
Po wyborach berlińska koalicja lewicowych partii stanęła pod znakiem zapytania po sporze o stosunek do Izraela i przyjęcie do frakcji Die Linke kontrowersyjnej posłanki Vanessy Emde. Zieloni i SPD najpierw zawiesili rozmowy, ale teraz negocjacje zostały wznowione. – Zielonych i SPD uwiera jedynie jedna rzecz – obecność skrajnych antysemitów wśród posłów i posłanek Lewicy – mówi Zero.pl dziennikarka na stałe mieszkająca w Berlinie, Urszula Ptak.
- Spór o Izrael niemal zablokował koalicję w Berlinie po wyborach. SPD i Zieloni zawiesili rozmowy po przyjęciu do frakcji Die Linke kontrowersyjnej posłanki Vanessy Emde.
- Emde jest krytykowana za wypowiedzi dotyczące prawa Izraela do istnienia i poparcie dla rozwiązania jednopaństwowego w konflikcie izraelsko-palestyńskim.
- Przyszłość koalicji pozostaje niepewna. Wznowienie rozmów to przełom, ale partie muszą jeszcze uzgodnić program i sposób egzekwowania wspólnych zobowiązań.
- – W samej Lewicy są także frakcje przeciwko przejęciu władzy i jakiejkolwiek koalicji – mówi Zero.pl mieszkanka Berlina i publicystka, Urszula Ptak.
Wybory do berlińskiego parlamentu wygrała Die Linke, zdobywając 25,7 proc. głosów. Zieloni uzyskali 14,3 proc., a SPD – 12,1 proc. Ugrupowania lewicowe wygrały w Berlinie głosami młodych, kobiet i muzułmanów. Arytmetyka wyborcza otworzyła drogę do czerwono-zielono-czerwonej koalicji, ale negocjacje szybko pokazały, że wspólny szyld lewicowy nie oznacza zgody we wszystkich kluczowych sprawach.
Kontrowersyjni goście na imprezie niemieckiej Lewicy. Powiązania z islamskim terroryzmem
Izrael dzieli niemiecką lewicę
Jedną z najtrudniejszych okazała się kwestia stosunku do Izraela i sposobu reagowania na antysemityzm. 8 października trzy partie uzgodniły wspólne warunki dotyczące ochrony życia żydowskiego i przeciwdziałania antysemityzmowi. Porozumienie miało być podstawą dalszych rozmów o utworzeniu rządu.
Kryzys wybuchł 13 października, kiedy berlińska frakcja Lewicy przyjęła w swoje szeregi Vanessę Emde, polityk znaną z kontrowersyjnych wypowiedzi dotyczących Izraela. SPD i Zieloni uznali, że działania Lewicy podważają wcześniejsze ustalenia, i zawiesili rozmowy.
W środę wieczorem strony znalazły jednak wyjście z impasu. Uzgodniły, że wspólna deklaracja dotycząca walki z antysemityzmem będzie obowiązywać również w przypadku powstania koalicji i zostanie wpisana do umowy koalicyjnej. Rozmowy mają być kontynuowane.
„Mariaż skrajnej lewicy z islamistami”
Vanessa Emde zdobyła mandat bezpośredni w północnej części berlińskiej dzielnicy Neukolln, uzyskując 46,2 proc. głosów pierwszego wyboru. Mimo mocnego wyniku wyborczego jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci berlińskiej Lewicy.
W maju 2026 r. powiedziała: „Państwa nie mają prawa do istnienia – to ludzie mają prawo do istnienia”. Jej wypowiedź, dotycząca konfliktu izraelsko-palestyńskiego i rozwiązania jednopaństwowego, została przez krytyków odczytana jako podważanie prawa Izraela do istnienia.
Wielkie przetasowanie i sukces AfD w Niemczech. „Kłopoty zaczynają być widoczne”
Emde należy do partyjnego środowiska solidarności z Palestyną. Dodatkowe kontrowersje wywołało jej zdjęcie z Ibrahimem Ibrahimem, działaczem krytykowanym za stanowisko wobec Izraela i zarzutami dotyczącymi wspierania terroryzmu. Wokół posłanki narosły pytania nie tylko o jej poglądy, ale także o to, jakie stanowisko wobec tych poglądów zajmuje cała partia.
