, dlaczego bardziej cenimy tych, którzy gaszą pożary, niż tych, którzy im zapobiegają.

Historia „saloniku VIP” w Szpitalu Południowym brzmi jak relikt minionej epoki, ale wydarzyła się tu i teraz. Współczesna polityka coraz wyraźniej przypomina mechanizmy znane z PRL: przywileje dla wybranych, nieformalna hierarchia i przekonanie, że dostęp do państwowych zasobów zależy od legitymacji partyjnej.

To nie jest historia o lodach, lecz o tym, jak daleko zaszło przekonanie, że każdą różnicę między ludźmi trzeba zniwelować – nawet kosztem zdrowego rozsądku.

Europa znów rozdała karty – i znów bez Polski. W najnowszych nominacjach ambasadorskich UE nasz kraj nie zdobył ani jednego stanowiska, za to stracił dwa.

Polska jest teraz idealnym miejscem do życia. Sceny z „Psów” czy „Ekstradycji” straciły – mam nadzieję, na zawsze – swój aspekt dokumentalny. Nasz kraj jest niebywale wręcz bezpieczny. Co tak bardzo doceniam, ponieważ pamiętam, że po prostu nie zawsze tak było.

Niedaleko mojego domu, w przejściu podziemnym działała mała księgarnia. Jestem idealnym klientem małych księgarni, bo kompulsywnie kupuję książki, by w ten sposób zamaskować własną ignorancję. Na nieco podobnej zasadzie kupuję rozmaite gadżety sportowe i wciąż mam 20 kg nadwagi. Dodatkowo lubię małe biznesy i na przykład właścicielka pizzerii w moim bloku właśnie buduje basen, który jej sfinansowałem własnymi zamówieniami.

Może bez wielkiego huku i trzasku, ale rozłam w Prawie i Sprawiedliwości właśnie nastąpił. Są jeszcze politycy, którzy zaklinają rzeczywistość, dowodzą, że nic strasznego się nie wydarzyło, bagatelizują, ale prawda jest taka, że Mateusz Morawiecki faktycznie jest już poza PiS. I będzie się mościł w centrum sceny politycznej.

Rodzice wierzą, że z liberalnych domów wyrastają liberalne dzieci. Tymczasem w pokojach ich nastoletnich latorośli kiełkuje eurosceptycyzm, nacjonalizm i przedziwne światopoglądowe hybrydy, które zaskoczyłyby niejedną babcię.

Macie czasem takie wrażenie, że świat was wkręca, bo z namaszczeniem i powagą wsłuchuje się w kompletne idiotyzmy, a potem jeszcze z marsową miną kiwa głową i wydaje okrzyki zachwytu? Mnie się to często zdarza.

Rzadko się zdarza, żeby książę trafiał do aresztu – chyba że akurat lud przejmuje władzę. A to się przydarzyło Andrzejowi Mountbattenowi-Windsorowi. W dodatku brytyjska policja aresztowała go w dniu jego 66 urodzin. Powód? Powiązania z Jeffreyem Epstainem, któremu miał przekazywać wrażliwe informacje w czasie, gdy był oficjalnym wysłannikiem w USA. A zatem nie przestępstwa seksualne, lecz działanie antypaństwowe.