Jeszcze przed Międzynarodowym Salonem Przemysłu Obronnego rozpoczęła się dyskusja, czy na jednym z kadrów promocyjnego wideo przypadkiem nie widać elementu systemu obrony przeciwdronowej programu SAN. Do tej pory SAN prezentowano bez kluczowego elementu, czyli wieży z norweskiej rodziny MCT-30, więc wszyscy zainteresowani polską obroną przeciwdronową zastanawiali się, czy kluczowa „lufa” z systemu pojawi się na tegorocznej edycji MSPO. Faktycznie, wóz ogniowy z wieżą rodem z Norwegii wystawiono w hali Polskiej Grupy Zbrojeniowej i miałem okazję obejrzeć go z bliska. Odbiegał on od reszty broni zaprezentowanych na MSPO. Jest gorzej niż przypuszczałem.
Widok potwierdził spekulacje komentariatu wojskowego, który produkt ten uznał za głęboko niedopracowany. Ciężko ośrubowany i nitowany, o kształtach ciosanych toporem, pudełkowaty, odbiega koncepcją i „designem” od polskich nowoczesnych broni wystawionych pod tym samym dachem. Odnowiony „potwór z Tarnowa”, czyli WLKM 12,7 mm, ze współczesnym designem prezentuje się na tle swojego większego towarzysza niczym high-tech z hollywoodzkich produkcji. „Potwór z Tarnowa” wypiękniał na tym tle.

Wieża Kongsberga w programie SAN (fot. Michał Bruszewski / Kanał Zero)
Oczywiście kwestia estetyki to rzecz gustu. Obawiam się wszelako, że brzydota tej broni jest jej najmniejszym problemem z długiej listy zasadniczych wad. Z historii wojen znamy broń wręcz prostacką, która się sprawdziła, a nie imponowała linią (wystarczy otworzyć atlas radzieckiej myśli technicznej). W tym wypadku nie ma jednak ani niskiej ceny, ani masowej wojennej skali.
„Potwór z Norwegii” potwierdza, że to, czego się spodziewałem – a kibicowałem SAN-owi z całego serca – sprawdziło się w pełni. Nasze elity polityczne tylko mówią o wyciąganiu wniosków z wojny rosyjsko-ukraińskiej, kompletnie nie rozumiejąc, jakimi środkami walki jest ona prowadzona.
Czym jest SAN i co wchodzi w jego skład?
SAN to 18 baterii systemu obrony powietrznej z możliwością zwalczania dronów. W jego skład wchodzą m.in. radary od polskiej firmy APS (FIELDctrl), polska samobieżna armata przeciwlotnicza SA-35 od firmy PIT-Radwar, brytyjskie lekkie pociski rakietowe APKWS II, WLKM 12,7 mm z Zakładów Mechanicznych Tarnów (tzw. Potwór z Tarnowa), amerykańskie bezzałogowe systemy powietrzne MEROPS (jako rozwiązanie pomostowe) oraz środki do walki radioelektronicznej (WRE). Ale najważniejszym elementem programu SAN są właśnie omawiane systemy wieżowe kal. 30 mm – rodziny MCT-30 od norweskiego koncernu Kongsberg Defence & Aerospace.
Pozytywnym aspektem SAN-u jest to, że wreszcie sięgnięto na większą skalę po potencjał polskiej firmy APS, daje on także impuls do rozwoju broni przeciwlotniczej w Polsce (SA-35 i „Potwór z Tarnowa”). Jednak zwłaszcza zakup norweskich wież był od początku naznaczony kontrowersjami. Polska przecież produkuje lepszą wieżę ZSSW-30, która w nowym wariancie OPL zaspokoiłaby pilną potrzebę operacyjną.
Ale co mogło pójść nie tak? Papier wszystko przyjmie, a że norweska wieża MCT-30 jest bardzo dobrą bronią w swej klasie, stosowaną np. przez US Army, a dodatkowo jest produktem europejskim, więc podlega pod SAFE, zamawiający doszli do wniosku, że będzie to rozwiązanie problemu, jak szybko zbudować obronę antydronową. Pomysł na walkę z dronami? Kupmy te norweskie wieże, one załatwią problem. W OSINT-owym żargonie jest na to fachowe określenie „ulep”. To zobaczyliśmy na MSPO.
Cena a jakość?
