Reklama
Reklama
Reklama

Berlin skręca w lewo. Lewica chce przejąć mieszkania i zawalczyć o głosy migrantów

TYLKO NA
Berlin installation commemorates 3 years since October 7 attacks on Israel
Kandydatka na burmistrz Berlina, Elif Eralp. (fot. FILIP SINGER / PAP)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Lewicowa koalicja w Berlinie chce przejąć ok. 160 tys. mieszkań, złagodzić politykę migracyjną i przyznać cudzoziemcom prawa wyborcze po pięciu latach pobytu. Propozycje budzą kontrowersje i idą w przeciwnym kierunku niż polityka rządu federalnego. – Nie uda im się zbudować mieszkań, bo żaden inwestor nie wejdzie w budowanie dla miasta – mówi Urszula Ptak, publicystka mieszkająca w stolicy Niemiec.

  • Lewicowa koalicja w Berlinie chce przejąć część zasobów największych koncernów mieszkaniowych. Odszkodowania miałyby wynieść maksymalnie 16 mld euro.
  • Kanclerz Friedrich Merz sprzeciwia się uspołecznianiu mieszkań i zapowiada działania zmierzające do prawnego zablokowania takich rozwiązań. – Na pewno jest to realizacja programu, ale ona przy okazji łączy się z takim pójściem z władzą federalną na zwarcie – przekonuje ekspert ds. Niemiec prof. Krzysztof Koźbiał z UJ.
  • Koalicjanci chcą ułatwiać legalizację pobytu, uruchamiać programy przyjmowania uchodźców i zastąpić kartę płatniczą dla osób ubiegających się o azyl podstawowym rachunkiem bankowym. – Dzięki legalizacji pobytu tysięcy migrantów i przyjęciu nowych, Lewica zapewniłaby sobie głosy wyborcze – mówi mieszkanka Berlina i dziennikarka Urszula Ptak.
  • Die Linke, SPD i Zieloni chcą także zabiegać o przyznanie cudzoziemcom prawa głosowania i kandydowania w wyborach samorządowych oraz do parlamentów landowych.

Die Linke, Zieloni i Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD) chcą utworzyć wspólny rząd w Berlinie. Uzgodniony program przewiduje istotne zmiany w polityce mieszkaniowej, migracyjnej i społecznej niemieckiej stolicy.

Spór o Izrael niemal wykoleił koalicję w Berlinie. „Taki posmak rewolucji”

160 tys. mieszkań w sektorze publicznym

Największe kontrowersje gospodarcze budzi plan uspołecznienia zasobów mieszkaniowych dużych prywatnych koncernów. Die Linke od dawna domaga się odejścia od modelu, w którym wielkie przedsiębiorstwa zarabiają na wynajmie mieszkań i przekazaniu części ich zasobów pod kontrolę publiczną.

Reklama
Reklama

Zgodnie z uzgodnieniami uspołecznienie miałoby objąć zasoby firm posiadających w Berlinie ponad 10 tys. mieszkań. Przedsiębiorstwa zachowałyby po 10 tys. lokali, a nadwyżka zostałaby przeniesiona do instytucji prawa publicznego. Według kandydatki na burmistrz Berlina, Elif Eralp z Die Linke, chodzi o około 160 tys. mieszkań należących do pięciu przedsiębiorstw, w tym Vonovii, Adler, Heimstaden, Covivio i DVI-Gruppe.

– To jest jeden z tych postulatów, dzięki którym zwłaszcza Die Linke uzyskało spore poparcie wyborcze, bo znalezienie mieszkania w Berlinie nie graniczy może z cudem, ale jest problematyczne i oczywiście wiąże się z wysokimi kosztami– mówi Zero.pl prof. Krzysztof Koźbiał z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

To rozwiązanie jest węższe niż pierwotne postulaty inicjatywy „Deutsche Wohnen & Co. enteignen”, która po udanym referendum z 2021 r. domagała się objęcia zmianami firm z zasobem co najmniej 3 tys. mieszkań. Nowa propozycja ogranicza zakres planowanego przejęcia, ale nadal oznaczałaby jedną z największych tego rodzaju operacji w historii współczesnych Niemiec.

Faworytka na burmistrza Berlina kontra szef MSW. Poszło o „antysemitkę”

„Żaden inwestor nie wejdzie w budowanie dla miasta”

Łączna kwota odszkodowań miałaby nie przekroczyć 16 mld euro. W debacie pojawia się wariant rekompensat wynoszących 40–60 proc. wartości rynkowej, a także propozycje wyceny nawet o 40–60 proc. niższej od tej wartości. Inwestorzy musieliby zatem liczyć się z wielomiliardowymi stratami po wywłaszczeniowej interwencji miasta.

Reklama
Reklama

– Nie uda im się zbudować mieszkań, bo żaden inwestor nie wejdzie w budowanie dla miasta. Zatem będzie nas więcej, a mieszkań już teraz nie ma. Miasto ma miliardowe długi, ale może dostanie jeszcze więcej kredytów – uważa publicystka, Urszula Ptak.

