Reklama
Wojsko

Ilu żołnierzy brakuje Ukrainie? Pomysł PiS dotyka wielkiego problemu Zełenskiego

Prawo i Sprawiedliwość proponuje deportacje Ukraińców pozostających na terytorium Polski, ale nieposiadających legalnej pracy, z drugiej strony strony Tomasz Siemoniak, koordynator służb specjalnych, twierdzi, że polski rząd nie będzie odsyłał ich na front. Zmieniają się unijne przepisy wobec Ukraińców objętych mobilizacją, a Siły Zbrojne Ukrainy trzymają linię frontu zmagając na tyłach z dezercją. Co z rezerwami Ukrainy na wojnie?

Michał Bruszewski
Opinia autorstwa: Michał Bruszewski
Dzisiaj 12:23
8 min
(fot. Shutterstock / Shutterstock)

W dyskusji o tym, czy Ukraińcy powinni wracać do swojego kraju, by go bronić z karabinem w dłoniach, należy uporządkować fakty. Na wstępie należy zaznaczyć, że obostrzenia dotyczące Ukraińców objętych mobilizacją wojenną, a próbujących przekroczyć granicę Unii Europejskiej (głównie ukraińsko-polską) już mają miejsce. I mowa tutaj nie tylko o decyzji UE, ale także samej Ukrainy.

Ze strony UE na koniec lipca stwierdzono, iż kraje członkowskie UE oficjalnie wyraziły zgodę na przedłużenie o kolejny rok, czyli do 4 marca 2028 r., ochrony tymczasowej uchodźców z Ukrainy, ale z wykluczeniem z niej mężczyzn w wieku poborowym.

Jak stanowi art. 2 nowego postanowienia, ochrona tymczasowa nie jest udzielana osobom, które „nie wywiązują się ze swoich obowiązków wojskowych przewidzianych w prawie ukraińskim i z tego powodu nie uzyskały zezwolenia władz ukraińskich na opuszczenie Ukrainy”. Zaznaczmy, że na Ukrainie wiek mężczyzn objętych mobilizacją wojenną wynosi od 25 do 60 lat, ale objęci zakazem lub obostrzeniem wyjazdowym byli także młodsi mężczyźni.

Przykładowo prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zdjął ten zakaz w zeszłym roku, gdy w ukraińskich miastach protestowano przeciwko ograniczeniu autonomii ukraińskiego CBA, czyli NABU – Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy. Wypuszczenie z Ukrainy prawie 100 tys. mężczyzn w wieku 18-22 to nierozważny krok, ponieważ należy rozróżnić zmobilizowanych żołnierzy od ochotników. Ukraina musi zadbać o jak największe pozyskanie ochotników, a tych może rekrutować z młodszych roczników. Ponadto był to zły sygnał społeczny, że ważniejszy od rezerw wojennych jest interes polityczny. Wróćmy do obostrzeń.

Reklama
Reklama

Powtórka z konsulatów

Równolegle podobne działania podejmuje państwo ukraińskie. Konsulaty tego kraju nie będą mogły świadczyć usług mężczyznom podlegającym obowiązkowi służby wojskowej w wieku od 18 do 60 lat, jeśli nie przedłożą wojskowych dokumentów rejestracyjnych – o sprawie informowała agencja UNIAN. To wynik uchwały ukraińskiego parlamentu. Ostatecznie nie wiemy, jak finalnie zakończą się te zmiany. Jest ryzyko, że wygeneruje to kolejny rodzaj łapowniczego „wykupywania się”, ale bezsprzecznie próby utrudnienia uniknięcia trafienia do armii formalnie zmobilizowanym Ukraińcom są wdrażane.

Poprzednio, w 2024 r., podobną zmianę w konsulatach wprowadził za pośrednictwem ukraińskiej dyplomacji były szef resortu obrony, z pochodzenia krymski Tatar, Rustem Umerow. Skończyło się to wielkim zamieszaniem, a o efektach milczano, sam Umerow stracił stanowisko. Pomysł Umerowa był taki, że wymusi na Ukraińcach powrót do kraju celem aktualizacji swoich dokumentów, a tam będzie można zweryfikować, kto powinien walczyć w obronie Ukrainy. Zobaczymy kolejną rundę z próbą takich działań.

Z ostatnich wypowiedzi prezydenta Wołodymyra Zełenskiego wynika, że Ukraina ma pod bronią ok. 880 tys. żołnierzy i funkcjonariuszy. Należy wszelako zaznaczyć, że nie jest to liczba żołnierzy liniowych, ponieważ tych jest mniej. W każdej wojnie na jednego walczącego na froncie żołnierza przypadają żołnierze z kwatermistrzostwa, obsługi logistycznej, technicznej, szkoleniowcy, na kucharzach kończąc.

Reklama
Reklama

Na Ukrainie „tyłowicy” są krytykowani i sprawdzani, bo po prostu stało się to sposobem na bezpieczniejszą służbę, gdy żołnierze liniowi, bez rotacji, tkwią w okopach. Jak mówił w 2025 r. Kyryło Sazonow, weteran i politolog, „w wojsku 900 tysięcy ludzi, a walczy 200-250 tysięcy (…) Nie rozumiem, dlaczego potrzebujemy tak wielu wojskowych na tyłach”. Krytykował także „młodych oficerów w dobrych autach, których brakuje na froncie”.

Są to jednak ludzie w zasobach wojska, umundurowani, uzbrojeni, w przypadku kolejnego audytu mogą być zatem użyci do walki. Prawdziwą plagą i największym problemem Sił Zbrojnych Ukrainy jest co innego. To dezercja.

