
Igrzyska śmierci przeniosły się z Panem do innego państwa na P – Polski. A precyzyjniej – na nasze drogi pieszo-rowerowe i na ścieżki. Nie zna życia ten, kto w godzinach szczytu nie poruszał się nimi chociaż przez kwadrans. A jeśli ktoś uważa, że zna – to znaczy tylko tyle, że jeszcze nie spotkał na swojej drodze dostawcy-sprintera z torbą wielkości lodówki.








