Reklama
Reklama
Reklama

4100 dzików do odstrzału w Łódzkiem. Czy musi się to kończyć strzelbą?

TYLKO NA
white-52
Odstrzały dzików w łodzi i województwie (fot. Shutterstock)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Do 31 marca 2027 r. na terenie województwa łódzkiego ma zostać odstrzelonych 4100 dzików. To wynik rozporządzenia wojewody Doroty Ryl z 9 października. W samej Łodzi obowiązuje również decyzja prezydent Hanny Zdanowskiej, która dopuściła odstrzał 2000 dzików na wniosek Zarządu Zieleni Miejskiej. Przeciwnicy tych działań pytają, dlaczego tak mało miejsca zostawia się bardziej humanitarnym rozwiązaniom.

  • Spór dotyczy nie tylko bezpieczeństwa mieszkańców i walki z ASF, ale też możliwości odławiania dzików, badania ich i wywożenia do lasów.
  • Łódź zwróciła się do Komisji Europejskiej o interpretację przepisów. Ekolog Krzysztof Wychowałek i radna Magdalena Gałkiewicz wskazują na potrzebę rozważenia alternatyw dla odstrzału.
  • Decyzje władz wywołują również pytania polityczne. Za rządów PiS w Łodzi protestowano w obronie dzików, a dziś odstrzał popierają także przedstawiciele obecnych władz.

Rozporządzenie z 9 października dotyczy odstrzału 4100 dzików na terenie województwa łódzkiego. Podstawą decyzji jest zagrożenie wystąpienia choroby zakaźnej zwierząt, a nie wyłącznie potwierdzenie zakażenia u osobników. Działania mają charakter prewencyjny, nie oznaczają, że zwierzęta objęte limitem są chore.

Dziki w Warszawie bez limitu odstrzału. Naukowcy: to zbyt ryzykowne

Osobną sprawą jest Łódź. 12 maja 2025 r. prezydent Hanna Zdanowska wydała decyzję dopuszczającą odstrzał do 2000 dzików. Wniosek złożył Zarząd Zieleni Miejskiej, wskazując na zgłoszenia i obawy mieszkańców, kolizje drogowe i rosnącą obecność zwierząt w mieście. Czas na wyegzekwowanie obu decyzji mija w marcu przyszłego roku.

Reklama
Reklama

Z dokumentów dotyczących miejskich zleceń wynika, że w 2025 r. miasto zakontraktowało zabicie 185 zwierząt za 499,5 tys. zł brutto. Podobną umowę zawarto na kolejny okres w 2026 r. Redukcja dzików na terenie miasta to koszt dla podatnika i obowiązek utylizacji zwierząt.

– Policzona przez myśliwych liczba dzików w województwie łódzkim na dzień 31 marca 2025 r. to dokładnie 2562, z czego do 31 marca 2026 r. planowali zabić 5132 w ramach „normalnej” gospodarki łowieckiej – bez dodatkowych odstrzałów sanitarnych – mówi Zero.pl Krzysztof Wychowałek z Ośrodka Działań Ekologicznych „Źródła”. Większa liczba odstrzałów od samej populacji wynika z szacunków rozmnażania – mioty warchlaków bywają liczne, a locha potrafi mieć młode nawet trzy razy w roku.

Przemysław Kobacki, łowczy okręgowy w Łodzi, podkreśla, że problem obecności dzików w mieście jest realny. Szacuje ich liczbę na 1500–3000 sztuk. – Koła łowieckie graniczące z Łodzią, które wcześniej strzelały dziesięć dzików, teraz strzelają ich trzysta – mówi, opisując, jak zwiększyła się presja na okoliczne obwody łowieckie. Myśliwy w rozmowie z Zero.pl przekazał, że do jego koła łowieckiego zgłosiła się w ubiegłym roku kobieta, która uciekając przed dzikiem, skacząc przez ogrodzenie poważnie uszkodziła rękę.