Nieznany problem ukraińskiej obrony

Od 2022 r. do połowy 2025 r. wszczęto 250 tys. spraw o dezercję oraz – co należy podkreślić – porzucenie jednostki wojskowej. Dlaczego to nie to samo? W świetle ukraińskiego prawa dezercja jest trwała, a po porzuceniu jednostki żołnierz, teoretycznie, bez sankcji prawnych może wrócić w szeregi wojska.      

Jak raportowała „Ukraińska Prawda” powołując się na dane Prokuratury Generalnej, w 2022 r. było tylko 6 988 spraw o porzucenie jednostki i służbowego stanowiska, w 2023 r. – 17 658, w 2024 r. – 67 840, a w połowie 2025 r. – 110 511. Porównajmy morale – w samym lutym 2022 r., na początku rosyjskiej inwazji, było tylko 347 takich spraw na armię rzędu miliona ludzi. Wtedy Ukraina biła chlubne rekordy, dzisiaj niestety jest odwrotnie. Tylko w marcu 2022 r. do Sił Obrony Terytorialnej (TDF) zgłosiło się 100 tys. ochotników.

Reklama
Reklama

Mało tego, wówczas armia kręciła nosem na ludzi bez przeszkolenia wojskowego i na przykład odrzucano zagranicznych ochotników, którzy nie udokumentowali doświadczenia w służbach mundurowych innych państw. Co do dezercji to należy także odnotować fakt, że odbywa się ona nie tylko na terytorium Ukrainy, ale także w czasie zagranicznych szkoleń. Najbardziej niechlubnym przypadkiem jest 155. Brygada im. Anny Kijowskiej formowana de facto we Francji, która to jest tematem na odrębny artykuł, bo ogniskuje w sobie wszystkie problemy trawiące część ukraińskich formacji.  

W 2022 r. problemem Ukrainy był brak broni, dzisiaj – pomijając wątłe zapasy nowoczesnych efektorów, arsenału przeciwrakiet do strącania pocisków balistycznych – głównie brakuje ludzi, a nie uzbrojenia.

Doszło nawet do tego, że jednostka karna, jaką był 425. Samodzielny Pułk Szturmowy „Skała”, do którego zsyłano przymusowo zmobilizowanych „uchylantów”, uzbrojono w czołgi M1A1 Abrams w wersji australijskiej. Z jednej strony krytykowana za niską jakość żołnierzy i falę jednostka, z drugiej wozy będące obiektem zazdrości innych pododdziałów. Piszę „był”, ponieważ wyczekiwana zmiana na stanowisku Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy z sędziwego generała Ołeksandra Syrskiego z doświadczeniem oficerskim jeszcze z Armii Radzieckiej, na młodszego generała Mychajło Drapatego, przynosi już zmiany kadrowe, o czym pisałem na łamach Zero.pl.

Reklama
Reklama

Pierwsze tarcia po zmianach w ukraińskiej armii. „Moim szefem jest Syrski"

Musimy zrozumieć, że Siły Zbrojne Ukrainy to armia, siłą rzeczy, masowa. To armia obywatelska, bo to wynika z samych liczb. W styczniu 2022 r. Ukraina mogła wystawić w polu 49 brygad wojskowych i 6 Gwardii Narodowej Ukrainy, w styczniu 2025 r. – 126 brygad wojskowych i 7 gwardii. Ukraina przechodzi także ze struktury brygadowej na korpusy reorganizując swoją obronę. Siły Zbrojne Ukrainy się reformują. W czasie walki.

Idea armii obywatelskiej w kryzysie na froncie

W czym tkwi problem? Opuszczający kraj potencjalni żołnierze są wyłącznie częścią składową wielu kłopotów, które spotykają każdą armię na wojnie, zwłaszcza w starciu z Siłami Zbrojnymi Federacji Rosyjskiej, które Ukraińcom – podkreślmy – udaje się póki co skutecznie, na poziomie taktycznym, zatrzymywać.

Podobnym fragmentem całości są Ukraińcy mieszkający za granicą. Rzecz jasna, postawa, w której obywatel broni swojego kraju, jest wzorem patriotyzmu, bo dla ojczyzny porzuca wszystko ryzykując życie i zdrowie. I takich ochotników, którzy rzucali pracę w Polsce i jechali w lutym 2022 r., by bronić kraju, osobiście poznałem. W tym także tkwi fenomen eks-ministra obrony Ukrainy, Mychajło Fedorowa, którego popularność wzięła się z zaproponowania Ukraińcom modelu wojny, w którym lepiej, by Ukraina traciła drony niż ludzi.

Reklama
Reklama

W tej lekko utopijnej wizji tkwi jednak credo armii obywatelskiej. Zauważmy, że zmiany na szczytach dowództwa na Ukrainie oraz rekonstrukcja rządu nastąpiły po protestach społecznych we Lwowie, które wybuchły w czasie nieudanej „busyfikacji”, czyli próbie siłowej wcielenia Ukraińców w szeregi armii.

Oczywistym zadaniem gen. Drapatego wydaje się „ucywilizowanie” relacji państwo-armia-społeczeństwo, tak by obywatele nie czuli, że ich bliscy zostaną siłą wzięci do busa, a następnie wcieleni do karnej „Skały” i wysłani w najgorętsze miejsce na froncie. Wojna jest brutalna i nawet Drapaty nie powstrzyma potrzeb mobilizacyjnych armii. Może to jednak robić mądrzej niż gen. Syrski. Ukraina czuje, że topnieją jej rezerwy ludzi w czasie wojny, więc Drapaty ma być wyborem ergonomicznego prowadzenia walki, przetrwania w największym stopniu tych zasobów, które obecnie posiadają. Nowelizacja przepisów, zarówno ze strony UE, jak i samej Ukrainy, może to wspomóc uzupełniając rezerwy, ale pamiętajmy o skali. Zwłaszcza, że Rosja może szykować jesienną mobilizację.