
Konie znajdujące się w prezydenckim ośrodku w Promniku stały się przedmiotem politycznego sporu. Donald Tusk i Radosław Sikorski skomentowali doniesienia o zwierzętach, a rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz zarzucił koalicji rządzącej tworzenie „tematów zastępczych”.
- W ośrodku w Promniku pozostają trzy konie przeznaczone dla prezydenta Karola Nawrockiego i jego rodziny oraz czwarty dla funkcjonariusza SOP.
- Donald Tusk i Radosław Sikorski w mediach społecznościowych nawiązali do sprawy, a szef MSZ zażądał przedstawienia faktury zakupu jednego z koni.
- Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz przekonuje, że konie od lat znajdują się w prezydenckich rezydencjach i określa zainteresowanie sprawą jako polityczną akcję.
Sprawa zaczęła się od informacji „Gazety Wyborczej” dotyczących koni znajdujących się w prezydenckim ośrodku w Promniku. Według ustaleń dziennika Karol Nawrocki, jego żona Marta oraz córka korzystają z trzech zwierząt: kuca Edzia, konia fryzyjskiego Ramzesa i konia huculskiego Aramisa. Czwarty koń ma być przeznaczony dla funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa.
Kancelaria Prezydenta potwierdziła, że w dyspozycji Centrum Obsługi KPRP znajdują się trzy konie. Jednocześnie nie podała, ile kosztował ich zakup ani jakie są koszty ich utrzymania. Jak informowano, zwierzęta należą do Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta RP, będącego odrębną jednostką sektora finansów publicznych.
Według medialnych szacunków ceny koni mogą się znacząco różnić w zależności od rasy. Koń huculski ma kosztować od 4 do 12 tys. zł, fryzyjski od 12 do 100 tys. zł, a kuc od 2 do 10 tys. zł. Szacunkowy miesięczny koszt utrzymania jednego zwierzęcia może natomiast wynosić od 1,5 do 3,5 tys. zł, bez kosztów leczenia i transportu.
Zobacz również:
Tusk i Sikorski komentują sprawę prezydenckiej stajni
Do informacji o koniach szybko odnieśli się politycy obozu rządzącego. Donald Tusk opublikował w mediach społecznościowych swoje zdjęcie z jazdy konnej. „Jeździłem słabo, ale za swoje” – napisał premier. Wpis był bezpośrednim nawiązaniem do doniesień dotyczących koni znajdujących się w prezydenckim ośrodku.
Swoją fotografię z koniem zamieścił również Radosław Sikorski. „Też lubię konno” – napisał szef MSZ. Zdjęcie pochodziło z 1987 r. i zostało wykonane w afgańskiej prowincji Ghor, gdzie Sikorski pracował wówczas jako korespondent wojenny.
Na tym jednak szef dyplomacji nie poprzestał. „Bądźmy fair. Jeśli prezydent pokaże fakturę z datą zakupu Ramzesa sprzed objęcia urzędu przez Karola Nawrockiego, to uznam sprawę za wyjaśnioną” – ocenił w kolejnym wpisie.
Do sprawy odniósł się również rzecznik rządu Adam Szłapka, który stwierdził, że jeździectwo jest „przepięknym sportem”, ale politycy jeżdżą „za swoje”.
Czytaj też: TVP wynajęło samochody do serialu. Właścicielom nie płaci od roku
Rzecznik prezydenta odpowiada ws. koni
Rafał Leśkiewicz stanowczo odrzucił zarzuty i przekonywał, że sprawa została przez media i polityków obozu rządzącego przedstawiona jako znacznie poważniejsza, niż jest w rzeczywistości. Rzecznik prezydenta napisał, że „miała być sensacja”, a temat został „podkręcony do kosmicznych rozmiarów”.
Leśkiewicz zwrócił uwagę, że konie oraz inne zwierzęta znajdowały się w prezydenckich rezydencjach już od początku lat 90. XX wieku. Jak wskazał, towarzyszyły również poprzednim prezydentom. Przypomniał przy tym, że w okresie prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego zbudowano w jednej z rezydencji stajnię.
Rzecznik prezydenta uznał zainteresowanie końmi za element politycznej walki. Jego zdaniem w sytuacji problemów finansowych państwa oraz dyskusji dotyczącej służby zdrowia temat zwierząt ma odwracać uwagę od innych spraw. Leśkiewicz zarzucił przedstawicielom koalicji rządzącej manipulowanie opinią publiczną i zapowiedział, że podobne działania mogą się powtarzać.