Reklama
Reklama
Reklama

Niemcy odbijają się od dna. „Chory człowiek Europy” znów chce być w czołówce

– Mamy już za sobą najgorszy moment – mówi minister gospodarki Niemiec Katherina Reiche
– Mamy już za sobą najgorszy moment – mówi minister gospodarki Niemiec Katherina Reiche (fot. Shutterstock / Zero.pl)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Niemcy wychodzą z gospodarczego dołka. Rząd federalny widzi oznaki ożywienia i podnosi prognozy wzrostu na ten i nadchodzący rok. – Mamy już za sobą najgorszy moment – mówi minister gospodarki Katherina Reiche i dodaje, że Niemcy muszą wrócić do światowej czołówki. Ale poprawa wskaźników to nie wszystko. Pod tą warstwą buzują rosnące niezadowolenie społeczne i obawy konsumentów o przyszłość.

  • Rząd Niemiec z większym optymizmem patrzy na najbliższe dwa lata, o czym świadczy rewizja prognoz gospodarczych.
  • We wskaźnikach rzeczywiście widać poprawę – rośnie zaufanie analityków i inwestorów do gospodarki Niemiec, poprawiają się wskaźniki produkcji przemysłowej.
  • Ale statystyczny obywatel tego nie czuje. Skłonność gospodarstw domowych do oszczędzania jest dziś największa od kryzysu z 2008 r. Niemcy niechętnie udają się na zakupy. Przez kraj przetacza się fala zwolnień.
  • Kanclerz Merz musi znaleźć na to odpowiedź, jeśli chce utrzymać poparcie, bo niezadowolenie konsumentów napędza radykalne partie.

W czwartek 8 października niemieckie ministerstwo gospodarki, którym kieruje Katherina Reiche z CDU, ogłosiło, że podnosi prognozy gospodarcze dla Niemiec. Wzrost PKB w 2026 r. ma wynieść już nie 0,5 proc., jak przewidywano jeszcze w kwietniu, a 1,3 proc. Większy optymizm dotyczy także przyszłego roku: według resortu gospodarka RFN urośnie w 2027 r. o 1,1 proc. wobec 0,9 proc. zakładanych wcześniej.

Sygnały ożywienia w Niemczech

W 2028 r. dynamika wzrostu ma nieco przyhamować i wynieść 0,8 proc., ale to i tak tempo, za którym tęskniono nad Renem. Największa gospodarka Unii Europejskiej ma przecież za sobą dwa lata spadków PKB (o odpowiednio 0,3 proc. i 0,2 proc. w latach 2023–2024), po których nastąpiło jedynie symboliczne odbicie w 2025 r. (wzrost o 0,2 proc.).

– Mamy już za sobą najgorszy moment – mówiła na konferencji prasowej Reiche, którą cytuje Reuters. – Niemiecka gospodarka znów rośnie. To ważny sygnał, ale dopiero początek.

Reklama
Reklama

Szefowa resortu gospodarki dała do zrozumienia, że prawdziwa praca dopiero się zaczyna. – Teraz trzeba przekształcić to początkowe ożywienie w trwałą dynamikę gospodarczą. Nasz cel jest jasny. Niemcy muszą ponownie znaleźć się w światowej czołówce.

Czytaj także: Niemcy pakują walizki i jadą za Odrę. „Co działa w polskiej gospodarce lepiej?”

Katherinie Reich wtórował minister finansów Lars Klingbeil. – Niemcy wracają na ścieżkę wzrostu. Po wielu latach bez dodatniej dynamiki PKB to dobra wiadomość – powiedział, podkreślając, że dużą rolę w odwróceniu negatywnego trendu odegrał rządowy impuls fiskalny.

Impuls Merza przyniósł efekty

Ten impuls to pakiet działań stymulujących gospodarkę ogłoszony przez kanclerza Friedricha Merza w maju 2025 r. Wiązał się on ze złamaniem fiskalnego tabu, czyli poluzowaniem hamulca zadłużenia (tzw. Schuldenbremse), zapisanego w niemieckiej konstytucji. Został zaproponowany jeszcze w czasach rządów Angeli Merkel, w reakcji na kryzys finansowy w 2008 r., a zaczął obowiązywać dwa lata później, kiedy zadłużenie rządu federalnego sięgnęło 80 proc. PKB. Schuldenbremse określił próg strukturalnego deficytu budżetowego Niemiec w skali roku na 0,35 proc. PKB. W praktyce jednak okazał się nie tylko hamulcem zadłużenia, ale też inwestycji.