Pomysł berlińskiej lewicy spotyka się ze sprzeciwem na szczeblu federalnym. Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział działania zmierzające do prawnego zablokowania uspołeczniania dużych zasobów mieszkań na poziomie landów. Rząd federalny chce w ten sposób ograniczyć możliwość przejmowania prywatnych zasobów mieszkaniowych przez państwo.

Uspołecznienie mieszkań jest tylko jednym z elementów planowanej polityki. Die Linke, Zieloni i SPD chcą ograniczyć podwyżki czynszów w miejskich spółkach mieszkaniowych do maksymalnie 2 proc. rocznie. Prywatni właściciele mieliby natomiast obowiązek przeznaczania określonej części zwalnianych lokali dla osób o niskich dochodach.

Reklama
Reklama

Łagodniejsza polityka migracyjna niż na szczeblu federalnym

Kolejny punkt sporny dotyczy migrantów i osób ubiegających się o azyl. Die Linke, Zieloni i SPD chcą szerzej korzystać z możliwości legalizacji pobytu przewidzianych w niemieckim prawie, kierując się względami humanitarnymi. Zapowiadają również uruchomienie nowych programów przyjmowania uchodźców na poziomie landu oraz wznowienie programów, których obowiązywanie wcześniej się zakończyło.

– Na pewno jest to realizacja lewicowego programu, ale ona przy okazji łączy się z takim pójściem na zwarcie z władzą federalną. Pamiętajmy jednak o tym, że to nie jest jakaś bardzo istotna siła w skali całego kraju – uważa prof. Koźbiał.

W dokumencie znalazł się też postulat zmiany systemu świadczeń dla osób ubiegających się o azyl. Partie chcą zlikwidować kartę płatniczą w jej obecnej formie i zastąpić ją podstawowym rachunkiem bankowym. To istotna różnica, ponieważ karta płatnicza ogranicza sposób dysponowania przekazanymi środkami, podczas gdy rachunek bankowy może zapewniać szerszy zakres operacji.

Rozwiązanie „rewolucyjne”

W praktyce zmiana mogłaby ułatwić wykonywanie przelewów, również za granicę, zależnie od zasad prowadzenia rachunku i obowiązujących przepisów. Wcześniejsze ograniczenia dotyczyły m.in transferowania pieniędzy za granicę w celu wspierania przestępczości, czy terroryzmu.

Reklama
Reklama

– Rozwiązanie na pewno jest w jakimś tam sensie rewolucyjne – skończenie z kontrolą ich wydatków – mówi prof. Koźbiał.

Kierunek ten różni się od polityki prowadzonej przez federalny rząd CDU/CSU i SPD. Na szczeblu krajowym władze zapowiadały zaostrzenie kontroli migracji, ograniczenie napływu osób ubiegających się o azyl oraz zwiększenie liczby deportacji.

Prawa wyborcze po pięciu latach pobytu

Jeszcze większe konsekwencje polityczne może mieć postulat przyznania praw wyborczych osobom bez niemieckiego obywatelstwa. Trzy partie chcą zabiegać o wprowadzenie czynnego i biernego prawa wyborczego w wyborach samorządowych i do parlamentów landowych dla osób, które mieszkają w Niemczech od co najmniej pięciu lat.

Oznaczałoby to, że o możliwości głosowania nie decydowałoby wyłącznie obywatelstwo, lecz również długość pobytu w kraju. Osoby spełniające kryterium pięciu lat mogłyby nie tylko wybierać przedstawicieli, ale także same kandydować w wyborach — o ile proponowane rozwiązanie zostałoby przyjęte w odpowiednim kształcie prawnym.

– Dzięki legalizacji pobytu tysięcy migrantów, przyjęciu nowych i przyznanie im po 5 latach pobytu praw wyborczych, Lewica zapewniłaby sobie głosy wyborcze, przynajmniej do czasu powstania pierwszej partii stricte migracyjnej – uważa Urszula Ptak.

Reklama
Reklama

„Zima zapowiada się interesująco”

Obecnie prawo do głosowania w wyborach do berlińskiego parlamentu krajowego przysługuje obywatelom Niemiec, natomiast obywatele innych państw UE mogą uczestniczyć w wyborach do Parlamentu Europejskiego i w wyborach komunalnych na zasadach wynikających z prawa unijnego. Rozszerzenie tych uprawnień na wszystkich cudzoziemców po pięciu latach pobytu nie może zostać wprowadzone samą decyzją senatu Berlina — wymagałoby rozwiązania zgodnego z konstytucją federalną.

Krytycy planów lewicowej koalicji wskazują na koszty. Sam koszt wykupu wywłaszczonych mieszkań szacowany jest na 16 mld euro, a nowa władza chce również poprawić transport publiczny, czy wzmocnić działania na rzecz poprawy klimatu.

– Jak dodamy do tego ekstremalne antysystemowe grupy wewnątrz Lewicy, plus nurty polityczne propalestyńskie, to zima zapowiada się interesująco. Nie tylko dla Zielonych i SPD, ale i dla zwykłych mieszkańców – podsumowuje mieszkanka Berlina Urszula Ptak.

Reklama
Reklama