Reklama
Reklama
Moto

Czy konserwator zabytków uratuje ulicę Kruczą w Warszawie? Na razie czeka ją koszmar

Gdy pierwszy raz zobaczyłem wizualizację zmian ulicy Kruczej w Warszawie, miałem wrażenie, że to żart – choć to nawet nie był prima aprilis. Za to pierwszego kwietnia układ urbanistyczny ulicy został objęty ochroną konserwatora zabytków, co ma szansę pierwotny projekt nieco uspokoić. Dlaczego plany przebudowy Kruczej to antymiejski horror? Już wyjaśniam, choć uwaga, wyjaśnienie może być długie.

Tymon Grabowski
Felieton autorstwa: Tymon Grabowski
Wczoraj 20:34
11 min
Dinozaury na Kruczej - tego brakuje w oficjalnej wizualizacji, więc dodało je AI. (fot. AI)

Reklama

  • Od dłuższego czasu zapowiadano wielką „przebudowę” ulicy Kruczej w centrum Warszawy. Po przebudowie nie byłaby już właściwie ulicą.
  • Projekt był absurdalny, ale w pełni zgodny z dotychczasowymi planami turystyfikacji Śródmieścia na wzór krakowski.
  • Wojewódzki konserwator zabytków, na wniosek mieszkańców, objął układ urbanistyczny Kruczej wpisem do rejestru zabytków. Miasto twierdzi, że prace i tak ruszą. 

Reklama

W 2023 r. zabrałem moje potomstwo do stolicy Czech na świąteczny jarmark. Na dzień przed końcem roku staliśmy na głównym placu starego miasta, konsumując coś słodkiego w tłumie ludzi. Jednak gdy szliśmy tam wzdłuż ładnie utrzymanych kamienic, już po zmroku, od strony stacji Muzeum przez plac Wacława, jedna rzecz zwróciła moją uwagę: w żadnej z kamienic nie paliło się światło. Tu wszyscy są, ale nikt tu nie mieszka – tak można najkrócej scharakteryzować starą część Pragi.

W Warszawie konsekwentnie idziemy w tym samym kierunku

Kroczki są czasem małe, czasem ogromne jak „nowe centrum Warszawy” realizowane w okolicach ulicy Zgoda. Prace nawet się jeszcze nie zakończyły, a aktywiści już płaczą ze szczęścia, jak ogromnym sukcesem jest zasypanie tunelu pod ulicą Marszałkowską czy wyznaczenie przejścia dla pieszych, aby turyści mogli łatwiej dojść z dworca centralnego w stronę ul. Nowy Świat. Wszystkie te zmiany mają na celu łatwiejszą „konsumpcję przestrzeni”. Miasto dzięki nim staje się ładniejsze i przyjaźniejsze jako obiekt, który chcesz odwiedzić i odhaczyć w swoim zeszycie pod hasłem „city break w Warszawie”. Pod tym względem rzeczywiście stolica Polski ma sporo do nadrobienia w porównaniu z Pragą czy nawet Krakowem – na turystyce dobrze się zarabia, centra miast i tak przeważnie nie nadają się do mieszkania i trwa intensywny proces ich wyludniania, więc władze tę przestrzeń przeznaczają pod turystykę. Mogą nawet w tym celu położyć na chodniku ogromne jajo. 

Przekrój ulicy Kruczej po „rewitalizacji”. (fot. UM Warszawa)


Reklama

Jednak ulica Krucza była trochę inna

Powojenny układ ulic centrum Warszawy to sporo szerokich arterii o dużym znaczeniu komunikacyjnym. Kto pamięta, że przed wojną nie było nawet prostej drogi ze Śródmieścia na Żoliborz i trzeba było kluczyć po wąskich uliczkach? Kto pamięta, jak wąska była Marszałkowska przed rokiem 1945?