Zagrano va banque z norweską wieżą rodziny MCT-30 – bo z kwoty ok. 15 mld zł na program SAN aż 6 mld zł idzie na tę broń. To było błędem rządu, który właśnie się mści na autorach. Od początku byłem wielkim zwolennikiem SAN-u, ponieważ jak pojechałem w 2024 r. na wschodnią Ukrainę, to pod Pokrowskiem zrozumiałem, że trafiłem na inną wojnę niż ta, którą relacjonowałem w 2022 r. To absolutnie wojna dronów. I oprócz Wisły, Narwi i Pilicy – czyli trzech wyższych tarcz obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej – potrzebna była ta najniższa, do walki z dronami nawet na ostatnich kilometrach i metrach (jak jest to na Ukrainie). Nie było w Polsce większego kibica niż ja, by taką tarczę zbudować.
Ażeby walczyć z dronami przeciwnika, należy przyjąć konkretną doktrynę i na nią postawić (np. na mobilność). Jako jedną z zalet programu SAN wymieniano jego łatwość transportu. Przemieszczanie się jest kluczowe, zwłaszcza w przypadku skromnej liczby broni obronnej i dużego terytorium do pokrycia. Zaznaczmy, żeby wykorzystać potencjał takiej wieży jak MCT-30, trzeba ją stosować adekwatnie taktycznie. Mój pierwszy zarzut do SAN-u jako takiego to sprawa filozofii walki z bezzałogowcami, którą przyjęto. Nie uważam, że warunkiem koniecznym w takim systemie jest dominacja luf. Za tak ogromną kwotę można umasowić produkcję polskich dronów-interceptorów.
Alternatywą są bowiem antydrony i wyższa mobilność żołnierzy, czyli lotne pododdziały obrony przeciwlotniczej, które mogą poruszać się lekkimi pojazdami. Oczywiście taki argument może być wyszydzany, że to dobre rozwiązanie dla milicji zbrojnych w trzecim świecie, a nie armii NATO, ale przypomnę, że w ramach SAN-u Polska zakupiła dokładnie taką broń, o której piszę – amerykański MEROPS, czyli system lekkich dronów-interceptorów na pick-upach (bo Pentagon czerpie garściami z doświadczeń wojny rosyjsko-ukraińskiej). Zakupiono je jednak w mniejszej liczbie, bo budżet pochłonęły norweskie wieże. Strach pomyśleć, ile polski przemysł obronny (w tym prywatny) mógłby w to miejsce wyprodukować interceptorów. Nie wiem, dlaczego zdefiniowano, że pilna potrzeba operacyjna WP wyznaczana jest przez zdominowanie systemu antydronowego właśnie przez armaty automatyczne 30 mm, ale przyjmijmy, że jest to koncepcja właściwa.
Przeanalizujmy przez chwilę samą koncepcję omawianego wozu ogniowego. Jego kanciasty kształt to ułamek problemu. W miejsce mobilnej broni antydronowej, wzorem najniższej ukraińskiej warstwy obrony przeciwlotniczej, która potrafi się poruszać nawet na lekkich pojazdach, otrzymaliśmy ciężką antydronową wieżę „strażniczą”. Produkt ten przypomina bardziej moduł do zamontowania na okręcie wojennym. Sylwetka wozu sprawia wrażenie przeciążonej, zbyt wysokiej, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że nie jest to jednak działo okrętowe, a zaledwie kal. 30 mm. Im pojazd wyższy, tym łatwiejsze jego wykrycie – to oczywiste.
Na współczesnym polu walki, a zwłaszcza w aspekcie bezzałogowców, im obiekt większy, tym częściej będzie atakowany. Zauważmy, że obecnie odchodzi się nawet od dużych karetek, bo są celem dla rosyjskich operatorów dronów, a fundamentem naszej antydronowej tarczy jest taki gigant.
W tej części felietonu zakładam jednak, że koncepcja tej broni ma sens. A zatem celowo stworzono wysoką „wieżę” antydronową. Tyle że na własne życzenie pozbawiamy ten wóz ogniowy większej ochrony. Albowiem Polska produkuje wieżę ZSSW-30, która zaspokaja i wizję większej mobilności, i kuriozalną koncepcję „wysokiej” wieży. ZSSW-30 jest po prostu lepiej opancerzona i jednocześnie sprawdziła się na mniejszych (rozmiarowo) pojazdach.