– Elif Eralp, kandydatka na burmistrzynię Berlina nie ma silnego poparcia w swojej partii, za to w mediach pełno jest artykułów na temat wpływów arabskich klanów przestępczych na partię. Jedyne co jest ciekawe, to bardzo widoczny mariaż skrajnej lewicy z islamistami. Żadna ze stron tego nie ukrywa a nawet wprost się tym szczyci. Taki posmak rewolucji w Berlinie. Czy uda się stworzyć rząd, nie wiadomo – mówi Zero.pl publicystka i dziennikarka z Berlina, Urszula Ptak.
Według „Der Tagesspiegel” przed przyjęciem Emde do frakcji rozważano nawet wykluczenie jej z parlamentarnego klubu Lewicy, aby nie narażać projektu koalicyjnego. Ostatecznie zdecydowano inaczej. Posłanka zachowała miejsce we frakcji, a wszyscy parlamentarzyści Die Linke podpisali własną deklarację dotyczącą między innymi prawa Izraela do istnienia.
Nie chodziło wyłącznie o podpis
Na pierwszy rzut oka sytuacja mogła wydawać się prosta: wszyscy posłowie Lewicy podpisali oświadczenie, w którym uznają prawo Izraela do istnienia i deklarują sprzeciw wobec antysemityzmu. Jak ustalił publiczny nadawca RBB, problemem była nie tylko treść deklaracji, lecz także jej relacja z wcześniejszym porozumieniem trzech partii.
W samej Die Linke nie ma pełnej zgody co do tego, gdzie przebiega granica między krytyką polityki Izraela a antysemityzmem. Część działaczy obawia się, że szeroka definicja antysemityzmu może być wykorzystywana do ograniczania krytyki izraelskiego rządu. SPD i Zieloni chcą natomiast konkretnych zobowiązań, które będą obowiązywać wszystkich parlamentarzystów, również tych najbardziej kontrowersyjnych.
– Zasadniczo wszyscy mają ochotę na władzę i dobrze opłacane posady przez kolejne 5 lat, bo kolejne wybory mogą pozbawić ich w ogóle jakiejkolwiek władzy. Ta świadomość jest powszechna. Zielonych i SPD uwiera jedynie jedna rzecz – obecność skrajnych antysemitów wśród posłów i posłanek Lewicy – mówi Urszula Ptak.
– Odbiera im to legitymację moralności i sprawia kłopot na szczeblu federalnym. U Zielonych szef krajowy opowiedział się przeciw koalicji w Berlinie. Lokalni politycy uważają jednak, że wynegocjują godny kompromis – dodaje dziennikarka.
Głośna sprawa z Bundestagu: 2 tysiące euro kary
Spór w Berlinie przypomina, jak silne emocje wywołuje kwestia Izraela również na szczeblu federalnym. We wrześniu głośno było o Cansın Kokturk, deputowanej Die Linke do Bundestagu, która została ukarana grzywną w wysokości 2 tys. euro. W niemieckim parlamencie miała użyć zwrotu „rasistowskie gó**o”.
We wrześniowej debacie budżetowej posłanka przerywała wystąpienie polityka AfD, określając je jako rasistowskie, a następnie ostro skrytykowała wiceprzewodniczącą Bundestagu. Wcześniej zwracała uwagę mediów również swoimi wystąpieniami i gestami związanymi z Palestyną.
– Berlin to miasto bez pieniędzy i z olbrzymimi długami, z gigantycznym problemem mieszkaniowym i fatalnymi wynikami edukacyjnymi. Tymczasem Lewica, która wygrała z 25 proc. poparcia dzięki głosom młodzieży i muzułmańskich migrantów, dwa tygodnie po wyborach toczy rozmowy o Izraelu i Gazie. W samej Lewicy są także frakcje przeciwko przejęciu władzy i jakiejkolwiek koalicji – podsumowuje Urszula Ptak.