Reklama

Po wojnie planowaniem ulic zajmowały się władze stalinowskie, mając na uwadze ewentualne potrzeby przemarszu wojsk w razie wybuchu kolejnej wojny, stąd zabytkowy układ pełen wąskich uliczek znikł na rzecz ulic o dużym przekroju. Krucza po wojnie została zbudowana od nowa jako „ulica ministerialna” – powstały gmachy państwowe, efektowny Grand Hotel Orbis i budynki mieszkalne. Swój obecny kształt Krucza zyskała mniej więcej w roku 1960. I przez 66 lat nikomu specjalnie nie przeszkadzała, będąc użyteczną ulicą komunikacyjną od placu Zbawiciela do skrzyżowania z alejami Jerozolimskimi. 

Ale komunikacyjna funkcja ulic to przeżytek, przynajmniej zdaniem władz miasta

Ulica, którą faktycznie można dokądś dojść lub dojechać, bywa najczęściej nazywana „komunikacyjnym ściekiem”. Teraz w modzie jest to, aby ulica służyła nie do przemieszczania się, a do przebywania na niej. Dokładnie taki plan wdrożono dla Kruczej. W założeniu po przebudowie miała przypominać barcelońską La Ramblę. Jest to zresztą wzorzec dla bardzo wielu „renowacji” – co i raz czytam, że gdzieś tam powstanie coś na wzór La Rambli. W przypadku Kruczej oznaczałoby to powstanie parku pośrodku jezdni otoczonego przez dwa wąskie pasy ruchu. Ulica w swoim pierwotnym założeniu przestałaby istnieć i stałaby się tzw. miejscem docelowym, czyli kolejnym magnesem turystycznym. Jej celem byłoby, aby przybywali tam ludzie niemieszkający w okolicy i wydawali tam pieniądze na jedzenie czy alkohol w okolicznych lokalach – lokalach, które w naturalny sposób zastąpią istniejące tam sklepy czy punkty usługowe (już dziś wielu ich nie ma). 

Takie moje pytanie do ZDM Warszawa. (fot. ZDM Warszawa)


Reklama

Czy chciałbyś mieszkać w takim miejscu?

Spokojnie, takiego pytania nikt mieszkańcom Kruczej nie zadał. Miasto nie przeprowadziło konsultacji w sprawie tego projektu, uznając, że po pierwsze – na konsultacje i tak mało kto przychodzi, a po drugie – ich wynik to tylko kłopot. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby zdać sobie sprawę, że konsultacje z mieszkańcami w sprawie „zrobimy wam z ulicy imprezownię” zakończyłyby się miażdżącym sprzeciwem. Pewnie zauważono, że w ramach konsultacji w sprawie SCT w Szczecinie ok. 95 proc. głosów było przeciw, co aż zmusiło lokalny oddział „Wyborczej” do stwierdzenia, że „grupa stu kilkudziesięciu osób to nie głos miasta”, a osoby te „robią dużo krzyku”. Jeśli nie robisz konsultacji, nie musisz martwić się o ich rezultat. 


Reklama

Oficjalna wizualizacja od ZDM. Ależ zielono! (fot. ZDM Warszawa)

Wróćmy jednak do pytania z początku tego akapitu. Ludzie w naturalny sposób przywiązują się do miejsc, w których mieszkają. Trudno znaleźć kogoś, kogo całkowicie nie obchodzi okolica, sąsiedzi, bliskość sklepów i żyje w zupełnym oderwaniu od otoczenia. Krucza w swojej nowej wersji byłaby czymś w rodzaju ulicznego airbnb – to tak, jakby mieszkać w parku rozrywki. W takich miejscach nie istnieje żadna społeczność, większość lokali mieszkalnych – o ile w ogóle funkcjonuje – to wynajmy krótkoterminowe, które działają najczęściej w weekendy. 

