Reklama
Reklama
Reklama

Figurski i Słowik wygrali prawomocnie. Nie trzeba autoryzować pisemnej wypowiedzi

TYLKO NA
stadionowa-scena_-pap-i-polskie-radio
Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że odpowiedź przesłana dziennikarzom na piśmie nie wymaga dodatkowej autoryzacji, jeżeli została rzetelnie zacytowana i nie zmieniono jej treści. (fot. KZ/X/Akademia Humanitas)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Paweł Figurski i Patryk Słowik prawomocnie wygrali sprawę wykroczeniową dotyczącą publikacji wypowiedzi Michała Kaczmarczyka, członka rad programowych mediów publicznych, bez autoryzacji. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że odpowiedź przesłana dziennikarzom na piśmie nie wymaga dodatkowej autoryzacji, jeżeli została rzetelnie zacytowana i nie zmieniono jej treści.

  • Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał w mocy korzystne dla dziennikarzy rozstrzygnięcie pierwszej instancji.
  • Sprawę do sądu skierował komendant komisariatu policji Warszawa-Włochy, domagając się wymierzenia grzywny dziennikarzom. Wsparł w ten sposób Michała Kaczmarczyka w chęci ukarania dziennikarzy.
  • Kaczmarczyk to były rektor Akademii Humanitas w Sosnowcu, członek rad programowych Polskiej Agencji Prasowej w likwidacji i Polskiego Radia w likwidacji.
  • Według sądu autoryzacja ma służyć wyeliminowaniu błędów i przejęzyczeń. Gdy rozmówca miał czas do namysłu i przesłał odpowiedź mailem, a dziennikarze zacytowali ją bez zmian, nie ma potrzeby autoryzacji.

Sprawa dotyczyła artykułów, które Paweł Figurski i Patryk Słowik opublikowali jeszcze w Wirtualnej Polsce.  

Dziennikarze opisali biznes osób związanych z Michałem Kaczmarczykiem, wówczas rektorem Akademii Humanitas w Sosnowcu, polegający na sprzedaży certyfikatów uczelniom, szpitalom i urzędom. Ujawnili też, że do rad programowych PAP w likwidacji i Polskiego Radia w likwidacji rekomendowała Kaczmarczyka fundacja kierowana przez jego matkę, a Radą Mediów Narodowych, która decydowała o powołaniach, kieruje jego były student Wojciech Król.

Czytaj też: Ministerstwo wyłącza urzędowe strony. „Krytyczny błąd oprogramowania”

Reklama
Reklama

Michał Kaczmarczyk odpowiadał na pytania dziennikarskie mailem. Po publikacji domagał się ukarania autorów za opublikowanie jego wypowiedzi bez umożliwienia mu ich autoryzacji.

Najpierw policja, potem sąd

Latem 2025 r. dziennikarze zostali wezwani do złożenia wyjaśnień policji. Ta uznała, że Figurski i Słowik popełnili wykroczenie uniemożliwienia autoryzacji wypowiedzi, za co grozi kara grzywny. Komendant policji z warszawskich Włoch skierował do sądu wniosek o ukaranie.

Sąd początkowo, w trybie nakazowym, wymierzył dziennikarzom grzywny po 1 tys. zł.

Kaczmarczyk publicznie ogłosił sukces, stwierdzając, że to dowód na nierzetelność autorów. W branżowych mediach pojawiły się artykuły o „skazanych dziennikarzach Wirtualnej Polski”.

– Nie jestem ekspertem od wykroczeń, ale czytam, że wyrok nakazowy wydaje się, gdy okoliczności czynu i wina w świetle ujawnionych dowodów nie budzą wątpliwości Sądu. I nie chwalę się, bo nie ma czym. Wolałbym, by dziennikarze przestrzegali prawa. To byłby powód do satysfakcji – skomentował Kaczmarczyk na platformie X.

Kaczmarczyk, który na prawie się zna – był biegłym sądowym, ławnikiem, przyznaje sędziom nagrody „Złotej Temidy” i był ekspertem Ministerstwa Sprawiedliwości – pomijał specyfikę wyroków nakazowych. Są one wydawane bez wzywania oskarżonych lub obwinionych, niejako z automatu. Zwykle wystarczy wnieść sprzeciw, by wyrok przestał być obowiązujący.

Reklama
Reklama

Dziennikarze wnieśli sprzeciwy, wskutek czego wyrok nakazowy stracił moc. Sprawa została rozpoznana na rozprawie.

Sąd pierwszej instancji umorzył postępowanie z powodu braku znamion wykroczenia. Uznał, że opublikowane cytaty zachowywały treść i sens wypowiedzi Kaczmarczyka, a także nie zostały wyrwane z kontekstu. O tym rozstrzygnięciu informowaliśmy w lutym na Zero.pl.

Sąd: dziennikarze dochowali rzetelności

Kaczmarczyk, występujący w sprawie jako oskarżyciel posiłkowy (innymi oskarżycielami posiłkowymi byli jego matka i znajomy, którego działalność biznesową opisano w tekście), odwołał się od orzeczenia. Sprawa trafiła zatem do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Ten właśnie utrzymał w mocy rozstrzygnięcie pierwszej instancji. Wskazał, że przy ocenie obowiązku autoryzacji znaczenie ma sposób udzielenia wypowiedzi.

Zgodnie z przedstawionym przez sąd rozumieniem tej instytucji autoryzacja ma pozwalać na wyeliminowanie drobnych błędów czy przejęzyczeń. Takie pomyłki mogą pojawić się podczas rozmowy, gdy odpowiedź pada od razu, bez możliwości wcześniejszego dopracowania jej treści.

Inaczej wygląda sytuacja, w której rozmówca otrzymuje pytania, ma czas na zastanowienie się i przygotowuje pisemną odpowiedź. Wówczas samodzielnie decyduje, jakich słów użyje i w jaki sposób przedstawi swoje stanowisko.

Reklama
Reklama

Zdaniem sądu, jeżeli tak przygotowana odpowiedź trafia do dziennikarzy mailem, a ci rzetelnie ją cytują, bez zmieniania treści wypowiedzi, nie ma podstaw do stwierdzenia, że złamali prawo, nie przekazując jej ponownie do autoryzacji.

Sąd zastrzegł przy tym, że znaczenie ma zachowanie treści otrzymanej odpowiedzi. Gdyby dziennikarze ją zmienili, powstałaby nowa wypowiedź, a ocena obowiązku jej autoryzacji byłaby inna.

Orzeczenie jest prawomocne.

Dziennikarzy reprezentowali radca prawny Aleksandra Rudzińska z Wirtualnej Polski i radca prawny Radosław Bednarski. Obsługę prawną zapewniła Wirtualna Polska.

W toku postępowania po stronie dziennikarzy stanowisko zajęła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Sprawą interesował się też rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek (po zmianie rzecznika na Sylwię Gregorczyk-Abram zainteresowanie sprawą po stronie RPO ustało).

Reklama
Reklama