Reklama
Reklama

Łowczy uważa, że ograniczanie liczebności dzików jest potrzebne zarówno ze względu na bezpieczeństwo mieszkańców, jak i ryzyko związane z ASF. Zwraca też uwagę, że zwierzęta znajdują w mieście schronienie i łatwo dostępne pożywienie. Nie zgadza się z tezą, że ich obecność w zabudowie wynika przede wszystkim z ucieczki przed myśliwymi. – Optyka mieszkańców z roku na rok jest coraz bliższa temu, żeby jednak coś z tymi dzikami robić i to w sposób ostateczny – mówi.

ASF. „Dzik wygląda zdrowo, biega zdrowo...”

Afrykański pomór świń (ASF) to groźna choroba zakaźna świń domowych i dzików. Nie stanowi zagrożenia dla ludzi, ale jej rozprzestrzenianie się może mieć poważne konsekwencje dla hodowli trzody chlewnej. Z tego powodu władze weterynaryjne stosują ograniczenia dotyczące przemieszczania zwierząt i materiału pochodzącego od nich, a także działania mające ograniczyć szerzenie się wirusa.

Główny Inspektorat Weterynarii publikuje wykazy ognisk ASF u dzików, aktualizowane w ciągu roku. Same liczby ognisk nie pozwalają jednak stwierdzić, jaki odsetek całej populacji dzików jest zakażony. 

Dziki w miastach to bomba z opóźnionym zapłonem? „Nie można ich wiecznie głaskać”

Kobacki argumentuje, że dzik może wyglądać na zdrowego, a mimo to mieć dodatni wynik badania. Jego zdaniem ograniczanie populacji może wspomagać walkę z ASF, szczególnie w rejonach, gdzie występują hodowle świń. – W miejscach, gdzie jest ASF, wszystkie dziki podlegają badaniom. I dzik wygląda zdrowo, biega zdrowo, strzelamy go, a na testach PCR jego wynik jest dodatni – mówi.

Reklama
Reklama

Powiatowy lekarz „rzuca kostką?”

Inaczej na skuteczność tej strategii patrzą przedstawiciele środowisk ekologicznych. Krzysztof Wychowałek z Ośrodka Działań Ekologicznych „Źródła” krytykuje traktowanie szeroko zakrojonych odstrzałów jako podstawowego narzędzia walki z chorobą. Zwraca uwagę, że sama obecność zagrożenia nie powinna automatycznie zamykać dyskusji o innych sposobach postępowania.

– Nie ma w obiegu publicznym kompletnie żadnych dokumentów uzasadniających te decyzje o skali odstrzału. Powiatowy lekarz weterynarii, albo wojewódzki lekarz weterynarii, jakby po prostu siada i podaje liczbę – mówi Wychowałek.

– Rzuca kostką? Nie, oczywiście on powie, że na podstawie czegoś zrobił, ale nie wiadomo czego. Wszystkie inne rzeczy są określone ustawą, a dane w pewien sposób możliwe do pozyskania. A to na podstawie jakich danych lekarz weterynarii akurat wymyślił, że trzeba zabić cztery tys. dzików w województwie łódzkim, a nie 3,5, a może 16 tys., to jakby z niczego nie wynika – dodaje.

Działacz ekologiczny inaczej patrzy na sprawę zagrożenia ze strony dzików w Łodzi. – Dwa razy w ciągu ostatnich ośmiu lat dzik zaatakował psa. Raz śmiertelnie, raz poranił. Nie ucierpiał żaden człowiek – mówi Wychowałek.

Przepisy KE na szkodę dzików?

Jednym z najważniejszych punktów sporu są przepisy dotyczące przemieszczania dzików. Do 2021 r. istniała możliwość odłowienia zwierząt i przewiezienia do lasu. Wszystko zmieniło się po decyzjach Komisji Europejskiej, która wyraziła obawy o rozprzestrzenienie się ASF podczas transportu.