Ratusz Warszawy został przeżarty przez aktywistyczne ruchy

Za projekt Nowego Centrum Warszawy odpowiada pełnomocnik prezydenta Michał Lejk, od lat mający znaczny wpływ na kształt stolicy. Jego działania to „doskonalenie społecznej, biznesowej i kulturalnej atrakcyjności tej części Warszawy”. Nie miałbym nawet nic przeciwko nim, gdyby nie jawne kłamstwo, jakim jesteśmy stale karmieni – o rzekomym „oddawaniu miasta mieszkańcom”. Odbiera się je głównemu wrogowi, jakim są tranzytowo przejeżdżający kierowcy samochodów (nie-ludzie) i przekazuje mitycznym „mieszkańcom”, którzy jednak nigdy się nie materializują jako postulujący tego typu zmiany. Jest wręcz przeciwnie – rzeczywiści mieszkańcy takim zmianom są głęboko przeciwni, tyle że nie mają tendencji do wykrzykiwania swojego niezadowolenia na protestach. Zamiast tego po prostu się wyprowadzają.


Reklama

Żadna dzielnica Warszawy nie wyludnia się w takim tempie jak Śródmieście – w latach 2010-2021 liczba mieszkańców spadła ze 124 do 102 tysięcy, nie ma innej dzielnicy o tak dużym ubytku (dane Stołecznego Urzędu Statystycznego). Ale za to wizualizacje są ładne – jest na nich zawsze zielono, trwa wieczna wiosna i ludzie spontanicznie spędzają czas na ulicy. Rozumiecie, sami wychodzą ze swoich przestronnych mieszkań w centrum, żeby posiedzieć na zewnątrz. Ktoś może przeoczył, że mentalność polska i śródziemnomorska nieco się różni. Ciekaw byłbym popularności odnowionej ulicy Kruczej w lutowy wieczór. 


Reklama

Niedawno wyborcza.pl zamieściła artykuł z pytaniem: jak zatrzymać turystyzację centrum Warszawy?

To dość zadziwiające pytanie w obliczu tego, że od ok. 20 lat bezustannie trwają prace, których celem jest turystyzacja centrum Warszawy – na różną skalę, ale nigdy nie ustają. Problem polega na tym, że nie da się mieć okolicy zarówno turystycznej, jak i realnie zamieszkałej z żyjącą społecznością. Miejsca, w których ludzie chcą mieszkać, są przeciwieństwem turystycznej atrakcyjności, a otoczenie nie jest ani piękne, ani łatwo konsumowalne. Zadziwiającym zbiegiem okoliczności osiedla zyskujące mieszkańców (lub przynajmniej utrzymujące ich liczbę) to dość powtarzalne układy budynków przetykane sklepami, parkingami i czasem szkołami. Turyści nie przyjeżdżają na Targówek Mieszkaniowy, bo nie ma tam nic do oglądania, za to dobrze się tam mieszka. 

Turystyka jest czynnikiem, który negatywnie wpływa na lokalne więzi. Miasto co roku wlewa coraz więcej turystów do Śródmieścia, jednocześnie twierdząc, że robi to dla dobra mieszkańców. Jak ponury trolling brzmi tu porównanie planów przebudowy Kruczej do Barcelony – miasta zniszczonego przez turystykę, którego mieszkańcy aktywnie protestują przeciwko napływowi milionów „citybreakerów”. W Barcelonie mieszka 1,62 mln ludzi, rocznie odwiedza ją 26 mln turystów. Hotele, restauracje i atrakcje turystyczne zarabiają, zwykli mieszkańcy mają tłok, hałas i horrendalne ceny, zwłaszcza nieruchomości.

Konserwator ramię w ramię z mieszkańcami

Wojewódzki konserwator zabytków wpisał Kruczą do rejestru na wniosek 600 mieszkańców. Ktoś z tej grupy musiał mieć dobry pomysł, żeby zainteresować sprawą WKZ. Miasto chyba się trochę zdenerwowało, bo sam prezydent Rafał Trzaskowski podczas konferencji prasowej powiedział „wyjaśniamy to z konserwatorem”. Konserwator oczywiście twierdzi, że jego decyzja nie była ideologiczna ani polityczna, ale wygląda to całkiem odwrotnie – jak próba zatrzymania koszmarnego projektu, który zamieni ulicę w długi, imprezowy plac, odbierając jej pierwotną funkcję komunikacyjną.


