
Sprawa Roberta Bąkiewicza staje się punktem wyjścia do refleksji nad tym, jak działa współczesny aktywizm i czy rzeczywiście stoi on po stronie uniwersalnych wartości. Przywołane przykłady pokazują, że w praktyce wrażliwość na krzywdę bywa selektywna, a niektóre ofiary pozostają poza zainteresowaniem opinii publicznej.



