Świat

Koniec dominacji Zachodu. "Pierwszy raz w historii nowoczesnych państw"

Dziś Amerykanie odpowiadają za mniej niż 15 proc. globalnej produkcji, a Chiny – za ponad 30 proc. To z tej zmiany wynikają wszystkie turbulencje, które codziennie śledzimy na czerwonych paskach wiadomości. Bez zrozumienia przyczyn tej zmiany nie da się zrozumieć współczesnego świata.

Krzysztof Mazur
Felieton autorstwa: Krzysztof Mazur
13 lutego
10 minut
Chongqing,China - May 22th, 2025: Chinese car company ChangAn displayed new humanoid robot and EV in expo. (fot. helloabc / Shutterstock)

Reklama

Po co czytać XIX-wiecznego ekonomistę? Odpowiedź jest prosta: żeby zrozumieć współczesny świat. Współczesną epokę zdominowały wojny handlowe, kryzys globalizacji oraz odejście od modelu Pax Americana. Wśród wielu czynników napędzających te procesy jeden ma charakter fundamentalny: Zachód utracił dominację w obszarze produkcji przemysłowej. Takiej sytuacji świat nie widział od czasu wynalezienia maszyny parowej.


Reklama

Na naszych oczach Zachód utracił dominację w przemyśle

Cały otaczający nas świat – od mikroprocesorów w naszych telefonach, przez giełdy papierów wartościowych, po demokrację liberalną i prawa człowieka – jest dzieckiem rewolucji przemysłowej. Przejście od feudalizmu opartego na rolnictwie do kapitalizmu opartego na przemyśle wyznacza cezurę nowoczesności. Dlatego przesunięcie kompetencji przemysłowych w kierunku Azji ma znaczenie przełomowe.

Odkąd upowszechniono maszynę parową, Zachód zdominował przemysłowo resztę globu. Z mocy produkcyjnych fabryk brała się jego potęga gospodarcza, polityczna i militarna. Skoro na naszych oczach Zachód utracił właśnie dominację w obszarze przemysłu, to tym samym utracił swój prymat. Wydarzyło się to po raz pierwszy w historii nowoczesnych państw.

W trakcie II wojny światowej Stany Zjednoczone odpowiadały za połowę światowej produkcji przemysłowej. Zostały wówczas nazwane arsenałem demokracji. Dzięki tej przewadze alianci pokonali państwa Osi. Dziś Amerykanie odpowiadają za mniej niż 15 proc. globalnej produkcji, a Chiny – za ponad 30 proc. To z tej zmiany wynikają wszystkie turbulencje, które codziennie śledzimy na czerwonych paskach wiadomości. Bez zrozumienia przyczyn tej zmiany nie da się zrozumieć współczesnego świata.


Reklama

Azja uczy się Friedricha Lista

Jak to się stało, że Chiny stały się potęgą przemysłową? Ten fenomen można wyjaśnić na wiele sposobów. Jedno z możliwych wyjaśnień brzmi tak: w XIX wieku w Wirtembergii żył pewien ideowy zwolennik wolnego rynku. Jako zadeklarowany liberał wszedł w konflikt z lokalnymi władzami o konserwatywnym usposobieniu, obrońcami status quo. W wyniku tego konfliktu musiał uciec do Stanów Zjednoczonych. Tam zachwycił go system amerykański.


Reklama

System amerykański, którego intelektualnym twórcą był Alexander Hamilton, wyrastał z ducha indywidualnej przedsiębiorczości i pochwały dla własności prywatnej. Dostrzegał zarazem aktywną rolę państwa w polityce rozwoju.

Młode, ale świetnie wykształcone elity amerykańskie doskonale rozumiały, że bez silnego państwa, umiejętnie wspierającego raczkujący przemysł amerykański, będą skazane na peryferyjność względem przemysłowej dominacji Brytyjczyków. Dlatego amerykański model gospodarczy opierał się na aktywnej roli państwa, wspieraniu rodzimego przemysłu, inwestycjach w infrastrukturę i silnym systemie finansowym. W zderzeniu z jego potęgą wspomniany emigrant z Wirtembergii zmodyfikował swoje poglądy.

Amerykańskie doświadczenie (a nie teoria!) przekonało go, że nie ma trwałego rozwoju gospodarczego bez silnego i aktywnego państwa. Po powrocie do Europy wydał swoje opus magnum. Trzymają je Państwo w ręku.


Reklama

Made in Germany: od znaku tandety do znaku jakości

Z jego idei czerpali kolejni niemieccy kanclerze. Dzięki polityce przemysłowej udało im się zmienić postrzeganie hasła Made in Germany. W XIX wieku było ono synonimem tandety – w wieku XX stało się znakiem najwyższej jakości. Nie ma historii motoryzacji bez takich marek jak BMW, Mercedes czy Volkswagen, podobnie jak nie byłoby rozwoju automatyki przemysłowej bez takich marek jak Bosch czy Siemens.


