Reklama
Wojsko

Polskie super-drony. Mamy „żądła”, ale nie mamy skali

To nie jest tak, że nie mamy polskich technologii dronowych. Nie jest też tak, że nie mamy polskich firm prywatnych oferujących super-bezzałogowce. W szeregach Wojska Polskiego są oficerowie stojący murem za dronizacją naszej armii. Prawie wszystko, czego potrzeba do polskiej rewolucji dronowej, mamy. Jedyne, czego nam brakuje, to efekt skali. A do tego potrzebne jest zielone światło od polityków.

Michał Bruszewski
Opinia autorstwa: Michał Bruszewski
Dzisiaj 10:57
11 min
Polskie super-drony. Mamy „żądła”, ale nie mamy skali (fot. RafalKozak/zoom.mon.gov.pl/zero.pl/TKHTechnology/wbgroup.pl/ala.com / RafalKozak/zoom.mon.gov.pl/zero.pl/TKHTechnology/wbgroup.pl/ala.com)
TYLKO NA

Polska ma „żądła” do ewentualnej wojny dronowej, ale potrzeba większej determinacji elit politycznych, by ilość i rozwój technologii dronowych poparto realnymi działaniami oraz finansowaniem na odpowiednią skalę. Zacznijmy od omówienia polskich dronów do misji strategicznych, czyli rażenia celów na ok. tysiąc kilometrów i więcej. Dlaczego to takie ważne?

Uważam, że Polska doktryna obronna powinna zawierać element odstraszania w postaci istniejących zdolności do wystrzeliwania tysięcy dziennie takich tanich dronów oraz tańszych wersji pocisków manewrujących, ponieważ jestem zwolennikiem przenoszenia ciężaru ewentualnej wojny na terytorium przeciwnika.

Warto wykorzystać drony w myśl słów gen. George’a Pattona, że „wojna nie polega na tym, aby to nasi żołnierze ginęli, ale żołnierze wroga”, a zasięg strategiczny polskich bezzałogowców ma być przestrogą, że jeżeli zaatakujesz Polskę, licz się z tym, że tysiąc dronów dziennie spadnie na Twoje fabryki, rafinerie, zakłady zbrojeniowe i koszt tej wojny będzie tak potwornie duży, że ma to się po prostu nie opłacać. Nikt w Polsce nie chce wojny, a wspomniany element odstraszania ma widmo wojny od nas odsunąć jeszcze dalej. 

Zwłaszcza, że w piątek 11 września Wojsko Polskie przeprowadziło testy dronów dalekiego zasięgu (ang. Deep Precision Strike). Wyznaczono specjalne korytarze w naszej przestrzeni powietrznej do sprawdzenia możliwości technicznych polskich bezzałogowców na większy dystans.

Reklama
Reklama

Tutaj warto wyszczególnić kilka polskich dronów.

Na tegorocznym Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w hali Polskiej Grupy Zbrojeniowej imponująco prezentował się FlyFocus Striker. W wersji z silnikiem tłokowym może osiągnąć zasięg do 1000 km, więc jest wyciąganiem wniosku ze skutecznych dronowych nalotów Ukrainy na rosyjską infrastrukturę.

Striker może zabrać maksymalną głowicę ważącą 60 kg. Co ciekawe, ma niską powierzchnię odbicia radarowego. Działa w pełni autonomicznie, korzystając z autorskich algorytmów nawigacji w fazie przelotu. Jest owocem prac firmy FlyFocus i m.in. Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych (ITWL). Może mieć także napęd odrzutowy. Nieprzypadkowo Strikerem jest żywo zainteresowane Ministerstwo Obrony Narodowej.

