
Setki dyrektorów szpitali powiatowych i samorządowców przyjechały do Warszawy, by rozmawiać o dramatycznej sytuacji finansowej placówek. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda nie pojawiła się na spotkaniu, a resort reprezentował wiceminister Tomasz Maciejewski. Wśród uczestników narastały emocje. Domagali się zmian w finansowaniu ochrony zdrowia i ostrzegali przed zamykaniem kolejnych szpitali. Sytuację nagłośniła Rzeczpospolita.
- Zadłużenie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej wyniosło pod koniec czerwca 32,8 mld zł, w tym 5,8 mld zł zobowiązań wymagalnych.
- Samorządowcy alarmowali, że część szpitali jest bliska zamknięcia, a pracownicy nie otrzymują należnych im pieniędzy.
- Dyrektorzy krytykowali ustawowe podwyżki wynagrodzeń i ostrzegali, że planowane ograniczenia płac mogą pogłębić braki kadrowe.
- Uczestnicy spotkania domagali się funduszu restrukturyzacyjnego i zmian w finansowaniu świadczeń.
- Nieobecność minister Jolanty Sobierańskiej-Grendy wywołała oburzenie. Resort przekazał, że reprezentował go wiceminister Tomasz Maciejewski.
Poniedziałkowy szczyt szpitali powiatowych w Warszawie miał być okazją do bezpośredniej rozmowy z kierownictwem Ministerstwa Zdrowia. Do stolicy przyjechali dyrektorzy lecznic, starostowie i przedstawiciele władz samorządowych. Liczyli na odpowiedzi dotyczące finansowania placówek, rosnących kosztów działalności i możliwości wyjścia z zadłużenia.
Dekalog naprawy ochrony zdrowia. 10 przykazań dla polityków
Skala problemu jest ogromna. Na koniec czerwca zobowiązania samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej sięgnęły 32,8 mld zł. W tej kwocie 5,8 mld zł stanowiły zobowiązania wymagalne, czyli takie, których termin spłaty już minął.
W części powiatów sytuacja staje się krytyczna. Szpital w Sanoku ma ponad 200 mln zł długu, a jego pracownicy prowadzą protest głodowy w związku z cięciami wynagrodzeń i zwolnieniami. Z kolei zadłużenie placówki w Skarżysku-Kamiennej wynosiło 157,5 mln zł. Problemy finansowe odbijają się nie tylko na kondycji samych szpitali, ale również na dostępności świadczeń dla pacjentów.
Sytuację nagłośniła Rzeczpospolita. „Ten tekst mówi wszystko o planie na reformę ochrony zdrowia” – napisał Patryk Słowik.
Samorządowcy przekonują, że możliwości ratowania lecznic z lokalnych budżetów są coraz mniejsze. Pieniądze przekazywane na szpitale konkurują z wydatkami na szkoły, drogi i inne zadania publiczne. Bez systemowych zmian kolejne placówki mogą stanąć przed koniecznością ograniczenia działalności albo całkowitego zamknięcia.
Minister zdrowia nie przyjechała na szczyt
Mimo skali problemów na spotkaniu zabrakło minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Resort reprezentował wiceminister Tomasz Maciejewski. Informacja o nieobecności szefowej ministerstwa spotkała się z ostrą reakcją uczestników.
Przedstawiciele samorządów oczekiwali jasnych deklaracji dotyczących przyszłości szpitali powiatowych. Pytali między innymi o możliwość uruchomienia funduszu restrukturyzacyjnego, dalsze losy ustawy podwyżkowej oraz źródła finansowania ochrony zdrowia. W ich ocenie dotychczasowe działania nie odpowiadają na skalę kryzysu.
Zapewnienie wiceministra, że resort nie planuje likwidacji szpitali powiatowych, nie uspokoiło sali. Uczestnicy spotkania wskazywali, że placówki mogą znikać z mapy kraju bez formalnej decyzji ministerstwa – wystarczy, że nie będą w stanie regulować zobowiązań i utrzymać działalności.
