Reklama
Reklama
Kraj

Mateusz nietykalny. Jeszcze nikt z PiS nie mógł sobie pozwolić na tak wiele

Mateusz Morawiecki jest jednym z aż jedenastu wiceprezesów Prawa i Sprawiedliwości, ale tylko na papierze. W PiS, w praktyce powstało właśnie stanowisko pierwszego zastępcy Jarosława Kaczyńskiego i jest nim były premier. Morawiecki uzyskał zgodę na działalność swojego stowarzyszenia, chociaż z pewnymi ograniczeniami.

Jacek Prusinowski
Felieton autorstwa: Jacek Prusinowski
Dzisiaj 09:41
4 min
Mateusz nietykalny. Jeszcze nikt z PiS nie mógł sobie pozwolić na tak wiele (fot. Leszek Szymański / PAP)

Reklama

TYLKO NA
  • Morawiecki zbudował własną armię: z byłych ministrów (Dworczyk, Müller, Cieszyński i inni) oraz „tylnych ław” PiS stworzył lojalną drużynę gotową iść za nim nawet przeciw Kaczyńskiemu.
  • Kaczyński zmienił zdanie i zgodził się na stowarzyszenie Morawieckiego, to rzadki przykład, kiedy okazał słabość w sprawach partii.
  • Od grudnia 2025 Morawiecki publicznie lekceważył prezesa.
  • Prawdziwym testem będzie układanie list wyborczych.

Reklama

Kiedy Mateusz Morawiecki zostawał ministrem rozwoju, wicepremierem (2015 r.), a nawet premierem (2017 r.) miał dokładnie tyle władzy ile dał mu jej Jarosław Kaczyński. Dzisiaj nie jest już, jak mówiono o nim wtedy, ciałem obcym w Prawie i Sprawiedliwości. Zbudował swój własny dwór, a może bardziej nawet prywatną armię, która pójdzie za nim na każdą polityczną wojnę, nawet tę z prezesem.

Przeczytaj także: Stanowski odpowiada Giertychowi. „Notoryczny kłamca”

Trzon jego drużyny stanowią ludzie, z którymi współpracował w rządzie Prawa i Sprawiedliwości (Dworczyk, Muller, Cieszyński, Buda, Puda, Semeniuk, Jabłoński, Szczucki, Schreiber), część to politycy z tylnych ław i dalszych miejsc na listach, którzy w obecnej sytuacji nie mogą raczej liczyć na odnowienie mandatu.


Reklama

Faktem jest, że Mateusz Morawiecki stał się dla około 40, a może nawet dla większej liczby parlamentarzystów PiS kluczowym dzisiaj punktem odniesienia i faktycznym liderem. To dlatego, prezes Jarosław Kaczyński zdecydował się na ustępstwo w sprawie stowarzyszenia pokazując, jak nigdy w sprawach partii,  swoją słabość.


Reklama

Postrzeganie relacji wewnątrzpartyjnych głównie przez pryzmat tej osi siła-słabość to naprawdę nie jest mój wymysł. Już dwa miesiące temu, kiedy jako pierwszy pisałem na Zero.pl o możliwym rozłamie w PiS, stronnicy Mateusza Morawieckiego zapowiadali, że muszą przekonać prezesa o swojej gotowości do pójścia własną drogą, że język siły jak żaden inny przemawia do Jarosława Kaczyńskiego.

Dzisiaj widać, że mieli rację. Publiczne lekceważenie wręcz prezesa zaczęło się w grudniu 2025 r., kiedy Morawiecki nie pojawił się na spotkaniu Prezydium Komitetu Politycznego PiS. Później były premier wysyłał sygnały, mniej lub bardziej wprost, świadczące o niezadowoleniu z kierunku, w którym zmierza partia. Ostatecznie poinformował o powstaniu stowarzyszenia i dopiął swego nie oglądając się na to, czego oczekiwał Kaczyński.


Reklama

Problem w tym, że pozostając w logice siły to prezes Prawa i Sprawiedliwości ciągle posiada zdecydowanie najwięcej argumentów. Ustąpił, ale jak słyszę od najmniej życzliwych Morawieckiemu, to może być tylko ustępstwo chwilowe.


Reklama

Przeczytaj także: Rozłam w PiS odwołany. Nocne zdjęcie prezesa

Prawdziwym testem na trwałość i jakość zawieszenia broni w PiS, bo przecież nie pokoju, będzie czas układania list przed wyborami parlamentarnymi. To wtedy prezes może wynagrodzić za dobre i przykładnie ukarać za złe, co z wyraźną nadzieją w głosie podkreślają przedstawiciele bardziej radykalnej (nie przepadam za określeniem „maślarze”) partyjnej frakcji.

Cierpliwie poczeka, a wtedy kara będzie przecież zdecydowanie bardziej dotkliwa, bo do minimum ograniczy możliwości na wyborcze manewry. Jednym z tematów poruszonych przy eklerach w mieszkaniu Adama Bielana było tworzenie lokalnych struktur Rozwoju Plus. Prezes Kaczyński wyraźnie zastrzegł, że nie życzy sobie takich działań.


Reklama

Dlaczego? Stowarzyszenie z siatką działaczy w największych miastach, z lokalnymi oddziałami,  coraz bardziej przypominałoby partię polityczną. Mateusz Morawiecki musiał przystać na ten warunek, ale można być pewnym, że nie nie tylko nie zatrzyma się, ale nawet zintensyfikuje i usystematyzuje działania, które pozwolą mu na stworzenie odrębnego politycznego bytu. Do końca, czyli do chwili zarejestrowania list nie może już być pewny o pozycję swoich ludzi.

Pęknięty PiS może funkcjonować, może walczyć o zdobycie władzy i może nawet ją odzyskać. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy już nie wróci do swojego dawnego kształtu.