Reklama

Dzięki ideom Friedricha Lista Niemcy stały się potęgą przemysłową, przełamując niemoc i rozdrobnienie trwające setki lat. Już w pierwszej połowie XIX wieku forsował on koncepcję Niemieckiego Związku Celnego (Deutscher Zollverein) jako warunku narodowej modernizacji. Państwa niemieckie miały znieść między sobą wszystkie bariery handlowe, ale od reszty odgrodzić się murem ceł.

W XIX wieku te idee zawędrowały do Azji. Japońscy reformatorzy epoki Meiji, przymuszeni przez amerykański imperializm, poszukiwali inspiracji, jak przełamać peryferyjność swojego kraju. Elity tego państwa zorganizowały misję gospodarczą (misja Iwakury, 1871–1873), by odwiedzić najsilniejsze państwa Zachodu, podpatrzeć ich modele gospodarcze i przeszczepić na swój grunt najlepsze rozwiązania.

Uczestnicy misji Iwakury dużo czasu spędzili w Stanach Zjednoczonych (by poznać system amerykański) oraz w bismarckowskich Niemczech. W drogę powrotną zabrali ze sobą cały bagaż idei i ważnych książek. Wśród nich Narodowy system ekonomii politycznej, który rychło przetłumaczyli na język japoński (1889).


Reklama

To właśnie na systemie amerykańskim i bismarckowskich Niemczech wzorowali się, modernizując swój kraj, próbując zerwać z feudalizmem oraz dominacją szogunatu. Przez wiele dekad doradcami japońskiego ministra spraw zagranicznych byli Amerykanie, którzy odpowiadali również za gospodarkę i uprzemysłowienie.


Reklama

Tokio przyjęło również niemiecki model konstytucji, organizacji armii i administracji, system szkolnictwa technicznego, a także politykę przemysłową opartą na wspieraniu krajowego kapitału i tworzeniu zaibatsu – wielkich grup przemysłowych będących narzędziem modernizacji kraju. Przez wiele dekad angielski i niemiecki były kluczowymi językami prestiżu i awansu w japońskiej administracji gospodarczej – zwłaszcza w instytucjach, na których po II wojnie światowej zbudowano legendarne Ministerstwo Handlu Międzynarodowego i Przemysłu (MITI).

Wypracowana w Japonii koncepcja państwa rozwojowego pełnymi garściami czerpała z systemu amerykańskiego i niemieckich doświadczeń1. Gdy w latach 70. i 80. XX wieku Kraj Kwitnącej Wiśni stawał się potęgą w sektorach motoryzacyjnym (Toyota, Honda), elektronicznym (Sony, Nintendo) czy maszynowym (Hitachi), w tych sukcesach można było dostrzec skutki zastosowania idei Hamiltona i Lista.

Dowody na to, że przemysł nie musi być domeną Zachodu

Ścieżką wyznaczoną przez Japonię poszli inni, wśród nich trzy spośród tzw. czterech azjatyckich smoków. Od lat 60.XX wieku zaczęły one budować własną wersję azjatyckiego państwa rozwojowego. Singapur pod przywództwem Lee Kuan Yewa (1959–1990) zbudował model państwa oparty na wysokiej jakości administracji, otwartości na kapitał zagraniczny i przyciąganiu zaawansowanego przemysłu.

Państwo inwestowało w przemysł strategiczny oraz budowało infrastrukturę portową, lotniczą czy cyfrową. Korea Południowa w epoce generała Parka (1963–1979) postawiła na gwałtowną industrializację: państwo nie tylko chroniło rodzimy przemysł, lecz także wyznaczało sektory przyszłości. Eksport prywatnych firm w tych branżach wspierano preferencyjnym kredytem państwowym, co stworzyło warunki do narodzin czeboli, takich jak Samsung, Hyundai czy LG.


Reklama

Z kraju peryferyjnego i wyniszczonego wojną Korea stała się jednym z najważniejszych eksporterów przemysłowych świata. Na liście 500 największych globalnych firm znajduje się dziś 15 przedsiębiorstw południowokoreańskich.

Tajwan przeszedł podobną ewolucję: dekady od lat 60. do 80. XX wieku zapisały się w historii jako czas tzw. tajwańskiego cudu. Wyspa ewoluowała od produkcji plastikowych lalek Barbie do wytwarzania najbardziej zaawansowanych technologicznie mikroprocesorów. Dziś marka TSMC (Taiwan Semiconductor Manufacturing Company) jest znana każdemu, kto poważnie zajmuje się polityką gospodarczą.