Ministerstwo Zdrowia, pytane o powody nieobecności Jolanty Sobierańskiej-Grendy, wyjaśniło, że podczas szczytu resort reprezentował wiceminister odpowiedzialny za nadzór nad pracami nad pakietem zmian legislacyjnych. Przypomniało też o przeprowadzonych konsultacjach publicznych oraz wcześniejszych spotkaniach z przedstawicielami szpitali. Nie zmieniło to jednak nastrojów uczestników poniedziałkowego wydarzenia.
Ustawa podwyżkowa obciąża budżety szpitali
Jednym z głównych źródeł napięć jest mechanizm corocznej waloryzacji minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Samorządowcy wskazują, że podwyżki ustawowe oznaczają dla placówek kolejne wielomilionowe wydatki, których nie zawsze da się pokryć z dostępnych środków.
Ministerstwo Zdrowia: Mamy coraz więcej zespołów ratownictwa medycznego. Podano dane
W 2025 r. wzrost wynagrodzeń wynikający z mechanizmu ustawowego wyniósł 14,5 proc., a w 2026 r. – 8,82 proc. Dyrektorzy podkreślają, że koszty osobowe pochłaniają coraz większą część budżetów. Jeden z przedstawicieli samorządów wskazywał, że w jego szpitalu wynagrodzenia odpowiadają już za niemal 90 proc. wszystkich kosztów.
Wśród uczestników szczytu pojawiały się postulaty zatrzymania obecnego mechanizmu podwyżek lub jego gruntownej zmiany. Nie chodzi wyłącznie o wysokość płac, ale również o sposób finansowania wzrostu kosztów. Dyrektorzy przekonują, że nakładanie na szpitale kolejnych obowiązków bez zapewnienia odpowiednich pieniędzy pogłębia ich problemy.
Część samorządowców krytycznie wypowiadała się także o wysokości zarobków niektórych lekarzy. Jeden z nich określił żądanie 400 zł za godzinę pracy jako niemoralne. Takie głosy pokazują, jak silne są napięcia wokół podziału pieniędzy w systemie – zwłaszcza w placówkach, które mają trudności z wypłacaniem wynagrodzeń na czas.
Nowe ograniczenia mogą pogłębić braki kadrowe
Kontrowersje budzi również pakiet zmian legislacyjnych przygotowywany przez Ministerstwo Zdrowia. Proponowane rozwiązania obejmują między innymi ograniczenia zarobków lekarzy, szczegółowe raportowanie czasu pracy oraz wymóg zatrudnienia w szpitalu lub poradni na co najmniej pół etatu.
Dyrektorzy i samorządowcy obawiają się, że nowe przepisy nie rozwiążą problemu kosztów, a jednocześnie utrudnią utrzymanie personelu w mniejszych ośrodkach. W wielu powiatowych poradniach specjaliści przyjmują pacjentów w wymiarze mniejszym niż połowa etatu. Zaostrzenie wymogów mogłoby więc doprowadzić do ograniczenia dostępności konsultacji, a nawet zamknięcia części poradni.
Ryzyko dotyczy również lekarzy dojeżdżających na dyżury z większych miast. Jeśli nowe zasady okażą się dla nich niekorzystne, mogą zrezygnować z pracy w placówkach powiatowych. Dla pacjentów oznaczałoby to konieczność szukania pomocy dalej od miejsca zamieszkania i jeszcze dłuższe oczekiwanie na wizytę.
Przedstawiciele szpitali przekonują, że zamiast kolejnych ograniczeń potrzebują stabilnych zasad finansowania, realistycznej wyceny świadczeń i planu, który pozwoli im utrzymać działalność. Na razie nie widzą jednak rozwiązania, które mogłoby szybko zatrzymać narastający kryzys.
Powiaty próbują ratować szpitale na własną rękę. Niektóre przekazują im pożyczki, które później umarzają uchwałami rad powiatów. Inne finansują inwestycje, licząc, że dzięki temu placówki będą mogły przeznaczyć część własnych środków na bieżące zobowiązania.