Reklama

Oczywiście miasto z planów rezygnować nie zamierza, przy okazji odtrąbiając też kolejne sukcesy, jak np. zazielenienie ulicy Sienkiewicza (czytaj: likwidację wszystkich miejsc parkingowych) lub planując utrzymaną w podobnym duchu przebudowę ulicy Wileńskiej na Pradze – po jej wykonaniu również i ten ciąg (przepraszam, „ściek”) komunikacyjny stanie się bezużyteczny dla ruchu kołowego. Twórcy tych pomysłów cieszą się, że za ich sprawą miasto ładnie wygląda i choć staje się bezużyteczne, to przez tych kilka tygodni w roku prezentuje się pięknie. Trwa to kilka miesięcy od zakończenia prac, potem wszystko popada dość szybko w ruinę lub okazuje się zupełnie zbyteczne. 


Reklama

Dlaczego o tym piszę? Przecież ja zwykle wywnętrzam się o motoryzacji

Oczywiście to prywatny samochód jest tym największym złem, z którym się walczy – turyści wszak samochodów nie potrzebują. A mieszkańcy? Pewnie woleliby własne auto mieć niż nie mieć, ale aktyw ma na to gotową odpowiedź: skoro mieszkają w centrum, to samochód jest im zbyteczny, bo przecież jest świetna komunikacja zbiorowa i w dodatku wszędzie mają blisko. Prawda jest zupełnie inna: komunikacja zbiorowa może przewieźć nas po mieście, ale czy zawiezie nas na wieś, na wycieczkę tam, dokąd chcemy się wybrać? Nie ma przecież obowiązku używania samochodu do codziennej jazdy po mieście, niektórzy chcą nim jeździć tylko w trasy. Ponadto mieszkanie w turystycznej okolicy nie jest żadną nagrodą, ani też wcale ze Śródmieścia Warszawy nie jest „wszędzie blisko”. Blisko jest jedynie do drogich restauracji dla cudzoziemców. Mamy więc sytuację, gdy oczekuje się, że ludzie spontanicznie będą chcieli mieszkać w turystycznym skansenie przy horrendalnie drogich nieruchomościach, braku miejsc parkingowych i słabej w sumie infrastrukturze handlowo-usługowej. I w odpowiedzi na to miasto proponuje zamianę kolejnej ulicy na imprezowy deptak, a konserwator zabytków odpowiada „nie tak szybko, dobra?”. 

Procesu turystyfikacji zatrzymać się nie da

Centrum miasta nie jest nikomu potrzebne, co udowadnia moja ostatnia wizyta w Chinach. Tamtejsze miasta, zbudowane w ciągu ostatnich 40 lat, nie mają typowego centrum ze starówką, ewentualnie zdarza się jakiś „urban village” jako atrakcja turystyczna, ale nie w stylu typowym dla Europy. Przy metodach szybkiego transportu takich jak pociąg, metro czy samochody, miasto w stylu „słonecznym” to przeżytek, lepiej sprawdza się konurbacja. czyli zespół miast połączonych ze sobą autostradami i torami. Dlatego też nie mam zamiaru płakać za centrum Warszawy (choć to moja rodzinna okolica) i zgadzam się, że kierunek turystyczny jest tu jedynym sensownym. Wolałbym jednak, aby urząd miasta mówił o tym wprost, a nie twierdził, że „oddaje miasto ludziom”, jednocześnie przerabiając kolejną ulicę na wybieg dla turystów.

Po cichu liczę na to, że decyzja konserwatora albo wstrzyma prace nad Kruczą na dłuższy czas, albo zmusi do znaczącej rewizji absurdalnego projektu. 

Zdjęcie główne to wizualizacja zmian na Kruczej przerobiona przez AI, żeby była śmieszniejsza. 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Tymon Grabowski
Tymon GrabowskiDziennikarz