Tajwan nie stałby się światowym liderem produkcji wafli krzemowych, gdyby nie konsekwentne zaangażowanie państwa w rozwój tego sektora. Wszystkie te kraje eksperymentowały z azjatyckim modelem państwa rozwojowego. Udowodniły, że przemysł nie musi być wyłączną domeną Zachodu.


Reklama

Chińska hybryda, która nie mieści się w kategoriach

Wreszcie na podobną ścieżkę rozwoju weszły Chiny. Badaczom trudno jednoznacznie nazwać ich model gospodarczy, bo jest on niezwykle eklektyczny. Pekin swobodnie łączy elementy z pozornie odległych tradycji: konfucjańskiego modelu władzy i społecznej hierarchii, partii komunistycznej działającej według logiki leninowskiej oraz reguł konkurencji charakterystycznych dla epoki turbokapitalizmu. W efekcie powstaje hybryda, która nie mieści się w klasycznych kategoriach politologicznych ani ekonomicznych. Dlatego najbliżej mi do określenia tego systemu jako leninowskiego państwa rozwojowego z chińską specyfiką.


Reklama

Zuchwałością byłoby twierdzić, że w tym hybrydowym modelu rozwoju Chin kluczową rolę odgrywa dorobek jednego konkretnego myśliciela. Nie zmienia to jednak faktu, że badacze tacy jak Eric Helleiner, autor znakomitej książki "The Neomercantilists: A Global Intellectual History", choć świadomi ryzyka zachodniocentryzmu, dostrzegają zasadniczy związek między współczesną polityką przemysłową Pekinu a myślą Friedricha Lista.

Postacią, która łączy te dwa światy, jest Sun Jat-sen (1866–1925). Ten polityk i rewolucjonista uznawany jest za ojca koncepcji nowoczesnych Chin. Wykształcony na Zachodzie i przez długi okres życia mieszkający poza Chinami, czerpał inspiracje z zachodnich doświadczeń i myśli ekonomicznej, w tym z koncepcji Friedricha Lista i Alexandra Hamiltona. To on jako pierwszy zrozumiał znaczenie rewolucji przemysłowej i postawił tezę, że Chiny nie wyrwą się spod dominacji Zachodu, jeśli nie osiągną suwerenności technologicznej i przemysłowej.


Reklama

Awans przemysłowy zrodził wojny handlowe

Komunistyczna Partia Chin, mimo ideowego i politycznego sporu z Sun Jat-senem, przejęła zasadnicze zręby jego wizji gospodarki, choć trochę zajęło jej, by przełożyć to na skuteczną politykę gospodarczą. Od czasów Deng Xiaopinga, czyli od końca lat 70. XX wieku, Chiny weszły na drogę gwałtownych reform. Najpierw zaliczyły fazę fabryki świata – przyciąganie zagranicznego kapitału i technologii, aby uczyć się zachodniego know-how. Następnie przeszły do etapu kopiowania i adaptacji zachodnich rozwiązań. Ostatecznie wkroczyły w fazę wzmacniania własnych koncernów technologicznych poprzez gigantyczne państwowe subsydia oraz kredyty bankowe, jednocześnie zmuszając je do morderczej konkurencji pomiędzy sobą.


Reklama

Xi Jinping nazywa to powstawaniem „nowych sił wytwórczych wysokiej jakości”. W ten sposób Chiny przestały być synonimem niskomarżowych produktów. Marki takie jak BYD, Lenovo, CATL, Huawei czy Xiaomi zdobywają dziś globalne rynki, konkurując w najbardziej zaawansowanych technologicznie sektorach. To właśnie ten awans przemysłowy i technologiczny stał się jednym z głównych źródeł współczesnych wojen handlowych. Zachód nagle obudził się w świecie, w którym utracił przemysłowy prymat.

Po co czytać XIX-wiecznego ekonomistę? Bez zrozumienia polityki przemysłowej nie da się zrozumieć współczesnego świata. Bez poznania dziedzictwa Friedricha Lista nie da się zrozumieć polityki przemysłowej.

Fragment książki „Narodowy system ekonomii politycznej. Jak powstają potęgi gospodarcze?” autorstwa Friedricha Lista, wydawnictwo Prześwity, Warszawa 2026. 

Autorem wstępu jest dr Krzysztof Mazur, Prezes Rady Polskich Przedsiębiorców Globalnych, twórca kanału YT #GeoEkonomia


Reklama

Źródła: Zero.pl , wyd. Prześwity
Krzysztof Mazur
Krzysztof MazurPrezes Rady Polskich Przedsiębiorców Globalnych, twórca kanału YT #GeoEkonomia