
Telewizja Polska ma ogromny problem z płatnościami. O tym, że pieniądze z opóźnieniem dostają pracownicy, słyszałem już z kilku źródeł (między innymi od byłych zatrudnionych). Tym razem jednak opiszę sprawę trzech podwykonawców, którzy wypożyczyli samochody do serialu „Wojna Zastępcza” i od roku nie otrzymali wynagrodzenia.
- Telewizja Polska zleca produkcję serialu firmie producenckiej, która zajmuje się całą logistyką, od castingu po scenografię i catering na planie.
- Jeśli TVP nie płaci firmie producenckiej, poszkodowani są wszyscy wykonawcy. Jednak osoby, które dostarczyły samochody na plan, poniosły ogromne koszty własne.
- Oto przypadki trzech właścicieli kolekcji pojazdów, którzy mimo wielokrotnych monitów, upomnień, próśb i nacisków, nie otrzymali płatności za swoją pracę na rzecz TVP.
Samochody w filmach nieraz pełnią rolę prawie równoznaczną z aktorami. Bez DeLoreana nie byłoby „Powrotu do przyszłości”, a James Bond nie byłby tym samym agentem 007 bez swojego Astona Martina. Jednak pojazdy wykorzystywane w filmach najczęściej nie należą do firm produkcyjnych i są jedynie wypożyczane na czas zdjęć. Nawet sławne zielone Mitsubishi Eclipse z „Szybkich i wściekłych” należało do prywatnego właściciela z Kalifornii.
W polskich warunkach istnieje niewielka grupa osób zajmujących się dostarczaniem samochodów do filmów – często jest to ich główne źródło dochodu, wiążące się jednak z dużymi kosztami utrzymania. Auta trzeba kupić, dbać o ich dobry wygląd, transportować je na plan filmowy i liczyć się z tym, że podczas zdjęć zostaną uszkodzone, co dzieje się stosunkowo często, bo jeżdżący nimi kaskaderzy traktują je jak rekwizyty, które w razie zniszczenia można zastąpić innymi.
Samochody „grają” w filmach różne role
W Polsce powstaje wiele produkcji historycznych, których akcja dzieje się w PRL albo zaraz po upadku socjalizmu. W tej sytuacji oczywiście potrzebne są odpowiednie elementy scenografii, w tym samochody jeżdżące po ulicach, zaparkowane, albo zasłaniające nowoczesne elementy otoczenia, np. szyldy sklepów czy billboardy reklamowe. Zwłaszcza to ostatnie zadanie wymaga użycia aut ciężarowych lub autobusów.
Niektórzy polscy kolekcjonerzy mają po kilkadziesiąt samochodów gotowych do użycia w filmie, w zależności od umiejscowienia akcji w czasie. Są osoby specjalizujące się w dużych pojazdach, historycznych radiowozach albo w autach przedwojennych. Ich utrzymanie zależy od zleceń wychodzących od wytwórni filmowych, telewizyjnych albo serwisów streamingowych.
Spór o „Ołowiane dzieci”. Rodzina lekarki pozywa Netflixa
13-odcinkowy serial „Wojna zastępcza” w Telewizji Polskiej dzieje się na przełomie lat 80. i 90.
Część scen to rok 1988, część – 1991, co oznacza, że potrzebna była motoryzacja z PRL. Swoich samochodów do serialu użyczyli Tomasz Graczyk (SamochodyGraczyka.pl), Łukasz Pędziński (Samba Klasyki) i Robert Brykała (Muzeum Skarb Narodu). W trakcie kręcenia serialu wykorzystano wiele różnorodnych pojazdów, od Maluchów, przez sportową Alfę Romeo aż po duże ciężarówki i transportery opancerzone. Niektóre pojazdy kupiono specjalnie do celów filmowych, a inne wymagały pracochłonnego przygotowania.
– Transporter opancerzony grał pojazd wojsk ONZ – opowiada Tomasz Graczyk – przemalowaliśmy go więc do potrzeb filmu na biało farbą do ścian i mieliśmy nadzieję, że na planie zdjęciowym nie dopadnie nas deszcz. Łukasz Pędziński do filmu wynajął terenowego Mercedesa i rzadkiego starego Garbusa, a Robert – między innymi osobowego Mercedesa, który brał udział w scenie pościgu. – Moje auta grały w prawie każdej scenie – mówi Brykała – niestety podczas kręcenia scen kaskaderskich, kaskader rozbił mojego Mercedesa. Nikt nigdy nie zaproponował pokrycia kosztów naprawy.
