Po czwartkowej awanturze w centrum Warszawy z udziałem znanego (i agresywnego) aktywisty rowerowego Wojciecha Galeńskiego przyszedł moment opamiętania. Galeński na swoim youtube'owym kanale Samochodoza opublikował oświadczenie, w którym przyznał, że go poniosło. Dla mnie to oświadczenie nic nie zmienia. Chciałbym, żeby z ulic zniknęło buractwo. I samochodowe, i rowerowe.

- Wojciech Galeński z kanału Samochodoza w czwartek wdał się w awanturę z kierowcą auta na ulicy Noakowskiego w Warszawie.
- W wyniku kłótni aktywista rowerowy zbił szybę w aucie 78-latka.
- Na miejscu interweniowała policja, cała sprawa zakończyła się ugodowo, a Galeński opublikował w sieci oświadczenie.
Na początek może przytoczmy treść samego oświadczenia. – Dzisiaj, 19 lutego 2026 r., około godziny jedenastej byłem umówiony z Maksymem z kanału Konfitura na nagrywanie dodatkowych ujęć do mojego filmu, który ukazał się też dzisiaj na moim kanale Samochodoza – i w pewnym momencie doszło do niezbyt przyjemnego incydentu – zaczął Galeński.
– Doszło do kłótni, do sytuacji niebezpiecznej. Kierujący wjechał na drogę dla rowerów i chodnik, ja próbowałem go zablokować, kierujący na mnie ruszył, było wożenie na masce, eskalacja emocji, no i stało się. Poniosło mnie, stłukłem szybę. Zbiłem szybę w samochodzie Citroen, tak jak widzieliście na zdjęciach u Miejskiego Reportera – kontynuował.
– Policjanci doprowadzili do mediacji. W jej wyniku dogadaliśmy się, obaj byliśmy winni, obaj przyznaliśmy się do winy, obaj żałowaliśmy tego, co się stało. W wyniku tego, że uszkodziłem mienie o znacznej wartości, po prostu uregulowałem kwotę, którą kierujący zażądał, bez negocjacji. Rozeszliśmy się w pokoju. Podaliśmy sobie ręce – podsumował.
Tu można obejrzeć całe oświadczenie:
Co się stało na Noakowskiego?
A teraz może szerszy kontekst o awanturze, do której doszło na Noakowskiego w Warszawie. Informował o niej jako pierwszy niezastąpiony w takich sytuacjach Miejski Reporter.
W największym skrócie – grupa pseudoaktywistów rowerowych zebrała się na Noakowskiego, żeby rzucać śnieżkami w samochody, których kierowcy próbowali wyminąć po ścieżce rowerowej inne – źle ustawione – auta na jezdni. A dodatkowo mieli nagrywać ich reakcje.
Kiedy rzucanie śnieżkami się znudziło, aktywiści zaczęli blokować przejazd autom. I wtedy doszło do eskalacji, ponieważ aktywiści trafili na 78-letniego kierowcę Citroena, który postanowił rozwiązać sprawę... inaczej.
Dalej doszło do wydarzeń, które opisywał Galeński. Ponieważ spróbował zablokować kierowcy drogę, ten po prostu ruszył i z aktywistą na masce przejechał kilkanaście metrów w kierunku gmachu Politechniki Warszawskiej.
Tam, według Miejskiego Reportera, kierujący miał poprosić o pomoc uczelnianą ochronę, a Galeński w tym czasie... usiadł na masce Citroena i rozbił przednią szybę.
Interweniowała policja, obaj panowie przyznali się do winy, a aktywista zapłacił za zniszczoną szybę.
Dlaczego ulica Noakowskiego jest taka konfliktogenna?
Może jeszcze krótkie wyjaśnienie, dlaczego na Noakowskiego dochodzi do takich scen – bo to nie pierwszy raz, kiedy stołeczni aktywiści rowerowi wojują tam z kierowcami aut.
Tak się akurat składa, że na ulicy Noakowskiego przez wiele lat pracowała moja żona. Po remoncie tej drogi w 2012 roku NIE DA SIĘ TAM NIE ŁAMAĆ PRZEPISÓW RUCHU DROGOWEGO.
Noakowskiego to gęsto zabudowana ulica, wąska, otoczona z jednej strony przez mur Politechniki Warszawskiej, a z drugiej przez wysokie, wielopiętrowe, przedwojenne kamienice. Jest tam dużo biur i mieszkań. Czytaj: dużo śmieci do wywożenia, dużo przesyłek do dostarczenia itd.
Po remoncie w 2012 roku po prawej stronie jezdni (to ulica jednokierunkowa) znalazły się ścieżka rowerowa i chodnik (na tej samej wysokości, co jezdnia, nie ma tam żadnego krawężnika ani nic takiego), a po lewej stronie jezdni są miejsca do parkowania po skosie. Sami zobaczcie, jak to wygląda na Google Street View:

Zrzut z Google Street View.
Naturalnie nikt tam nie zadbał o to, żeby kurierzy czy ktokolwiek inny miał tam gdzie się zatrzymać. Więc parkują na jezdni. Przyklejają się maksymalnie do lewej strony, włączają awaryjne i... idą zrobić swoje. Oczywiście nie trwa to minuty. Często pięć, dziesięć albo i więcej.
Czy ktoś sobie wyobraża, że w tym czasie w centrum Warszawy wszyscy będą grzecznie czekać, aż dany kurier wróci? No nie – każdy najeżdża tam (dosłownie najeżdża, bo nie trzeba w całości zjeżdżać z jezdni) na ścieżkę rowerową prawym kołem i omija zawalidrogę.
Wiem, bo sam zrobiłem to w życiu pewnie jakieś dziesiątki, jak nie setki razy na tej ulicy. Inaczej się nie da.
W tym kontekście za całą awanturę poniekąd odpowiada projektant całej ulicy. Jest ona zaprojektowana po prostu bez sensu.
Nie pochwalam działania kierowcy, ale rowerzysta wykazał się skrajnym buractwem
Żebyśmy mieli jasność – zachowanie 78-latka jest naganne. Ale równie naganne jest zachowanie Galeńskiego.
Mi nawet nie chodzi o to, że poniosło go i wybił szybę w aucie kierowcy. W jakiś pokrętny sposób jestem w stanie sobie wyobrazić, że jeśli ktoś mnie taranuje samochodem, to tracę chłodną głowę. Naprawdę.
To, co uważam za naganne, to kuriozalne z mojego punktu widzenia przyznanie sobie przez Galeńskiego jakiegoś dziwnego prawa do – nie wiem nawet, jak to dobrze nazwać – samosądu?
To nie dotyczy tylko jego, tylko każdego innego wojującego, rowerowego aktywisty. Jest ich przecież masa i to nie tylko w Warszawie. Aktywista nie jest od egzekwowania prawa. Od karania. Od czegokolwiek. Od tego są służby.
Rzucanie śnieżkami, nagrywanie reakcji kierowców, blokowanie przejazdu – to nie jest żadne egzekwowanie prawa, to nie jest żadne przywracanie sprawiedliwości. To skrajna bezczelność cyklistów, z którą należy walczyć. Wszelkie sporne sytuacje w ruchu drogowym mogą wyjaśniać tylko i wyłącznie odpowiednie służby. Wszelka "pomoc", i to tak konfrontacyjna, powinna być surowo karana.
W tym kontekście cieszę się, że Galeński się chociaż raz doigrał. W to, że czegokolwiek się nauczył, akurat wątpię. O jego kontrowersyjnych – i to jest łagodne słowo – metodach media trąbią przecież od lat.
