Reklama
Kraj

Marek Jurek o sprawie ministra Szeptyckiego: nacjonalizm czy swojactwo?

Ministra można z rządu odwołać za deklaracje publiczne, ale nie dlatego, że jest, jak to wprost sformułowano, „ukraińskiego pochodzenia” – pisze dla Zero.pl były marszałek Sejmu Marek Jurek.

Marek Jurek
Opinia autorstwa: Marek Jurek
Dzisiaj 15:01
4 min
Ministra można z rządu odwołać za deklaracje publiczne, ale nie dlatego, że jest, jak to wprost sformułowano, „ukraińskiego pochodzenia”. (fot. Zero.pl)
TYLKO NA

Co robi Ukrainiec w polskim rządzie? Odpowiedź jest zasadniczo prosta: to samo, co Polak – Władysław Kondratowicz – w rządzie litewskim. Służy swojemu państwu (lepiej lub gorzej, co w wolnym społeczeństwie podlega ocenie), reprezentuje swoje poglądy i swoją społeczność. To ostatnie odnosi się raczej do Kondratowicza.

Andrzej Szeptycki, praprawnuk autora „Zemsty”, przedstawiciel rodziny ogromnie zasłużonej (tak przez swoją pracę, jak i poniesione ofiary) dla Polski i dla Kościoła, reprezentuje raczej nie tyle społeczność, ile rodzinną tradycję, ważną dla obu krajów, z którymi Szeptyckich związała historia.

Oczywiście nie sądzę, by ta odpowiedź była zadowalająca dla tych, którzy stawiają zacytowane w pierwszym zdaniu pytanie. Ale nie dlatego, że, kwestionując politykę ministra, trzeba polemizować z jego pracą, z tym, „co robi”. Nie sądzę bowiem, żeby to, „co robi” minister, naprawdę interesowało tych, którzy dziwią się, że w ogóle jest w rządzie. Odkładając więc na bok to pytanie, warto postawić inne, nie retorycznie, lecz poważnie: czego naprawdę chcemy?

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Dziś wchodzi w życie pakt migracyjny. Wiceminister: Już okazał się kompletnie niedostosowany

Czy chcemy na przykład, aby Akcja Wyborcza Polaków na Litwie mogła prowadzić efektywną politykę i zagwarantować społeczności, którą reprezentuje, wpływ społeczny na politykę państwa, którego członkowie tej społeczności są obywatelami? Aby mogła być również pomostem między Litwą a Polską? Czy przeciwnie, cokolwiek byśmy nie mówili, nic nas to nie obchodzi?

Wyjaśnijmy jedno: nie chodzi tu o „wielokulturowość”, „giedroyciostwo”, „jagiellonizm” i inne szufladki w bibliotece banałów i stereotypów. Chodzi o coś wręcz przeciwnego: o interes Polski, o treść naszego patriotyzmu, o kształt naszej polityki (w tym o nasze interesy w Europie Środkowej) i również o nacjonalizm.

Krótko mówiąc, chodzi o prosty wybór: czy chcemy uniwersalistycznego nacjonalizmu, opartego na etyce i honorze, czy wyborczego swojactwa, za którym (prócz owszem, wyborczo owocnego zaperzenia) nie idzie żadna polityka i które z nacjonalizmem ma tyle wspólnego, że dobrze służy PO, GW et consortes do straszenia nacjonalizmem i rysowania mu brzydkiej gęby.

Reklama
Reklama

Tymczasem uniwersalistyczny nacjonalizm oparty na etyce i honorze to nie jedynie efektowna formuła, ale również zbiór politycznych kanonów. Oczekiwanie od innych tego, czego oczekujemy od siebie. Sprzeciw wobec tego, czego sami nie robimy i robić nie chcemy. Żądanie wzajemności, nie po to jednak, by torpedować współpracę, lecz by stworzyć jej rzeczywiste warunki. Przekonanie, że Państwo Polskie zawsze będzie potrzebne Polakom, ale również że jest potrzebne nie tylko nam, lecz w ogóle jako czynnik ładu międzynarodowego. Właśnie dlatego po drugiej wojnie światowej Adam Doboszyński (człowiek, którego nie sposób podejrzewać ani o antynacjonalistyczne uprzedzenia, ani o zahamowania) pisał, że celem nacjonalizmu jest pokój.

Czytaj także: Samolot Zełenskiego wrócił do Krakowa. Wcześniejsza zmiana trasy wywołała pytania

Wszystko to piszę na temat udziału w rządzie ministra Szeptyckiego, a nie na temat jego wywiadu. Osobną bowiem kwestią (wymagającą uczciwego rozpatrzenia) jest to, czy mówił w nim o tym, czym była UPA w historii, czy też czym jest ona w świadomości ukraińskiej. To dwie, niezupełnie, ale jednak różne sprawy.

Ministra można z rządu odwołać za deklaracje publiczne, ale nie dlatego, że jest, jak to wprost sformułowano, „ukraińskiego pochodzenia”. Sam „zarzut” jest zresztą o tyle zabawny, że Szeptyccy (z których kilku stało się przekonanymi Ukraińcami) są i byli najzupełniej polskiego pochodzenia, tak jak na przykład Wacław Lipiński. Znacznie bardziej polskiego niż książę Jeremi Wiśniowiecki, którego syn został królem Polski.

Źródło: Zero.pl
Marek Jurek
Marek JurekMarszałek Sejmu w latach 2005–2007, poseł na Sejm (1989–1993, 2001–2007), poseł do Parlamentu Europejskiego (2014–2019) - autor zewnętrzny