
Sejmik Mazowsza zezwolił na zabijanie w Warszawie dzików uznanych za nadzwyczajne zagrożenie, bez wyznaczonego limitu. Miasto zapewnia, że to ostateczność, a naukowcy ostrzegają przed nadużyciami i kwestionują dane o atakach.
- Uchwała obowiązuje dwa lata i pozwala zabijać dziki, które straciły lęk przed człowiekiem i przebywają na terenach zabudowanych lub przy drogach. Nie wyznacza limitu liczby zwierząt.
- Urząd miasta powołuje się na 18 082 zgłoszenia obecności dzików i 186 zgłoszeń ataków w 2026 r. Dr hab. Jakub Gryz uważa te dane za niewiarygodne, bo nikt ich nie weryfikuje.
- Miasto deklaruje, że najpierw stosuje płoszenie. Przepisy o ASF blokują jednak przenoszenie dzików poza Warszawę, a antykoncepcja dla dzików nie jest dopuszczona.
Śmierć pielęgniarki z COVID-19. Proces lekarki ruszy 5 listopada
Sejmik Województwa Mazowieckiego 22 września przyjął uchwałę, która pozwala w Warszawie zabijać dziki bez z góry wyznaczonego limitu. Przepisy będą obowiązywać dwa lata. Dotyczą wyłącznie zwierząt uznanych za nadzwyczajne zagrożenie dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka.
Według uchwały chodzi o dziki, które trwale utraciły lęk przed człowiekiem i bytują lub regularnie pojawiają się na terenach zurbanizowanych. Dotyczy to zwartej zabudowy mieszkaniowej oraz miejsc użyteczności publicznej i rekreacyjnych. Obejmuje też zwierzęta przebywające w pasach drogowych.
Dotąd dyrektor lasów miejskich wnioskował do prezydenta Warszawy o decyzję zezwalającą na zabicie konkretnej liczby dzików. Teraz tę procedurę zastąpi ogólne przyzwolenie. Przeciwnicy uchwały, czyli naukowcy, przyrodnicy, prawnicy i obrońcy zwierząt, obawiają się, że brak górnego limitu otwiera drogę do zabijania bez ograniczeń.
Nowa Lewica z planem do wyborów. Decyzja o formule startu w lutym
Miasto: to metoda ostateczna
Urząd m.st. Warszawy przekonuje, że uchwała nie wprowadza automatycznego odstrzału. Rzeczniczka Monika Beuth podkreśla, że każda sytuacja będzie oceniana indywidualnie, a działania trzeba będzie uzasadnić i udokumentować. Z tej możliwości mają korzystać tylko wtedy, gdy inne metody, takie jak płoszenie, zawiodą lub są niedostępne.
Wniosek do sejmiku miasto złożyło w styczniu 2026 r., na długo przed powołaniem przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego zespołu ds. dzikich zwierząt. Urząd tłumaczy go rosnącą liczbą incydentów i skargami mieszkańców. Od początku roku do końca sierpnia odnotowano 18 082 zgłoszenia obecności dzików, 302 kolizje drogowe i 186 zgłoszeń ataków na ludzi.
Do końca sierpnia 2026 r. w stolicy zabito 413 dzików: 406 w ramach odłowu z uśmierceniem i siedem w odstrzale. Według urzędu limit z dotychczasowych decyzji prezydenta nie został jeszcze wykorzystany. Szczegółowy sposób wykonania uchwały ma zostać opracowany w najbliższym czasie. Dotyczy to także tego, kto i według jakich kryteriów uzna dzika za niebezpiecznego.
Ekspert: dane budzą wątpliwości
Dr hab. Jakub Gryz z Instytutu Badawczego Leśnictwa, członek miejskiego zespołu ds. dzikich zwierząt, twierdzi, że nie ma rozsądnych kryteriów oceny, czy dany dzik jest groźny dla ludzi. Jego zdaniem groźne zdarzenia zdarzają się niezwykle rzadko. Sam o projekcie uchwały nie wiedział, a jej zapisy uważa za niejasne i podatne na nadinterpretację.
