Na początek wyjaśnienie – całą historię wyłapał (a może miał wyłapać, bo całość wygląda jak ustawka) dziennikarz TVN Warszawa, który jeszcze w piątek zauważył Rafała Trzaskowskiego na stołecznym placu pięciu rogów, w okolicy ul. Zgoda. To nieoficjalna nazwa, stąd małe litery.
Trzaskowski jak parkingowy
Prezydent wdał się tam w dyskusję ze strażnikami miejskimi. Nie mógł uwierzyć, jakim cudem świeżo wyremontowana ulica, która zamieniła się w reprezentacyjny deptak, jest zastawiona autami.
Odpowiedź brzmi: jest zastawiona samochodami, bo pozwalają na to przepisy. Prezydenta obśmiało naturalnie stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. Jego członkowie w swoich social mediach zasugerowali prezydentowi, żeby częściej spacerował po mieście. Wtedy na pewno zauważy, co w nim jeszcze nie funkcjonuje.
Czy konserwator zabytków uratuje ulicę Kruczą w Warszawie? Na razie czeka ją koszmar
Generalnie ja nie wiem, jakim cudem dziennikarze TVN Warszawa złapali prezydenta w takiej sytuacji. Jak wspomniałem, wygląda to trochę na ustawkę. Tak czy owak – ja tam Trzaskowskiemu nie dziwię się.
Zacznijmy od tego, że Miasto Jest Nasze oczywiście bawi się w ordynarny populizm. Trzaskowski nie będzie ani chodził po ulicach i sprawdzał, czy w śmietnikach są worki, ani nie będzie sprawdzał, czy samochody dobrze parkują. Ba – on na pewno nie będzie też wyznaczać stref do parkowania na wyremontowanych ulicach. Na litość boską, jest prezydentem dwumilionowej metropolii. Zarządza przedsiębiorstwem o wielomiliardowym budżecie.
Ja wiem, że bardzo modne jest zarzucanie Trzaskowskiemu dosłownie wszystkiego, powinien właściwie zimą sam z łopatą zasuwać od czwartej rano, jak spadnie śnieg, ale znowu – to naprawdę nie jest jego rola.
Prawda jest po prostu taka, że projekt Chmielnej po rewitalizacji nie przystaje do potrzeb. To naprawdę wąska, kameralna ulica w centrum Warszawy, właściwie „od zawsze” w cieniu Nowego Świata i Krakowskiego Przedmieścia. Po remoncie zamieniła się w elegancką drogę i po prostu zrobiła się fajna. Czytaj – wróciło na nią życie.
Ale razem z życiem wracają dostawy, kurierzy, śmieciarki i cała reszta tej miejskiej tkanki, której nigdy nie widać na kolorowych wizualizacjach. Rzecz w tym, że zaprojektowanie porządnego centrum to nie jest robota Trzaskowskiego. On ma na to dać pieniądze, skoro to jego cel, ewentualnie przyklepać na konferencji prasowej wizualizacje – i już. Oczekiwanie, że prezydent miasta sensownie zaprojektuje drogę, jest tak samo absurdalne, jak oczekiwanie, że zaprojektuje prom kosmiczny. To polityk.
W tym kontekście irytacja prezydenta według mnie naprawdę jest uzasadniona, bo Trzaskowski serio robi dużo, żeby oddać centrum mieszkańcom, a wyrzucić z niego samochody. I ma w tym moje, zatwardziałego samochodziarza, całkowite poparcie.
Trzaskowski za mało się chwali zmianami w centrum
Jedyne, co chyba prezydentowi mogę zarzucić (w tej materii), to że w niewystarczającym stopniu chwali się tym, co w centrum Warszawy udało się zmienić. Ludzie chętnie czepiają się zwężonej Marszałkowskiej (świetny wybór, serio), czepiają się w ogóle rewitalizacji całego centrum. Bo nie ma gdzie zaparkować. No tak, bo wcześniej to było gdzie. Już lata temu złapanie miejsca parkingowego w kwadracie ograniczonym ulicami Marszałkowską, Świętokrzyską, Nowym Światem i Alejami Jerozolimskimi graniczyło z cudem.
A teraz, kiedy praktycznie cały ten fragment centrum ulega rewitalizacji... przecież to banalnie proste. Tylko chyba nikt o tym nie wie, bo kiedy rano rozmawialiśmy na ten temat w redakcji, mało kto wiedział o istnieniu gigantycznego parkingu podziemnego na Placu Powstańców Warszawy. 420 miejsc w samym centrum.
Ale serio, ludzie na mnie patrzyli zaskoczeni. A to taki typowy, mityczny parking „jak na Zachodzie”.
Oczywiście za taką przyjemność trzeba zapłacić, bo 7,50 zł za godzinę. Ale porzućmy wreszcie myślenie, że w centrum dużego europejskiego miasta można zaparkować w centrum za frajer. To po prostu tak nie działa.
Zupełnie więc serio – jakbym był prezydentem, który z oddawania centrum mieszkańcom zrobił sobie jakieś wyzwanie, też bym dostał szału widząc to, co dzieje się na Chmielnej po remoncie. Bo to miał być nowy Nowy Świat, a nie ściek komunikacyjny. Tylko ładniejszy. To mu obiecali urzędnicy.
Drogi, którą Trzaskowski obrał, można po prostu nie lubić, nie popierać, cokolwiek. Ale trzeba mu oddać, że jest konsekwentny, zamiast nabijać się z jego irytacji.

