Reklama
Reklama
Kraj

O wciskaniu ludziom bredni. Jak nieudacznicy żyją z udaczników

Macie czasem takie wrażenie, że świat was wkręca, bo z namaszczeniem i powagą wsłuchuje się w kompletne idiotyzmy, a potem jeszcze z marsową miną kiwa głową i wydaje okrzyki zachwytu? Mnie się to często zdarza.

Igor Zalewski
Felieton autorstwa: Igor Zalewski
12 marca
6 minut
Zalewski: Jednym z bardziej fascynujących wygibasów współczesności jest to, że osoby, które nie bardzo radzą sobie z własnym życiem, uczą innych, jak sobie z tym życiem radzić. (fot. Gorodenkoff / Shutterstock)

Reklama

Ostatnio byłem świadkiem, jak kilka kobiet sukcesu gorączkowo rozprawiało o spotkaniu z ważną guru od szczęścia i duchowej harmonii. Sesja zakończyła się niedawno i większość uczestniczek była bardzo podekscytowana. Widać było, że się podobało. Kilka nawet wyraziło przekonanie, że to spotkanie odmieni ich życie. Tak, możliwe, że to był przełom.


Reklama

Odkrywanie. Dziewczynka. Wewnętrzna

Cóż się tam zatem wydarzyło? Otóż pani guru zaapelowała do kobiet sukcesu (a w każdym razie do kobiet, które tak o sobie mówią), żeby odkryły w sobie dziewczynkę. A potem tę małą dziewczynkę w sobie pielęgnowały. W świecie męskim ta myśl nie zrobiłaby większego wrażenia, ponieważ, nie oszukujmy się, większość facetów jest po prostu infantylna (w tym ja) z natury, co wyraża się na wiele rozmaitych sposobów, jak na przykład robienie głupich rzeczy, w wyniku których żyjemy krócej od kobiet. Nie musimy zatem nic pielęgnować, to jakoś samo się dzieje.

Ale dość z biczowania własnej płci. Byłem ciekaw, na czym konkretnie miało polegać to odkrywanie dziewczynki i do czego miało prowadzić, ale okazało się, że to już było całe przesłanie. Dziewczynka. Wewnętrzna. Odkrywanie. Pielęgnowanie. Te cztery słowa pojawiały się w różnej kolejności, ale zasadniczo wciąż były to te same cztery słowa. Pielęgnowanie. Wewnętrzna. Dziewczynka. Odkrywanie.

Sześciodniowy kurs hipnozy 

Niedługo potem spotkałem swojego kolegę. Takiego, któremu nigdy, czy prawie nigdy, nic w życiu nie wychodziło. Chociaż jest po studiach, czym bardzo się chełpi, podkreślając, że należy do elity, to ciągle go z roboty wyrzucają. On ma oczywiście wiele teorii, dlaczego tak się dzieje, ale prawda jest dosyć prosta: to nieudacznik. Spytałem, co u niego, spodziewając się kolejnej przygnębiającej historii o mobbingu i o tym, jak zawistny szef wywalił go z pracy, bo się bał zdolniejszego od siebie. Ale nie, tym razem usłyszałem inną opowieść. O tym, jak skończył pięciodniowy kurs hipnozy i od tej pory rozwiązuje poważne problemy ludzi. Na przykład jednego ostatnio wyciąga z alkoholizmu. Innego z depresji.


Reklama

– Skończyłeś pięciodniowy kurs i robisz ludziom terapię?! – spytałem z niedowierzaniem, ale też z lekkim oburzeniem, które on chyba usłyszał.– Sześciodniowy! Kurs był sześciodniowy! – odrzekł dobitnie i mową ciała dał do zrozumienia, że nie pozwala na dalsze podważanie jego terapeutyczno-hipnotycznych umiejętności.


Reklama

Głowę daję, że z tą babką od dziewczynki w kobiecie musiało być podobnie. Pewnie już myślała, żeby skoczyć z mostu. Albo chciała się zarejestrować w ośrodku pomocy społecznej. Ale psim swędem ostatnie pieniądze wydała na kurs odnajdywania dziewczynek w kobietach i to był strzał w dziesiątkę.

Dostała odpowiedni certyfikat i odnalazła swoje prawdziwe powołanie: wciskanie ludziom bredni.


Reklama

Worek z mentorami i Kołczami

I teraz jakoś się rozsupłał worek z mentorami i kołczami, bo ciągle się na nich natykam. Jakaś wręcz inwazja mentorów ma miejsce. I co ciekawe, ich opowieści układają się w jeden schemat: tu mi nie wyszło, tam mi nie wyszło, ówdzie mi nie wyszło, ale nagle odkryłem, że moje (banalne) przemyślenia albo (dziwaczne) hipotezy oraz (niedorzeczne) porady są przyjmowane z zainteresowaniem. A ludzie nawet chcą za nie płacić.


Reklama

I tak oto spotkałem już specjalistę od szukania traum w przeszłych pokoleniach, ekspertkę od odpoczywania oraz guru od suplementacji suplementów. Oraz od właściwego picia wody. No nie, to ostatnie zmyśliłem. Ale na pewno prędzej czy później spotkam kogoś takiego.

Tych od zarządzania czasem, walki z prokrastynacją i robienia pierwszego wrażenia nawet nie liczę. Są jak krisznowcy w filmie „Czy leci z nami pilot?” – dopadają cię w każdym zaułku Internetu. No i są jeszcze ci, co twierdzą, że możesz wszystko. Ale ich już chyba nawet siódmoklasistki nie traktują poważnie.


Reklama

Jak zniszczyłem córce karierę

I pomyśleć, że być może zniszczyłem kiedyś córce karierę. Bo kiedy miała 18 lat i spytałem ją, co by chciała robić w przyszłości, to odpowiedziała: „Chciałabym być mentorem, tato. Czuję, że mentoring to moje powołanie”. A ja, głupi, wziąłem ją za rękę i łagodnie dowodziłem, że trzeba najpierw zdobyć jakieś doświadczenie, przeżyć to i owo, odnieść parę sukcesów i dopiero na koniec można być mentorem. No i dziewczyna haruje teraz w HR-ze, a mogła zbijać kokosy, dobierając komuś zapachy do rodzaju osobowości.


Reklama

Jednym z bardziej fascynujących wygibasów współczesności jest to, że osoby, które nie bardzo radzą sobie z własnym życiem, uczą innych, jak sobie z tym życiem radzić.

A to, co mnie zadziwia najbardziej, to że ci wszyscy nieudacznicy żyją z udaczników. Takich jak te panie liderki biznesu z początku tekstu. Chyba ci mądrzy nie są zbyt mądrzy.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Igor Zalewski
Igor ZalewskiDziennikarz Kanału Zero