Naukowiec z dużą rezerwą podchodzi do danych urzędu.
– Generalnie prawdą jest to, że liczba spotkań z dzikami rośnie, ale nic się z tym specjalnego nie wiąże. A poza tym, nikt tych zgłoszeń nie weryfikuje. Nie ma też określonych kryteriów, w jakich okolicznościach informować o obecności dzika. Są grupy ludzi, których obecność dzików denerwuje i takie zgłoszenia można generować w nieskończoność – powiedział.
Jeszcze mniej wiarygodne są jego zdaniem statystyki ataków, bo każdy może zgłosić jako atak sytuację, w której dzik szedł w jego stronę. Do częstszych spotkań z dzikami przyczynia się też chaotyczna urbanizacja, czyli osiedla budowane wśród lasów, pól i trzcinowisk.
Gryz przyznaje, że dzik bywa niebezpieczny, i przywołuje zdarzenia w Legnicy i Krakowie. Podkreśla jednak, że takie sytuacje są bardzo rzadkie, a doniesienia medialne bywają mylące. W Krakowie dziki miał wystraszyć pies bez smyczy, a uciekające zwierzę potrąciło wózek. Dziecko trafiło na kontrolę do szpitala, ale nic mu się nie stało. Dla porównania ekspert przypomina, że w Polsce psy gryzą rocznie ponad 30 tys. osób, a nikt nie uważa ich za nadzwyczajne zagrożenie.
Płoszenie, ASF i antykoncepcja
Zdaniem eksperta liczba zabitych dzików jest duża jak na miasto o powierzchni nieco ponad 500 km². Po dodaniu zwierząt zabitych przez samochody, odstrzelonych w obwodach łowieckich i ginących z innych przyczyn łączna śmiertelność w 2026 r. może przekroczyć 1000 osobników. Gryz wskazuje, że liczbę dzików w mieście skutecznie ograniczyłoby zabezpieczanie koszy i miejsc składowania odpadów.
Warszawa uzyskała zgodę marszałka województwa na odstępstwo od zakazu płoszenia dzików. Łowczy Lasów Miejskich najpierw oceniają, czy zwierzęta można bezpiecznie przepłoszyć, co jest możliwe, gdy w pobliżu są tereny zieleni. Od 2017 r., z powodu przepisów dotyczących afrykańskiego pomoru świń, nie wolno jednak przemieszczać dzików poza granice administracyjne miasta. Prezydent Warszawy poprosił resort rolnictwa o zniesienie tego ograniczenia. W odpowiedzi z 17 czerwca 2025 r. ministerstwo, powołując się na Głównego Lekarza Weterynarii, nie znalazło podstaw do wystąpienia do Komisji Europejskiej o zmianę przepisów.
Miasto pytało też o antykoncepcję dla dzików, ale ani w Polsce, ani w Unii Europejskiej nie ma dopuszczonego do tego środka. Eksperci w miejskim zespole pracują nad zmianami w prawie krajowym i lokalnym. Zajmują się także edukacją mieszkańców, zasadami bezpiecznego współistnienia ludzi i zwierząt oraz projektowaniem infrastruktury, która nie przyciąga dzikiej zwierzyny. Rzeczniczka zapewnia, że odstrzał „był, jest i będzie metodą ostateczną”.
Aktywiści protestują
W poniedziałek 28 września na pl. Bankowym w Warszawie odbył się protest przeciwko uchwale sejmiku mazowieckiego w sprawie eliminacji dzików w stolicy. Organizatorzy zarzucają władzom brak konsultacji z mieszkańcami.
Organizatorzy przekonywali, że masowe zabijanie nie jest rozwiązaniem, bo w miejsce zabitych osobników pojawią się kolejne.
Obejrzyj także: