
Był czas, gdy biało‑czerwone i czerwono-biało‑zielone flagi powiewały obok siebie mimo furii Hitlera, a Węgry otworzyły ramiona dla stu tysięcy polskich uchodźców. Dziś jednak to nie wojna, lecz krajowe podziały decydują, jak głośno nad Wisłą i Dunajem mówi się o Orbánie, Magyarze czy Tusku.



