Reklama
Reklama
Reklama

Kupili samochody jako inwestycję. Gdy straciły na wartości, pozwali Stellantis

Nabywcy mocnego SUV-a Dodge Durango Hellcat pozwali koncern Stellantis, twierdząc że zostali oszukani – kupili go z przekonaniem, że to nadzwyczaj limitowana seria. Gdy auto po przerwie wróciło do produkcji, jego elitarny charakter trochę zniknął, a to wiąże się oczywiście ze spadkiem wartości.

Silnik Dodge Durango SRT Hellcat.
Silnik Dodge Durango SRT Hellcat. (fot. Fot. materiały prasowe)
  • Amerykańscy inwestorzy w przyszłe klasyki kupili Dodge Durango w wersji Hellcat sądząc, że jest to limitowana do 3000 sztuk edycja.
  • Producent rzeczywiście wstrzymał produkcję po pierwszej serii, ale po dłuższej przerwie ją przywrócił.
  • Inwestorzy ruszyli do sądu, twierdząc że ich „inwestycje” straciły na wartości. 

W każdej reklamie dowolnej formy inwestowania pojawia się słuszne ostrzeżenie: inwestowanie wiąże się z ryzykiem. To nie znaczy, że inwestować w ogóle nie warto, natomiast nie do uwierzenia jest sytuacja, w której inwestor pozywa tego, od kogo kupił towar inwestycyjny, twierdząc że „przestało mu się opłacać”.

A jeśli mowa o trudnych do uwierzenia procesach sądowych, to znaczy, że jesteśmy w USA. Tam właśnie grupa zamożnych klientów wykupiła w 2021 r. niemal wszystkie egzemplarze Dodge'a Durango w 710-konnej wersji Hellcat, uznając że jest to pojazd, którego wzrost wartości jest niemal pewny. Mieli ku temu pewne powody, ponieważ producent tego pojazdu – amerykański oddział koncernu Stellantis – twierdził, że jest to seria limitowana do 3000 sztuk.

Klienci-inwestorzy płacili nawet 114 tys. dolarów za sztukę, obiecując sobie, że za kilka lat sprzedadzą je drożej. 

2021 Dodge Durango SRT Hellcat

Nagle Stellantis zapowiedział drugą serię

W 2023 r. koncern Stellantis stwierdził: „ej, w sumie to skoro ten Durango Hellcat dobrze się sprzedał, to może wyprodukujmy ich jeszcze trochę”.

Reklama
Reklama

Nie składali nikomu przecież obietnicy, że poprzestaną na 3000 sztuk i do końca wszechświata nie powstanie już ani jedna więcej. Może i kiedyś coś takiego im się wymsknęło, ale przecież tylko krowa nie zmienia poglądów, a i co do tego nie można być pewnym.

Gdy Durango Hellcat ponownie pojawił się w salonach, wartość egzemplarzy z 2021 r. zaczęła szybko spadać. Niektórzy nabywcy twierdzili nawet, że mogą odzyskać o 40 tys. dolarów mniej niż wydali, ponieważ pojazd przestał być otoczony aurą niedostępności – można było wejść do salonu i go sobie kupić za ok. 80 tys. dolarów (280 tys. zł). 

Poczułeś się oszukany? Dawaj do sądu, w końcu to USA

Amerykańscy prawnicy zawsze znajdą powód, żeby namówić kogoś na proces sądowy. Tak też się stało w tym przypadku. Zebrano grupę niezadowolonych nabywców-inwestorów i wystosowano pozew zbiorowy przeciw koncernowi Stellantis.

Proces odbył się przed sądem stanowym w Delaware i zakończył się całkowitą przegraną grupy klientów. Sąd zezłomował ich roszczenia, podkreślając, że nie można rozliczać producenta z jego wstępnych zapewnień w sprawie liczby wyprodukowanych sztuk. Jeśli firma zauważyła popyt, to miała prawo przywrócić daną rzecz do produkcji, nie zważając na to, jakie plany mieli pierwsi klienci.

Reklama
Reklama

Użyto wyrażenia, że zapewnienia o serii limitowanej były „prawdziwe w momencie ich składania”, ale nie stanowiły pisemnej gwarancji dla nabywców. Gdyby w umowie sprzedaży zawarto przyrzeczenie utrzymania limitowanego charakteru Hellcata, może i nabywcy coś by ugrali. W tej sytuacji zostali... no, na pewno nie z niczym – Durango Hellcat traci na wartości podobnie jak każde inne auto i obecnie pięcioletnie egzemplarze kosztują ok. 60-70 tys. dolarów. 

W ogóle Durango jest jakimś cudem

Wielki, niezbyt zaawansowany technicznie SUV z paliwożernymi silnikami V6 i V8 pozostaje w ofercie od 2010 r. i z roku na rok cieszy się... coraz większym zainteresowaniem amerykańskich nabywców. W 2025 r. sprzedało się ponad 80 tys. aut.

Wyraźnie widać, że klienci za oceanem nadal poszukują samochodów dużych, mocnych i możliwie prostych technologicznie. Ktokolwiek jeździł po amerykańskich drogach, potwierdzi, że nie ma lepszego wozu na tamtejsze warunki niż duży SUV. Może sobie palić ile chce, byle nikt w nim nie przesadził z komplikowaniem konstrukcji, bo na wybitne umiejętności mechaników nie ma co liczyć. 

Sprawdziłem na stronie Dodge.com: Hellcat jest nadal dostępny

Skonfigurowałem go z ciekawości i skończyłem z ceną poniżej 85 tys. dolarów za samochód z silnikiem 6.2 V8 Supercharger (z kompresorem mechanicznym) o mocy maksymalnej 710 KM. Za niecałe 300 tys. złotych.

Reklama
Reklama

W Europie za te pieniądze nie da się kupić dużego SUV-a, chyba że coś pokroju Skody Kodiaq, ale wtedy mamy silnik 2.0 TSI. Znacznie ponad 300 tys. zł kosztuje Volvo XC90 i też może je napędzać tylko silnik dwulitrowy. Duże SUV-y z V6 czy V8 to już w europejskich warunkach ceny powyżej 500 tys. zł. Trudno się dziwić, że tylu Europejczyków wzdycha w stronę amerykańskiej motoryzacji – a Amerykanie jeszcze narzekają, że ich 710-konne Hellcaty nie zarobiły tyle, ile miały. 

Co następne? Flipperzy mieszkań będą pozywać deweloperów, że budują za dużo domów? 

Reklama
Reklama