Reklama
Reklama
Kraj

Nie ma już jednego PiS. Niektórzy się tylko łudzą

Może bez wielkiego huku i trzasku, ale rozłam w Prawie i Sprawiedliwości właśnie nastąpił. Są jeszcze politycy, którzy zaklinają rzeczywistość, dowodzą, że nic strasznego się nie wydarzyło, bagatelizują, ale prawda jest taka, że Mateusz Morawiecki faktycznie jest już poza PiS. I będzie się mościł w centrum sceny politycznej.

Igor Zalewski
Felieton autorstwa: Igor Zalewski
Dzisiaj 07:13
6 min
Aktualizacja: Dzisiaj 08:15
Prezes PiS Jarosław Kaczyński, szef KP PiS Mariusz Błaszczak, skarbnik partii, poseł Henryk Kowalczyk i politycy ugrupowania na konferencji prasowej w siedzibie partii w Warszawie (fot. Rafał Guz / PAP)

Reklama

TYLKO NA

Skądinąd idealna byłaby dla nowego stowarzyszenia nazwa Porozumienie Centrum, ale wybrano inną: Rozwój Plus. Faktycznie, aluzja do dawnej partii Jarosława Kaczyńskiego nie dla wszystkich byłaby czytelna, a Rozwój Plus jednoznacznie informuje, o co w tej inicjatywie chodzi. Morawiecki wierzy, że jest w Polsce elektorat, dla którego sensem polityki jest pęd Polski do przodu. I chyba ma rację.


Reklama

W powietrzu czuć wiosnę, ale czuć też powiew zmiany. Bardzo prawdopodobne, że rozłam w PiS będzie pierwszą kostką, która uruchomi tzw. efekt domina. Czyli zapoczątkuje duże ruchy tektoniczne na scenie politycznej.

Przeczytaj: Obajtek u Morawieckiego. „W żadnym wypadku nie wychodzę z PiS”

Zresztą, tak naprawdę pierwszą kostką domina był Grzegorz Braun i jego rozstanie z Konfederacją. Braun przetrwał i samo jego istnienie spowodowało, że polaryzacja sceny politycznej po jej prawej stronie zaczęła się kruszyć. Może nawet jesteśmy u progu dużej rewolucji, podobnej do tej z roku 2001. Wtedy to rozpadła się Akcja Wyborcza Solidarność oraz Unia Wolności, a z tych szczątków ostatecznie wyłoniła się Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość, które zabetonowały system polityczny.


Reklama

Minęło ćwierć wieku i czas na kolejne przepoczwarzenie partyjnych organizmów

W tym czasie pojawiło się pokolenie, które nie odnajduje się w politycznej scenografii zaprojektowanej przez ich rodziców. To zresztą symptomatyczne, że przy dwóch filarach polskiej polaryzacji najwierniej stoją najstarsi wyborcy. Oraz tradycyjne media – ze szczególnym naciskiem na telewizję. Młodsi wyborcy i internet kochają Kaczyńskiego oraz Tuska mniej żarliwą miłością. A Republika czy TVN24 to dla nich synonim tępego fanatyzmu oraz obciachu.


Reklama

Czas wydaje się zatem dobry na zmiany. Dotychczasowi przywódcy się starzeją, niespecjalnie widać ich następców czy zastępców. Trzydziesto- i czterdziestolatkowie chcieliby grać w końcu pierwsze skrzypce, a nie kisnąć w poczekalniach życia publicznego.

Przeczytaj: Takiej sytuacji nie było od wyborów. Jest nowy sondaż CBOS

Kiedy przychylni Morawieckiemu politycy PiS próbowali go zatrzymywać argumentami: „zobacz, ten, kto odchodzi, zawsze przegrywa”, on cofał się głębiej w historię i odbijał piłeczkę tak: „PO i PiS też odchodziły”. I wygrały.


Reklama

O rozłamie w PiS zdecydowały przede wszystkim względy emocjonalne

Rachuby polityczne były drugorzędne. Ale tak działa ludzki umysł, który zazwyczaj odgrywa rolę adwokata emocji, choć wydaje mu się, że działa chłodno i racjonalnie.