Reklama
Reklama

Friedrich Merz stwierdził, że pora zacząć w większym stopniu finansować się długiem. Udało się mu przeforsować zmianę ustawy zasadniczej. Na skutek reformy hamulca zadłużenia, wydatki na wojsko, służby, obronę cywilną i cyberbezpieczeństwo przekraczające 1 proc. PKB nie podlegają już ograniczeniom budżetowym, a dodatkowo mogą być finansowane z kredytów.

Wraz z reformą Schuldenbrumse CDU/CSU i SPD udało się też uchwalić wielki fundusz celowy na odbudowę infrastruktury oraz ochronę klimatu opiewający na 500 mld euro i obejmujący horyzont 12 lat. Prawdziwym oczkiem w głowie Merza jest jednak rozbudowa i modernizacja Bundeswehry. Łączne wydatki na ten cel, z budżetu i specjalnego funduszu Sondervermögen Bundeswehr, w 2026 r. mają wynieść 108,2 mld euro (prawie dwa razy więcej w porównaniu z 2024 r., ostatnim pełnym rokiem urzędowania poprzednika Merza, Olafa Scholza), a w 2027 r. (według projektu budżetu) wzrosną do 139,7 mld euro. Będzie to ok. 2,5 proc. prognozowanego PKB Niemiec.

Jednocześnie rząd Merza postawił na ulgi podatkowe i zachęty dla firm, koncentrujące się na obszarze badań i rozwoju, by pobudzić innowacyjność.

Ożywienie gospodarcze w Niemczech widać w nastrojach i we wskaźnikach. Najnowszy, wrześniowy odczyt indeksu ZEW, obrazujący oczekiwania inwestorów instytucjonalnych i analityków co do wzrostu gospodarczego, wyniósł +34,7 pkt, osiągając najwyższą wartość od lutego br. (wtedy były to +58,3 pkt). W marcu, po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, indeks ten wręcz tąpnął i znalazł się na poziomie -0,5 pkt. Było to odzwierciedlenie obaw o to, że inflacja związana ze wzrostem cen nośników energii spowolni dynamikę PKB.

Reklama
Reklama

Te obawy okazały się nieco na wyrost, bo – jak podkreślała w czwartek Katherina Reiche – niemiecka gospodarka znosi skutki wojny lepiej niż się spodziewano. W I kwartale br. wzrost PKB wyniósł 0,4 proc. w ujęciu kwartał do kwartału, w II kw. było to 0,3 proc. kdk.

W Niemczech przyspieszyła też produkcja przemysłowa, która w sierpniu wzrosła o 2,0 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca i o 2,3 proc. rok do roku (co, jak podkreślają analitycy ING Banku Śląskiego, jest najlepszym wynikiem od marca 2023 r.). Oba odczyty przebiły oczekiwania rynku i uspokoiły nastroje po tym, jak w lipcu produkcja spadła i w ujęciu miesięcznym, i rocznym (odpowiednio o 1,2 proc. i 1,8 proc.).

Silnikiem wzrostu jest i ma pozostać eksport – rządowe prognozy wskazują, że wzrośnie on o 3,7 proc. w tym roku, a w 2027 r. o dalsze 2,1 proc. Ale Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa (DIHK) wrzuca kamyczek do tego ogródka. W stanowisku z 8 października dyrektor ds. handlu zagranicznego, Volker Treier, ocenił, że niemieckim eksporterom potrzebne są reformy wzmacniające ich konkurencyjność – zmniejszenie biurokracji i obniżenie cen energii. DIHK wskazuje też, że eksport rośnie głównie dzięki unijnemu rynkowi wewnętrznemu, a tymczasem Niemcy powinny walczyć o odzyskanie pozycji na arenie międzynarodowej, którą tracą m.in. na rzecz Chin.