Oczywiście trwa zaciekła dyskusja, czy ZSSW-30 może stać się częścią obrony przeciwlotniczej, ale jest to jałowa debata, ponieważ HSW stworzyła np. alternatywną ZSMU 30/40 do wykorzystania do walki przeciw dronom, a po wtóre, skoro Norwegia może oferować wieże na „Strykery” i ACV-30, a zarazem do systemów antydronowych, to dlaczego nie może robić tego Polska? Turcja oblatuje myśliwiec 5. generacji TAI KAAN, a w Polsce wciąż trwa dyskusja, jaką wieżę możemy oferować?
Obie wieże są zdalnie sterowane, ale opancerzenie w takiej konstrukcji ma istotne znaczenie, bo sprawia, że ten drogi sprzęt nie jest bronią jednorazowego użytku, pozwala mu przetrwać na nowoczesnym polu walki. Z działań rosyjskich przeciw Ukrainie wiemy, że rosyjscy operatorzy dronów wyszukują największe cele, które wielokrotnie starają się razić.
Prace rozwojowe w Polscy czy zakup zagranicznej broni?
Argumenty za rodziną wieży ZSSW-30 nasuwają się same. I jest ich wiele. Jest kompatybilna z parkiem maszynowym Wojska Polskiego i produkowana w Polsce. Ostatnim argumentem za MCT-30, który użyją apologeci „potwora z Norwegii”, a który do mnie nie trafia, jest czas i dostępność. Najważniejszy element SAN-u miał zostać szybko zakupiony, a broń z półki trudno pozyskać. Tyle że cała koncepcja oparcia SAN-u na tych wysokich wieżach antydronowych mija się – nomen omen – z celem.
A jeżeli już postawiono na podobne rozwiązanie, to byłoby lepiej, gdyby alokowano środki w program rozwoju mocy produkcyjnych ZSSW-30 oraz różnych wariacji tej broni (w tym specjalnej, antydronowej). Lepiej, aby zainwestowano część tej kwoty w prace badawczo-rozwojowe w Polsce. Tyle że SAFE tego zabrania, ponieważ pieniądze mają zostać wydane na już gotowe produkty, stąd „Potwór z Norwegii”.
Dodatkowo: dostępność i czas nie są argumentami, ponieważ polski rynek oferuje szerokie spektrum przechwytujących bezzałogowców. Skoro kupiono system MEROPS, to uznano, że interceptory muszą wejść w skład programu SAN. Za 6 mld zł z polskiej oferty można by kupić nie tylko interceptory startujące z ziemi.
MSPO 2026 potwierdziło, że Polak potrafi. Obecnie interceptory mogą być podwieszone pod drona-matkę, który patrolując przestrzeń powietrzną, może wielokrotnie wybijać z trajektorii inne bezzałogowce. Przy zakupie ZSSW-30 czy kupując interceptory w polskich firmach, w kraju zostają kompetencje, rozwój linii produkcyjnych, modernizacja broni, prace koncepcyjno-rozwojowe pozwalające opracować nowsze generacje broni (ewolucja śmigłowych dronów w turbo-odrzutowe) i serwis. Co prawda Kongsberg inwestuje w Polsce i buduje na Pomorzu fabrykę, ale nie mówimy o gotowym polskim produkcie.
Wystarczy też na własne oczy porównać, jak wyglądają polskie rozwiązania państwowe i prywatne, a jak ten wóz ogniowy. Rzecz jasna, pod norweską wieżą ma znajdować się tak zaawansowana technologia, że podniosła „lufę” tak wysoko. To co w takim razie znajduje się w innych wozach ogniowych, że projektujący starali się maksymalnie je obniżyć, by nie stanowiły łatwiejszego celu dla przeciwnika? Jeżeli zestawimy ze sobą wszystkie elementy, tylko w samym programie SAN, to wóz ogniowy z norweską wieżą wygląda jak z poprzedniej epoki.
A do polityków, którzy skrytykują mój felieton, mam tylko jedno pytanie. Dlaczego omijaliście szerokim łukiem wieżę Kongsberga na MSPO? Dlaczego nie robiliście sobie przy niej zdjęć jak pod ciężkim BWP albo radarem P-18PL? Wiadomo, że wspinanie się na wieżę z Norwegii zajęłoby trochę czasu, ale wszyscy wiemy, że nie to było głównym powodem „osierocenia” tego militarnego „dziecka”. Swoją drogą to budujące, że polski przemysł obronny (państwowy i prywatny) potrafi oferować lepiej przystosowaną do nowoczesnego pola walki broń niż zagranica.