Reklama
Reklama

Na drugim miejscu warto wskazać „polskiego Shaheda”, czyli projekt PLArgonia, o nazwie Hornet, czyli Szerszeń. Nazwa może być myląca, bo Hornet to ukraińsko-amerykański dron, nie wyglądający akurat jak Shahed, który autonomicznie razi cele na rosyjskich tyłach. Dlatego ja używam nazwy Pelargonia. Do jego produkcji powstało konsorcjum Grupy Boryszew oraz ITWL o nazwie „Hornet – Polskie Drony”. Polski Shahed, ma mieć docelowy zasięg 900 km.

Przypomnijmy, że Shahedy to irańskie bezzałogowce, w tym ten najbardziej charakterystyczny, czyli Shahed-136, które Rosja pozyskała do masowych ataków przeciw Ukrainie, Rosja produkuje obecnie własne Shahedy – rodziny Geran, a Geran-4 i Geran-5 to drony z napędem odrzutowym. A Geran-5 nie przypomina już nawet pierwotnego Shaheda.

Absolutnym rekordzistą w tym gronie jest bezzałogowiec „Husaria” od ALA.com. Husaria A1 to wielozadaniowa amunicja krążąca o napędzie śmigłowym. Ten dron ma zasięg 1600 km, a także wersję z silnikiem turbo-odrzutowym. Husaria ma różne warianty, w tym, co ciekawe jako statek-matka przenoszący drony-interceptory tej samej firmy o nazwie „Pika”.

"Husaria" na stanowisku ALA.com (fot. Michał Bruszewski / Kanał Zero)

Hybrydą między dronem, a pociskiem manewrującym jest projekt Grupy WB o nazwie „Lanca”. Osobom co rok odwiedzającym MSPO w Kielcach wiele mówi głośna koncepcja drona Warmate 50 sprzed kilku lat o zasięgu 1000 kilometrów. Projekt ewoluował w stronę „polskiego Tomahawka”, czyli rodzimego pocisku manewrującego. Lanca ma charakteryzować się zasięgiem operacyjnym.

Polskie turbo-odrzutowe drony

Za chwilkę wrócimy do grupy WB, ale najpierw warto omówić rodzinę dronów MTJD (Modular Turbo Jet Drone), ponieważ w cieniu głośnych projektów firma TKH Technology tworzy przyszłościowy projekt, który daje Polsce kompetencje do własnej linii turbo-odrzutowych silników.

Reklama
Reklama

MTJD jest modułową platformą powietrzną o charakterze dual-use przeznaczoną do konfiguracji pod różne zadania cywilne i wojskowe. Najbardziej znany wariant tego drona MTJD-15 ma deklarowany zasięg do 1000 km, ładowność do 15 kg i prędkość przelotową ponad 600 km/h. Jako Polska mamy potencjał do stworzenia bezzałogowca lepszego niż ukraiński dron Pekło (czyli Piekło), napędzany silnikiem turbo-odrzutowym.

W tej części felietonu muszę oczywiście wymienić Gladiusa 2 od grupy WB – to charakterystyczny system rozpoznawczo-uderzeniowy używany przez Wojsko Polskie.

Premierę na tegorocznym MSPO miał Gladius 2, czyli turbo-odrzutowa wersja bezzałogowca z cechami „stealth”. Jest zdolny do lotu na bardzo niskim pułapie, jego prędkość, niska wykrywalność oraz inne cechy sprawiają, że będzie bardzo trudnym celem dla obecnie stosowanych antydronów – interceptorów. Gladius 2 ma zasięg powyżej 300 km.

W mojej opinii zmiana rosyjskiej taktyki na coraz częstsze turbo-odrzutowe bezzałogowce nie oznacza całkowitego wyparcia dronów śmigłowych, ponieważ używanie dronów ma sens, gdy mowa o dużej skali wystrzeliwania bezzałogowców. Prawdopodobny scenariusz w przyszłości to miks obu rodzajów bezzałogowców, ponieważ śmigłowe drony są relatywnie tańsze i atakujące w rojach i dużych ugrupowaniach, są wykorzystywane w tzw. taktyce saturacyjnej.