Reklama
Reklama

Konsumenci nie czują, że jest dobrze

Nie znaczy to, że wojna na Bliskim Wschodzie nie dociera do niemieckiej gospodarki. Cierpią głównie konsumenci – z powodu inflacji. We wrześniu inflacja konsumencka przyspieszyła do 3,3 proc. w ujęciu rocznym wobec 2,9 proc. w sierpniu i 2,8 proc. w lipcu. To najwyższy poziom od prawie trzech lat. Wzrost inflacji napędza głównie wzrost cen energii – tylko we wrześniu skoczyły one o 14,9 proc. rok do roku.

Prognozy ministerstwa gospodarki zakładają obecnie, że inflacja średnioroczna w Niemczech wyniesie w tym roku 2,7 proc., a w 2027 r. przyspieszy do 3,0 proc.

Wzrost cen odbija się na skłonności konsumentów do wydawania pieniędzy. To właśnie konsumpcja jest tym, co może ciągnąć w dół niemiecką gospodarkę w najbliższych miesiącach. W ujęciu rocznym sprzedaż detaliczna za Odrą spadła w sierpniu o 0,4 proc. po spadku o 2,2 proc. miesiąc wcześniej. W ujęciu miesięcznym dane wyglądają wprawdzie nieco lepiej, bo sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,3 proc., podczas gdy jeszcze w lipcu zniżkowała o 3,2 proc. Ale nastroje Niemców i tak są mocno pesymistyczne.

Wrześniowe badanie wskaźnika zaufania konsumentów, prognozujące nastroje na październik, pokazało spadek indeksu do -30,6 pkt z -26,8 pkt w badaniu sierpniowym. Jak zauważają ekonomiści Alior Banku, indeks pociągnął w dół przede wszystkim komponent dotyczący oczekiwań dochodowych. Spadł on aż o 16,7 pkt do poziomu -15 pkt, najniższego od kwietnia. Niemieccy konsumenci, doświadczając skutków rosnących cen energii, zaciskają pasa, a ich obawy o przyszłość rosną. Pokazuje to wzrost wskaźnika skłonności do oszczędzania – z 6 pkt do aż 21,5 pkt, co, jak wyliczają analitycy Aliora, jest poziomem niewidzianym od czasów kryzysu finansowego z 2008 r.

Reklama
Reklama

Rząd Friedricha Merza widzi słabość konsumenta i stara się jej przeciwdziałać. Ma temu służyć obniżka podatku energetycznego na benzynę i olej napędowy o 14 eurocentów na litrze, a także redukcja VAT, przekładająca się na dodatkowe 2,7–3 centy ulgi przy dystrybutorze. Tarcza paliwowa ruszyła 1 października i ma obowiązywać do końca br.

Czytaj także: Skąd wzięła się AfD? Tusk powinien spojrzeć na swoich niemieckich przyjaciół

Na nastroje obywateli nie wpływają też dobrze doniesienia z rynku pracy. Wprawdzie we wrześniu liczba bezrobotnych spadła miesiąc do miesiąca o 67 tys. do 2,994 mln osób (stopa bezrobocia wyniosła 6,4 proc.), ale w ujęciu rok do roku nastąpił wzrost o 40 tys. (dane Federalnej Agencji Zatrudnienia – Bundesagentur für Arbeit). Dodatkowo na horyzoncie są czarne chmury: 1 października Volkswagen zatwierdził plan restrukturyzacji, w ramach którego do 2030 r. pracę straci 100 tys. osób. Inny koncern motoryzacyjny, BMW, chce zredukować ok. 8 tys. miejsc pracy do 2027 r. Cięcia w zatrudnieniu planują też m.in. Mercedes-Benz czy BASF.

To właśnie „zwykli Niemcy” – nie firmy, nie inwestycje – w największym stopniu spędzają teraz sen z powiek kanclerzowi Merzowi. Stawką jest poparcie polityczne. Brak przełożenia symptomów ożywienia na kondycję finansową obywateli i ich obawy o przyszłość są paliwem dla skrajnie prawicowej AfD, która we wrześniu zwyciężyła w wyborach regionalnych w Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim. To samo paliwo zasila też skrajną lewicę, czyli Die Linke. Słabnące centrum musi znaleźć odpowiedź na wzmacniające się radykalizmy.

Reklama
Reklama