Kraj

Kurtyna opadła. Sprawa pani Mirelli obnażyła bezradność państwa

Jeden z moich redakcyjnych kolegów po ostatnim kolegium powiedział: „jak słucham, jakie tematy zgłaszacie, to przeraża mnie, w jakim państwie żyjemy”. Wtedy pomyślałem, że przesadza. Teraz wiem, że to ja chciałem żyć w iluzji. Iluzji sprawczości państwa i procedur.

Bartosz Michalski
Felieton autorstwa: Bartosz Michalski
11 lutego
3 minuty
Sprawa pani Mirelli (fot. Kanał Zero)

Reklama

TYLKO NA

Dzisiaj jednak te klapki opadły mi z oczu. I to z takim hukiem, że sąsiedzi zaczęli się zastanawiać „po co on te meble przenosi?”. Sprawa pani Mirelli jest szokująca i bulwersująca na tylu poziomach, że mistrz jakiejkolwiek platformówki nie byłby w stanie jej przejść. To nie jest jednak gra. To życie. Życie i ludzki dramat, któremu państwo powinno, a wręcz miało obowiązek, zapobiec.


Reklama

Gdy po 27 latach odseparowania od ludzi 42-letnia pani Mirella trafiła do szpitala, wydawało się, że jej los się odmieni. Kobietę jednak odesłano z powrotem do pokoju u rodziców. I jej dramat zatoczył koło. Gdzie były instytucje? Czy prokuratura zadziałała sprawnie? Pani prokurator twierdziła, że tak, a wszystko odbywa się zgodnie z procedurami.

Policja próbuje wejść do mieszkania?

 – Nie byliście umówieni, nie otworzę.


Reklama

– Ale tutaj może dziać się przemoc. Musimy sprawdzić, niech pani otworzy.


Reklama

– Nie otworzę.

– Ok, to nie. Zgłosimy dyżurnemu, koniec interwencji.

Kurtyna. A raczej ciemna kotara, która kładzie ogromny cień na cały system.


Reklama

To też wina mediów

To była głośna sprawa. I tak jak bardzo szybko oburzenie wybuchło „jak mogło do tego dojść?!”, tak szybko zainteresowanie przeminęło wraz z kolejnym dniem, nowym nagłówkiem i nowym ekscesem Donalda Trumpa. Jak można pamiętać o ludzkim dramacie pani Mirelli, skoro Grenlandia jest zagrożona? I to też jest wina mediów. Niejednokrotnie interesują się daną sprawą, a potem pod wpływem „klików” przerzucają się na inne tematy. Na szczęście Monika Krześniak z Kanału Zero pokazała, że nie trzeba być jak każde media. Że można sprawdzić, czy był happy end głośnej sprawy, czy instytucja wypełniła swoją rolę. Mogło się wydarzyć, że na miejscu zastałaby panią z pomocy społecznej, która z dumą opowiadałaby jak jej podopieczna po piekle, które przeszła wraca do normalności. Niestety nie zastała. Zastała koszmar, który wrócił po krótkiej przerwie.


Reklama

Gdzie były służby, instytucje? Na pewno nie na klatce schodowej, bo usłyszałyby, co się dzieje w mieszkaniu.

Myślałem, że po sytuacji ze schroniskiem w Sobolewie nic mnie prędko nie poruszy. Minęło raptem kilka dni i zdarzył horror zwierząt w Kuflewie. Ok, znowu pojawiła się myśl, że teraz to już chyba koniec tak mocnych i złych informacji. Po dzisiaj już boję się tak myśleć.

 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Bartosz Michalski
Bartosz MichalskiRedaktor zarządzający