Reklama
Reklama

Co to oznacza? Saturacja ma na celu wstrzelenie tak wielu środków napadu powietrznego w przestrzeń powietrzną, że obrona przeciwlotnicza jest przeciążona i musi wybierać poszczególne cele, gdyż nie jest w stanie zestrzelić wszystkich. To właśnie robią Rosjanie na ukraińskim niebie w sposób terrorystyczny dokonując kolejnych nalotów, dlatego tym bardziej trzeba być przygotowanym na walkę z dronami o różnych napędach.

Polskie taktyczne drony

Prawdziwą skalę współczesnej wojny dronów widzimy wszelako na podstawie używania głównie dronów-kamikaze FPV. To one robią skalę setek tysięcy, a nawet milionów.

Przypomnę, że Rosjanie chcą produkować rocznie między 5 a 7 mln dronów różnych klas. I tutaj mamy prawdziwy pojedynek „miecza i tarczy”. Ukraińcy zaczęli stosować masowo drony FPV, Rosjanie zaczęli je zagłuszać, więc zaczęto masowo stosować drony na światłowodzie, które następnie strącano specjalną amunicją.

Kolejny krok – wprowadzono tzw. żduny, czyli drony które osiadają na tyłach, w trawie, wchodzą w stan uśpienia i czekają na cel. Wojna dronów przechodzi ciągłą ewolucję, co musimy bacznie obserwować. Zdjęcia żołnierzy w charakterystycznych goglach FPV (First Person View) nikogo już nie dziwią. Ukraińcy notują miesięcznie ok. 200 tys. trafień za pomocą swoich dronów.

Reklama
Reklama

Ale jeżeli masowo używane są bezzałogowce taktyczne FPV to potrzebujemy tysięcy operatorów. I tutaj należy pochwalić zwłaszcza polską młodą kadrę oficerską w Wojsku Polskim, bo to z ich inicjatywy powstają specjalne pododdziały i ośrodki szkoleniowe dla polskich operatorów dronów. Jednym z takich ośrodków jest VESPA w 1. Warszawskiej Brygadzie Pancernej.

Jednym z polskich dronów FPV jest FF10 Punktor od firmy FlyFocus. Mały bezzałogowiec może być sterowany radiowo lub poprzez światłowód. Może przenosić ładunek do 3 kg, lata z prędkością ponad 100 km/h. Jest dostosowany do ładunków produkowanych przez polskie firmy. Wartym odnotowania jest także projekt Hydra od firmy UMO. To cały zestaw dronów FPV.

Drony lądowe i nawodne

Od początku roku na Ukrainie ponad 60 tys. misji wykonały drony klasy UGV, czyli Unmanned Ground Vehicle – drony lądowe, drony jeżdżące. Choć widok lądowych dronów do tej pory kojarzył się wielu osobom z filmami s.f. o droidach to współczesne pole walki sprawiło, że stają się codziennością. Kijowska defilada dronów unaoczniła, że ważnym elementem współczesnego pola bitwy są także drony lądowe.

Drony UGV służą do transportu zaopatrzenia, ewakuacji rannych, a nawet walk jako platformy uzbrojone w broń maszynową. Kijów wykorzystuje te platformy by zaoszczędzić życie swoich żołnierzy – kierowców, którzy mieliby dostarczyć zaopatrzenie, medyków wyciągających rannych z pola walki, których mogłyby razić drony FPV, a nawet żołnierzy ze stanowiskami karabinów maszynowych.

Reklama
Reklama

W Polsce mamy całą masę modeli dronów lądowych od instytucji państwowych i prywatnych.

Ale drony nie tylko jeżdżą, ale także pływają. Bo kolejnym wnioskiem z wojny rosyjsko-ukraińskiej są walki na Morzu Czarnym.

Jeden z rosyjskich okrętów patrolowych wszedł do rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w 2022 r. a już dwa lata później tonął w okolicach Cieśniny Kerczeńskiej. Wielokrotnie nękany przez drony morskie Ukrainy, w końcu trafiony przez pięć bezzałogowców Magura V5 został zatopiony.