Łukasz Pędziński: Byliśmy umówieni na 1200 zł netto za dzień zdjęciowy, ale do tego dochodziły transporty, bo kręciliśmy w różnych lokalizacjach, jak Łódź, Wyszków czy Piaseczno. – Mój autobus grał nawet w Bieszczadach – dodaje Tomasz Graczyk. Od zakończenia zdjęć do „Wojny zastępczej” minął już rok. I co?
Wojna puka do bram. Czy Polska jest gotowa na rosyjski atak?
Wszystkich kolekcjonerów opisanych powyżej łączy jedno
Od roku nie otrzymali pieniędzy od TVP. A właściwie od domu produkcyjnego, któremu Telewizja Polska też nie zapłaciła. Dlaczego nie zapłaciła? Zadzwoniłem do producenta serialu, który skierował mnie wprost do rzecznika prasowego. Rzecznik prasowy TVP nie występuje z nazwiska w zakładce „kontakt dla mediów” na stronie TVP, nie ma też numeru telefonu, jest tylko adres mailowy. Zadzwoniłem pod znaleziony w internecie numer, który rzekomo miał łączyć z biurem rzecznika, ale odebrała przestraszona kobieta, która powiedziała, że ona ma tylko kontakt do sekretariatu.
Wszyscy trzej kolekcjonerzy, z którymi rozmawiałem, potwierdzili ten sam stan rzeczy: jeśli już uda się porozmawiać z kimś z TVP, to dochodzi do permanentnego przerzucania odpowiedzialności między bezimiennymi osobami. – Tłumaczenia są kuriozalne – mówi Tomasz Graczyk – słyszę, że „ministerstwo nie zrobiło przelewu”, „przelewy się cofają”, albo historie o tym, że kierownik poszedł na urlop, a jego zastępca nie ma pojęcia o sprawie. – Jedni przerzucają winę na drugich, a ci drudzy na tych pierwszych – dodaje Robert Brykała – po roku upominania się mam już ochotę odpuścić.
W TVP zabrakło na wypłaty? Mamy wewnętrzny komunikat
Chodzi o kwoty od 12 do 40 tys. zł
Ktoś powie, że niektóre firmy mają jeszcze większe zaległości i to oczywiście prawda. Bulwersujący jest jednak stan rzeczy, w którym państwowa telewizja finansowana z podatków i abonamentu widzów nie jest w stanie zapłacić polskim firmom za ich usługi. Wydawałoby się, że jest to instytucja godna zaufania i jeśli ktoś otrzymuje zlecenie od TVP, to może być pewien, że dostanie za to wynagrodzenie.
Poza festiwalem słabych tłumaczeń mamy jednak do czynienia z sytuacją, gdzie poszkodowani przedsiębiorcy musieli już dawno temu zapłacić podatki od nieopłaconych faktur, zasilając tym samym budżet państwa zupełnie za darmo – przypominam, że brak płatności faktury nie zwalnia przedsiębiorcy z odprowadzenia PIT i VAT. Taka sytuacja zresztą dotyczy nawet tych, którzy swoje pieniądze od TVP dostali.
Tomasz Graczyk: jeśli wykonamy jakąś usługę dla TVP 1 października, to fakturujemy ją ostatniego dnia miesiąca. Termin płatności tej faktury to obowiązkowo 30 dni, a termin płatności podatków przypada 10 i 5 dni wcześniej. Jest to skrajnie niekorzystne dla przedsiębiorców rozwiązanie.
Tak, wiemy że Telewizja Polska jest „w likwidacji”
Niektórzy tej likwidacji nie mogą się doczekać, ja na przykład liczę na licytację zespołu garaży znajdującego się na terenie TVP. Stąd i głosy mówiące „zrobiliście interes z firmą, która jest w likwidacji, to czego się spodziewaliście?” – ja zapytałbym, czego spodziewała się Telewizja Polska, która będąc w stanie likwidacji zleca produkcję nowych filmów i seriali, czy sądzono że sprawa braku płatności zostanie po prostu przemilczana i zapomniana? I kto teraz wypożyczy samochody czy inne elementy scenografii do następnych produkcji TVP „w likwidacji”?
– Wyobraźmy sobie, że to ja zawaliłbym sprawę i nie dostarczył samochodu na plan. W takiej sytuacji Telewizja Polska na podwykonawców nakłada kary i jest niesłychanie skuteczna w ich ściąganiu. W tę stronę działają znakomicie – kończy Tomasz Graczyk.
Obejrzyj także:
Na dzień publikacji materiału rzecznik TVP się z nami nie skontaktował.

