Na początek wypada wyjaśnić, dlaczego nie należę do entuzjastów odbierania samochodów pijanym kierowcom. Problemem tego typu kary nie jest naruszenie „świętego prawa własności” przez państwo. Problem stanowi jej losowość. Jednemu pijanemu samochód nie jest jakoś szczególnie potrzebny i po jego stracie nie odczuje znacznego pogorszenia warunków życia. Inna osoba może wykorzystywać pojazd do zarobkowania i jeśli jej się go zabierze, zostanie ona bez środków do życia. Kierowca średniozarabiający może mieć dość drogi, nowy wóz, który właśnie kończy spłacać, a osoba dobrze sytuowana – jeździć po mieście starym gratem, którego jej nie szkoda. Ta represja ze względu na istotny element losowości nie zawsze jest najlepszym wyjściem.
No ale przepisy są jakie są, przepadek auta wynika wprost z ustawy
Podobno kierowca, który utracił czerwonego Mustanga, wpadł nim do rowu, mając ponad 2 promile alkoholu we krwi. Policja trafiła na miejsce zdarzenia przez zgłoszenie od obywatela, na miejscu zastano Mustanga w rowie i kierującego z istotnym „promilażem”. Sąd odebrał mu pojazd, a po jakimś czasie poinformowano, że podjęto decyzję o przekazaniu go na rzecz Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu.
Potem zdarzyło się kilka dziwnych rzeczy: po pierwsze, czerwony Mustang zmienił kolor i stał się typowym radiowozem z pełnym oznakowaniem. Ma srebrno-fluorescencyjne barwy, oświetlenie barwy niebieskiej na dachu i w paru innych miejscach i oczywiście syrenę. To, czego nie ma, to wideorejestrator, ponieważ nie bardzo da się go do niego zamontować. Można więc uznać, że to typowy wóz patrolowy, tyle że przydzielony do grupy „Speed” zajmującej się wyłapywaniem kierowców jadących dużo za szybko. Nasuwa się pytanie, kto widząc Mustanga z oznakowaniem „POLICJA”, zdecyduje się wykonywać niebezpieczne drogowe manewry jak bardzo szybka jazda czy drift – chyba tylko ktoś, kto za wszelką cenę chciałby się popisać. Można uznać, że ten paliwożerny radiowóz będzie pełnił funkcję prewencyjno-odstraszającą.
W rzeczywistości policja go nie potrzebuje
To nie jest typ pojazdu, jaki przydaje się w pracy policji, nawet w grupie Speed. Rzadko raczej dochodzi do sytuacji, gdy trzeba kogoś gonić z mocą 450 KM, a nawet jeśli, to Mustang umiarkowanie się do tego nadaje – jest samochodem typowo sportowym, którym oczywiście można pojechać bardzo szybko po ulicy, gdy zachodzi taka potrzeba, ale zapewne BMW czy Cupra zrobią to samo bezpieczniej i stabilniej. Mustanga chyba trochę zbyt łatwo wytrącić z toru jazdy przy ostrzejszych manewrach. Tak, wiem, że policjanci z grupy Speed mają specjalne szkolenia, wcale nie spodziewam się (jak wielu internetowych komentatorów), że ośmiocylindrowe coupe zostanie szybko rozbite. Po prostu mam wrażenie, że specyfika użytkowania pojazdów w policji, o której opowiedziano mi podczas prezentacji tego auta, niespecjalnie pasuje do konstrukcji i charakteru Mustanga.
A jednak ten wóz jest niezwykle potrzebny
Jest potrzebny, bo opowiada znakomitą historię. Oto właściciel szybkiego samochodu wpadł nim do rowu, bo był pijany. Odebrane mu auto będzie służyło do ścigania (przynajmniej w teorii) innych pijanych kierowców. Sama ironia w tym zawarta wystarczy jako uzasadnienie takiej decyzji. Ale na tym przecież nie koniec, bo mamy jeszcze setki komentarzy, w których ich autorzy zarzucają państwu lub policji „kradzież” samochodu i twierdzą, że przecież pijany kierowca kupił go legalnie, więc nie można mu go zabierać, ponieważ to narusza zasady własności. Wprawdzie nie narusza, bo nawet konstytucja RP dopuszcza wywłaszczenie na cel publiczny, ale nawet gdyby tak było – mówimy o sytuacji, w której osoba używająca niebezpiecznego narzędzia pod wpływem alkoholu jest tego narzędzia trwale pozbawiana. Pijany kierowca traci pojazd – to rodzaj kary – a społeczeństwo na tym zyskuje, ponieważ zmniejsza się prawdopodobieństwo, że będzie robił to ponownie. W tym przypadku „zabór” samochodu ma duży sens, ponieważ auto przez swoją wyjątkowość świetnie służy jako przykład – lub raczej jako ostrzeżenie w rodzaju „to może spotkać również ciebie”.
Słuchajcie, mam wspaniały pomysł jak nie pozbyć się Mustanga na rzecz policji
Na przykład jeździć nim na trzeźwo. Dobrze byłoby też nie driftować na drogach publicznych, choć samochodu za to jeszcze nie zabierają. Nie odbiorą go też jeszcze gdy pojedziesz więcej niż 50 km/h ponad limit w obszarze zabudowanym lub na drodze jednojezdniowej, za to tylko traci się prawo jazdy.
Ktoś może zadać pytanie: to po co wtedy w ogóle mieć Mustanga, skoro nawet nie można nim kręcić bączków po pijanemu na rondzie? Ja odpowiem: nie wiem, nigdy nie miałem Mustanga ani nie planowałem mieć, bo rzeczywiście jest to pojazd zbytnio kojarzony z dziwnymi manewrami – wprawdzie raczej w USA, ale nadal jego reputacja jest słaba. Nie wszystkie kary dla kierowców w polskim kodeksie wydają mi się sensowne i współmierne do wykroczeń (odebranie telefonu podczas jazdy za 12 punktów karnych to jakaś abominacja), ale temat Mustanga rozegrano świetnie z punktu widzenia PR. Brakuje mi tylko na nim naklejki „pojazd przekazany do służby policji przez pijanego kierowcę” na wzór tych, którymi oznaczano auta elektryczne z rządowym dofinansowaniem.

