Reklama
Reklama
Moto

Jak zmarnowano Opla? Nie zaszkodziły mu dwie wojny, w starciu z korporacją może przegrać

Przed wojną bywały lata, gdy co drugi sprzedany w Niemczech samochód był Oplem. W Polsce po 1989 r. potrafił z łatwością wejść do pierwszej trójki najpopularniejszych marek. A teraz jest źle – na tyle źle, że trzeba ratować się zastrzykiem chińskiej technologii.

Tymon Grabowski
Felieton autorstwa: Tymon Grabowski
Dzisiaj 11:30
5 min
(fot. Stellantis Media)

Reklama

  • Zmiany własnościowe bardzo zaszkodziły marce Opel. Niegdyś potęga rynku europejskiego, dziś bez chińskiej technologii może nie przetrwać.
  • Koncern-matka, czyli Stellantis, zapowiedział że skupi się na czterech markach. Inne mogą tylko drżeć o swoją przyszłość.
  • Opel miał swoje wzloty i upadki, ale charakteryzowała go stabilna baza klientów. Niestety, zbyt długo przynosił straty.

Reklama

Zacznę zupełnie nietypowo od tego, że jeździłem kilkoma różnymi modelami samochodów Leapmotor, tj. B10, C10, T03 czy C01 – i były one, mimo mocno chińskiego charakteru, zaskakująco dobre.

Tego samego niestety nie da się powiedzieć o nowych Oplach, które po kilku latach funkcjonowania w strukturach Stellantis stały się, najdelikatniej mówiąc, pozbawione charakteru. Pod maską królują silniki 1.2 Turbo (następca Puretech, o którym pisałem tutaj), a jedyne czym broni się Opel, to atrakcyjne ceny wersji elektrycznych.

Frontera w wersji na prąd kosztuje zaledwie 97 500 zł, ale większy Grandland (elektryczny) został wyceniony już na 170 tys. zł. Naprawdę trudno konkuruje się na rynku, gdy jedyne co masz, to rozpoznawalna marka, ale brakuje ci produktu.


Reklama

Dlatego Opel zostanie wzbogacony o technologię Leapmotor

Mamy obecnie sytuację, gdzie w ramach koncernu Stellantis występują dwie zupełnie różne architektury samochodów elektrycznych: europejska, używana w Oplu, Citroenie, Peugeocie, Fiacie i innych mniejszych markach, oraz chińska, wykorzystywana przez Leapmotor. Dojdzie do ich połączenia w postaci nowych SUV-ów Opla, które przeskoczą na chińską architekturę, lub też, jak kto woli, chińska platforma dostanie europejskie logo i trafi do produkcji na naszym kontynencie. Konkretnie w Hiszpanii, czyli w kraju wyjątkowo przychylnym chińskim wytwórcom samochodów.


Reklama

Na razie plotki mówią o tym, że Oplem miałby zostać kompaktowy Leapmotor B10 – obecnie chyba najatrakcyjniejszy pojazd w ofercie tej marki. Tyle że te plotki to słyszałem już jakiś rok temu i nic od tej pory się nie zdarzyło, poza ekspansją Leapmotora na polski i europejski rynek, co Oplowi raczej nie pomaga.

Na niedawnych targach motoryzacyjnych w Poznaniu pokazano hatchbacka B05 w cenie 106 900 zł za wariant elektryczny – Opel Astra EV zaczyna się od 132 tys. zł. Gdyby, teoretyzując, Leapmotor B05 stał się Oplem Astrą nowej generacji, oznaczałoby to znaczny spadek cen w Oplu, co na pewno przyniosłoby niemieckiemu producentowi nowych klientów. 

Ale jest taki problem, że ktoś musiałby się za to wziąć

Prezes Stellantis Antonio Filosa powiedział ostatnio coś, co zabrzmiało dość groźnie. To tak, jakby stanąć przed klasą pełną uczniów i powiedzieć, że nauczyciel będzie się przykładał do wyników tylko kilkorga najzdolniejszych, a reszta musi sobie jakoś poradzić.


Reklama

Tą czwórką zdolnych są dochodowe marki: Peugeot w Europie, Fiat w Ameryce Południowej, a Jeep i RAM w Stanach Zjednoczonych. Reszta zostaje, ale musi kombinować coś w „drugim obiegu”. Opel nigdy nie był dla Stellantis marką priorytetową ze względu na jego ograniczoną do Europy popularność.


Reklama

Przypomnę tu, że za czasów General Motors Europe, Opel mimo wysokiej sprzedaży nieustająco generował straty. W 2017 r. GM wycofało się z Europy i sprzedało Opla koncernowi PSA Peugeot-Citroen, który uczynił z niego markę dochodową w całkiem krótkim czasie i w roku 2023 udało się ponoć sprzedać 670 tys. aut – zauważalnie więcej niż w 2022 r.

Szkoda tylko, że tak szybko wszystko znowu zaczęło się sypać i w roku 2025 sprzedaż spadła poniżej 400 tys. aut. Opel to nadal druga najpopularniejsza marka Stellantis w Europie – po Peugeocie, przed Citroenem – ale zapewne liczby w arkuszach kalkulacyjnych niedostatecznie się zgadzają i stąd pomysł na potrawę chińsko-niemiecką. 

Opel-Leapmotor prawdopodobnie pojawi się dopiero w roku 2028

Stellantis zamieścił oficjalną informację, z której nie wynika wiele, poza konkretną datą: to rok 2028. Wtedy pierwsze chińsko-niemieckie pojazdy wyjadą z fabryki w Hiszpanii. Ktoś może zapytać: to w jaki sposób one będą niemieckie, skoro skorzystają z chińskiego napędu, a wyprodukuje je hiszpańska fabryka? I tu Stellantis też ma gotową odpowiedź, otóż pojazd zostanie zaprojektowany w Rüsselsheim.


Reklama

Tak, to niewątpliwie sprawia, że będzie niemiecki – kilku niemieckich inżynierów połączy ze sobą gotowe chińskie komponenty i tak powstanie przesiąknięty niemieckością chińsko-hiszpański Opel. 


Reklama

Nie ma już żadnego znaczenia, skąd jest marka samochodów

Volvo EX30 to samochód chiński, podobnie jak Cupra Tavascan. Ople produkujemy w Polsce, podobnie jak Jeepy i Alfy Romeo. Globalny przemysł nie ma już nic wspólnego z krajowym patriotyzmem. Europejska siedziba Stellantis znajduje się w Holandii, kraju któremu zawsze było nie po drodze z produkcją aut osobowych.

Wiele marek próbuje wywołać w klientach wiarę, że jest tak jak było kiedyś: MG określa się jako „angielsko-chińskie”, choć nie ma w nim nic angielskiego poza nazwą. Przywiązanie do marki połączone z przeświadczeniem na temat jej pochodzenia nadal ma swoją wartość sprzedażową. Gdyby je usunąć, producenci musieliby po prostu konkurować ceną, jakością i wyposażeniem. A wtedy Europejczycy mogliby od razu się zwinąć.