Moto

Prezydent Krakowa robi odważny krok w sprawie parkowania. Jest to krok w tył

To chyba słaby czas, żeby być Aleksandrem Miszalskim. W obliczu szybko rosnącej liczby podpisów w sprawie referendum o odwołanie prezydenta Krakowa podejmowane są rozmaite działania, mające zatrzeć złe wrażenie z ostatnich miesięcy rządów. Tym razem przywrócono mieszkańcom prawo do darmowego parkowania w niedzielę.

Tymon Grabowski
Felieton autorstwa: Tymon Grabowski
19 lutego
4 minuty
(fot. Longfin Media / Shutterstock)

Reklama

  • Zaledwie niecałe trzy tygodnie temu w życie weszło zaostrzenie zasad strefy płatnego parkowania w Krakowie.
  • Prezydent Krakowa czuje się jednak nieswojo w związku ze zbliżającym się referendum.
  • Poza zapowiadaną korektą strefy czystego transportu, luzuje też zasady parkingowe dla mieszkańców. 

Reklama

„Poszliśmy o jeden krok za daleko” – napisał na swoim profilu na Facebooku prezydent Krakowa Aleksander Miszalski, odnosząc się do ostatnich zmian w strefie płatnego parkowania. Przypomnę, że poza wydłużeniem godzin działania strefy płatnego parkowania wprowadzono też szereg drobniejszych zmian, w tym na przykład płatne parkowanie we wszystkie niedziele poza handlowymi obowiązuje w podstrefie A – wcześniej było darmowe. Ciekawe ile miasto zdążyło zarobić na płatnym parkowaniu w niedzielę, zanim się z niego częściowo nie wycofało. Prezydent właśnie złożył projekt poprawki do uchwały o strefie płatnego parkowania, żeby mieszkańcy parkowali jednak w podstrefie A za darmo, płatne parkowanie pozostanie bez zmian dla przyjezdnych, czyli bez Karty Krakowskiej. Niewielka, wręcz kosmetyczna zmiana, raczej bez większego znaczenia dla mieszkańców czy ich portfeli. 

Ma to jednak pokazać, że prezydent myśli o mieszkańcach

Nie o przyjezdnych czy turystach, ale o swoich wyborcach. Udało się to dość składnie przekazać na profilu prezydenta Miszalskiego, niestety niektóre osoby powiązane z prezydentem rozpędziły się i przekleiły brief otrzymany pewnie z działu kontaktów z mediami, stąd na Facebooku można było przeczytać takie kwiatki jak „komunikujemy z hasztagiem WielkaKorekta”, jak na zdjęciu poniżej. Zdarza się, ale w Krakowie ostatnio częściej. 

Zrzut ekranu z profilu na Facebooku. Edyta Nowak to radna miasta Krakowa. 


Reklama

Wypada też skomentować sprawę zwolnionego dyrektora ZDM Łukasza Franka. Wbrew temu, co napisano na kilku krakowskich profilach, nie został on przywrócony do pracy. Prawdziwy jest film, w którym jeszcze–dyrektor Franek wchodzi do budynku ZDM, gdzie witają go gorące oklaski pracowników. To bardzo miły gest podziękowania, ale niczego nie zmienia w tej sytuacji. Wypowiedzenie trwa w tym przypadku trzy miesiące, jednak stanowisko dyrektora Łukasz Franek już zwolnił. Nie byłem jego fanem, raczej reprezentujemy dwie różne strony ideologicznego sporu, ale nadal uważam, że padł on ofiarą poszukiwań kozła ofiarnego, na zasadzie „kogo by tu zwolnić, żebym dobrze wypadł” (te słowa zapewne wypowiedział prezydent Miszalski, tyle że nie publicznie). 


Reklama

Tymczasem nadal zbierane są podpisy pod referendum

Inicjatorzy chcą zebrać ich 100 tysięcy. Obecnie przekroczono 60 tys., a 70 tys. jest już w bliskim zasięgu. To liczba, która pozwoli już naprawdę przeprowadzić referendum odwoławcze prezydenta Krakowa. Jedyna jego nadzieja nie leży już w korektach strefy czystego transportu ani płatnego parkowania. Może tylko liczyć na brzydką pogodę i nędzny udział mieszkańców niepozwalający uznać referendum za ważne. Albo wymyślić jakiś inny sposób, jak odciągnąć społeczeństwo od chęci głosowania. 

W Warszawie też dzieją się dziwne rzeczy

Widać jak na dłoni, że nadmierne ciśnięcie tematu strefy czystego transportu budzi opór społeczny. Nagle Warszawa zapowiada, że będzie zaostrzała kontrolę i wprowadzała system kamer monitorujących wjazd do SCT. Radni odrzucają rozsądną propozycję PiS, żeby uchwała o SCT nie obowiązywała w Warszawie pojazdów zarejestrowanych przed jej wprowadzeniem.

Można powiedzieć, że rada i prezydent Warszawy pędzą na zderzenie ze ścianą: w 2028 r. w Warszawie zaczną obowiązywać takie same normy jak w Krakowie (Euro 4 dla benzyny, Euro 6 dla diesla), ale również dla mieszkańców. A potem będą one stopniowo zaostrzane, więc nie wystarczy kupić sobie auta spełniającego normy, bo za dwa lata stanie się bezużyteczne.

Radni wydają się całkowicie nie widzieć gniewu, jaki spadnie na nich przez tak restrykcyjne przepisy. Prezydent Rafał Trzaskowski też może pewnego dnia wsiąść na rower i zacząć pedałować do tyłu, tak jak właśnie czyni to jego krakowski koleżka.