Drony USV, czyli Unmanned Surface Vevicles (bezzałogowe pojazdy nawodne) są zmorą rosyjskiej floty wojskowej i tzw. floty cieni szmuglującej surowce do omijania sankcji. Swoje drony nawodne przetestował także Pentagon w walkach z Iranem. Dlatego także z tej domeny morskiej warto wyciągnąć wnioski.

Z UGV i USV warto wymienić projekt PIAP Hunter. To duża – jak na UGV – platforma. Jeśli ktoś widział drony lądowe w akcji ten wie, że muszą mieć swoją masę, ponieważ jeśli są zbyt lekkie to po prostu zagrzebią się w piachu.

Hunter to bezzałogowy pojazd lądowy przeznaczony do patrolowania i wsparcia ogniowego dla lekkiej piechoty lub ochrony zmotoryzowanych wojskowych kolumn. W jednej z wersji testowano go z wieżą ZMU-03 z ciężkim karabinem maszynowym kal. 12,7 mm i wyrzutnią granatów dymnych. Sieć Łukasiewicz stworzyła całą serię dronów lądowych. Oczywiście bardzo ważne są także platformy gąsienicowe.

Warty uwagi jest także StormRider – to bezzałogowa nawodna jednostka rozpoznawczo-uderzeniowa, zaprojektowana do zadań w środowisku morskim i przybrzeżnym. Dron może działać samodzielnie lub w ramach wspólnej operacji z siłami okrętowymi, zwiększa tym samym zdolności w zakresie rozpoznania, patrolowania i ochrony strategicznych akwenów.

Interceptory

Rosjanie wprowadzają odrzutowe bezzałogowce, więc zgodnie z wyścigiem i pojedynkiem „miecza i tarczy”, obecnie Ukraińcy wprowadzają do armii drony przechwytujące o napędzie odrzutowym. Przykładowym interceptorem jest Alexia Spatium.

Reklama
Reklama

Dlatego bardzo dobrze, że Polska ma kompetencję do rozwoju własnych silników turbo-odrzutowych i tworzy swoje interceptory, ponieważ daje to zdolności do budowy antydronów o takim napędzie w przyszłości.

I tak jak odrzutowy dron jest tańszym zamiennikiem rakiety bojowej, tak odrzutowy interceptor jest tańszym zamiennikiem drogiej przeciwrakiety. Zasadą przechwytującego drona jest przecięcie lotu wrogiego drona, wybicie go z trajektorii lotu, a w przypadku ładunków wybuchowych nawet zniszczenie go.

Na MSPO w Kielcach zaprezentowano Interceptora od Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2. Polski Interceptor ma prędkość maksymalną – 350 km/h i pułap 4 km. 

Jeżeli przeglądacie materiały wideo z wojny rosyjsko-ukraińskiej to na pewno zauważyliście przenośne interceptory. Jednym ze stosowanych na tej wojnie systemów jest rosyjska „Yolka”. Żołnierz, który na co dzień jest uzbrojony w karabin, dostaje interceptor, który wystrzeliwuje w niebo.

I to, co zainteresowało ukraińskie media, na tegorocznym MSPO, to polski poręczny interceptor MAKO X1. Serwis branżowy militarnyi.com poświęcił mu nawet osobny artykuł. To owoc współpracy prywatnej firmy Blackfish i WZL-2.

Podsumowując: polskie firmy mają do zaoferowania całe spektrum bezzałogowców. Polak potrafi. Wystarczy dać mu rozwinąć śmigła, to znaczy skrzydła. A za jakiś czas warto sprawdzić, ile ze wspomnianych dronów – lub podobnych bezzałogowców – i w jakiej ilości, trafiło na uzbrojenie Wojska Polskiego.

Źródło: Zero.pl
Michał Bruszewski
Michał BruszewskiDziennikarz