Reklama

Partyjna elita PiS jest jak stare małżeństwo, które nawzajem doprowadza się do szału. SMS-y od obu stron tego sporu to jedne z najbardziej żałosnych świadectw, z jakimi przyszło mi obcować w dziennikarstwie. To jest dokładnie ten sam ton, w jakim mąż opowiada o znienawidzonej przez siebie żonie. W takim momencie po prostu lepiej się rozstać, żeby się nie pozabijać. W polityce mówimy raczej, że partia stała się dysfunkcyjna i nie może normalnie funkcjonować. Czy PiS ostatnimi czasy był dysfunkcyjny? To rzecz jasna pytanie retoryczne.

Pojawia się pytanie: czy Morawieckiemu uda się zawojować centrum sceny politycznej, czyli tych normalsów, którzy podobno decydują o wyniku każdych wyborów?

Ma szanse, tym bardziej że będzie się dogadywał z PSL-em, czego zaczynem była owa kontrowersyjna debata Morawieckiego z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, którego co gorliwsi internetowi ORMOWCY z kręgów koalicji oskarżyli oczywiście o zdradę. Akurat lider PSL nie musi się przejmować atakami liberalnych mediów, bo jego wyborcy mają je kompletnie w nosie. Co innego Szymon Hołownia, który na własnej skórze poczuł, jak potrafią nienawidzić zwolennicy tolerancji. Ale pewnie i on oraz smętne resztki jego akolitów (jeśli jeszcze jacyś zostali) dołączą do tej Czwartej Drogi.


Reklama


Reklama

Teoretycznie spory ruch na prawicy i osłabienie PiS to coś, co powinno cieszyć Koalicję Obywatelską. I na pewno ucieszy. Ale trzeba pamiętać, że spoiwem hegemonów polaryzacji jest przede wszystkim niechęć do „tych drugich”. Tusk potrzebuje zatem PiS-u, którym można straszyć, potrzebuje Kaczyńskiego, który nie jest zbyt słaby. Bez niego bowiem istnienie KO nie ma wielkiego sensu.

Osłabienie PiS paradoksalnie może zatem osłabić Koalicję Obywatelską

Część jej wyborców może się poważyć na bardziej merytoryczny głos – albo na jakąś partię centrum, albo na któreś ugrupowanie lewicy. A za półtora roku Tusk nie będzie ładniejszy, sprawniejszy intelektualnie i bardziej dziarski. Wszelka nowość z upływem czasu będzie coraz bardziej ponętna.

Zresztą i po stronie koalicyjnej czają się kryzysy: pierwszy to konflikt o minister Hennig-Kloskę i ciąg poniżeń, jakie dotykają minister Pełczyńską-Nałęcz. Drugi to owo wyborcze porozumienie PSL z Morawieckim. Schyłek rządów tej koalicji może być dla niej trudny. Sejsmiczne drgania sceny politycznej mogą dotrzeć i tam.


Reklama

Trzeba jeszcze pamiętać o tak zwanych wyborcach niezdecydowanych, na których nie zwracamy szczególnej uwagi. A jest ich całkiem sporo, w porywach 10 proc. To spory rezerwuar głosów dla tych, którzy jak Morawiecki chcą namieszać na scenie politycznej. Po części to sieroty po PiS, które odpadły od tej partii, gdy zaczęła się ścigać z Braunem. Po części to ludzie, którzy po prostu nie akceptują obecnej oferty politycznej. Nie widzą tam nic dla siebie.

To nie są ludzie odrzucający politykę jako taką. Lecz są zbyt wybredni, by głosować na obecnych protagonistów. Oni zazwyczaj aktywizują się, gdy scena polityczna się zmienia, bo chcą ją popchnąć w sensownym kierunku. Są spragnieni nowości. Zresztą nie tylko oni.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Igor Zalewski
Igor ZalewskiDziennikarz Kanału Zero