Według interpretacji stosowanej w Polsce ograniczenia związane z ASF uniemożliwiają odławianie zwierząt w mieście, badanie ich i przewożenie do lasów. Część rozmówców uważa jednak, że warto sprawdzić, czy przepisy dopuszczają wyjątki i czy dałoby się stworzyć bezpieczną procedurę.

Reklama
Reklama

Łódź wysłała w tej sprawie zapytanie do Komisji Europejskiej. Chodzi o wyjaśnienie, czy po odłowieniu i zbadaniu dzika, u którego nie stwierdzono zakażenia, możliwe byłoby przewiezienie go w inne miejsce.

– Do 2021 r. odławianie dzików przebiegało sprawnie i wszyscy byli zadowoleni. Komisja Europejska potrafi przesadzić ze swoimi przepisami, niekiedy interpretuje sprawy zero-jedynkowo. Gdy rozmawialiśmy z lekarzami weterynarii, to wszyscy się tego rozporządzenia unijnego boją – mówi łowczy okręgowy Przemysław Kobacki.

– My jako miasto Łódź wystąpiliśmy do Komisji Europejskiej z zapytaniem dotyczącym właśnie interpretacji tych przepisów. Wiemy, że nie we wszystkich województwach mamy występowanie ASF-u i wiemy z raportu NIK-u, że odsetek zwierząt uśmierconych i chorych, to są promile. W związku z tym ta interpretacja, która nie pozwala gminom sięgać po takie działania jak odławianie i wywiezienie zwierzęcia na bezpieczną odległość do lasu, może być po prostu nadinterpretacją zaleceń unijnych – uważa radna Rady Miejskiej w Łodzi z Koalicji Obywatelskiej i Zielonych, Magdalena Gałkiewicz.

Miasto pracuje też nad raportem, który ma pomóc wskazać miejsca występowania dzików, trasy ich przemieszczania się i obszary najczęstszych konfliktów z ludźmi.

Reklama
Reklama

„Punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia”

Spór ma także wymiar polityczny. Za rządów PiS w Łodzi odbywały się protesty w obronie dzików i przeciwko ich odstrzałowi. Dziś podobne rozwiązania popierają przedstawiciele władz wywodzących się z Koalicji Obywatelskiej. Obecnie w mieście nie ma protestów przeciw zabijaniu dzików, choć sprzeciw wobec uśmiercania zwierząt nadal wyraża część aktywistów i polityków.

– My musimy nauczyć się myśleć o tej sprawie inaczej. W zasadzie nigdy dotychczas nie były te problemy adresowane w żaden inny sposób niż za pomocą strzelby – uważa Magdalena Gałkiewicz.

Radna nie neguje, że dziki mogą budzić strach i stwarzać zagrożenie, na przykład na drogach. Uważa jednak, że bezpieczeństwo można poprawiać także przez zabezpieczanie odpadów, ograniczanie dostępu do pożywienia i lepsze rozpoznanie miejsc, w których dochodzi do konfliktów.

Radosław Marzec, łódzki radny niezrzeszony i członek Stowarzyszenia Rozwój Plus uważa, że rosnąca obecność dzików w dużych miastach wymaga konkretnych działań. – Punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia. To pokazuje, że decyzje dotyczące wcześniejszego odstrzału były racjonalne i niestety widzimy to najbardziej w dużych miastach – że tutaj populacja dzików jest coraz większa i po prostu trzeba poczynić działania mające na celu zapobieżenie większemu rozwojowi problemu – mówi.

Reklama
Reklama

Sprawa interpretacji przepisów dotyczących odławiania i przewożenia dzików pozostaje otwarta. Łódź czeka na odpowiedź Komisji Europejskiej. Jeśli KE doprecyzuje swoje zalecenia na korzyść możliwości odłowu, odpowiedź dla miasta mogłaby stać się precedensem dla reszty kraju.

Może Cię zainteresować:

Reklama
Reklama