Sejm, Senat i prezydent zadziałali jak jeden, sprawnie naoliwiony mechanizm. Pakiet „Ceny Paliw Niżej” (CPN), ochrzczony przez premiera Donalda Tuska nostalgicznym skrótem, stał się faktem. Obniżka VAT do 8 proc. i akcyzy do unijnego minimum ma zdjąć z litra paliwa około 1,20 zł.
Drożyzna na stacjach paliw. Polacy mówią, czego oczekują od rządu
To dobra wiadomość dla kierowców, którzy już niebawem, pewnie jeszcze przed świętami powinni zobaczyć na stacjach niższe ceny. Jednak dla obserwatora sceny politycznej ciekawsze od tego, co w baku, jest to, co wydarzyło się w przy Wiejskiej i w Pałacu Prezydenckim.
Widok prezydenta podpisującego rządową nowelizację niemal „w locie” ( na pokładzie samolotu do USA), wywołał u wielu niedowierzanie. Czy to koniec szorstkiej przyjaźni? Czy topór wojenny między rządem a głową państwa został ostatecznie zakopany w imię wyższych racji?
Nie miejmy złudzeń.
To nie trwała zmiana, a klasyczny polityczny miraż. Współpraca na linii prezydent–premier w sprawie pakietu CPN była wymuszona przez jeden, najsilniejszy czynnik w demokracji: instynkt przetrwania.
Gniew ludu
Gdy cena paliwa puka do granicy 10 zł, ideologiczne spory stają się dla przeciętnego wyborcy abstrakcyjnym hasłem. A gniew ludu uderza w całą klasę polityczną.

