„Fakty TVN” przygotowały wspaniały materiał o jednej z najistotniejszych kwestii społecznych. Opowiedziano historię o tym, że Polakom brakuje mieszkań. Ale zrobiono to na wesoło, nie na smutno. Mieszkań bowiem brakuje, ale młodzi są optymistycznie nastawieni. Jeżdżą bowiem na targi mieszkaniowe, dopytują o oferty, liczą na państwowe dopłaty, a tak w ogóle to trzeba brać szybko, bo lada moment będzie drożej.
Dwie role młodej pani
Materiał ogólnopolskiej telewizji zaczyna się od rozmowy z młodym małżeństwem, które rozgląda się za własnym mieszkaniem. Widzimy przebitki, gdy dopytują na jednym ze stoisk targów nieruchomości o warunki oferty.
Młoda małżonka to – co wytropili internauci śledzący deweloperskie machloje – specjalistka ds. wsparcia sprzedaży w Dekpol Deweloper. A stoisko, na którym wraz z mężem dopytują o ofertę, to punkt wystawienniczy Dekpol Deweloper.
I nie wiadomo, czy w takiej sytuacji gratulować umiejętności oddzielania pracy od życia prywatnego, czy raczej uznać panią za nieudolną – bo jak ona sprzedaje mieszkania swojego pracodawcy, skoro sama musi dopytywać o ofertę, na dodatek w świetle telewizyjnej kamery?
Metoda na młode małżeństwo
Można by się pośmiać dalej, ale śmiesznie wcale nie jest. Deweloper postanowił zrobić nas wszystkich w bambuko. Jego pracownik udawał klienta. Nikt rozsądny przecież nie uwierzy, że osoba pracująca w firmie deweloperskiej zabrała męża na wycieczkę na targi mieszkaniowe i postanowili dopytywać akurat o ofertę, którą pani powinna znać na wylot.
Czym różni się ta metoda od powszechnie stosowanej przez fliperów metody wrzucania ulotek do skrzynek pocztowych o treści „młode małżeństwo szuka mieszkania w tej okolicy”?
Dekpol Deweloper należy do Polskiego Związku Firm Deweloperskich (a przynajmniej tak wynika ze strony związku). Jak praktyka udawania przez pracownika firmy zatroskanego młodego człowieka, który rozgląda się za własnym mieszkaniem i liczy na rządowy program wsparcia, ma się do kodeksu dobrych praktyk obowiązującego firmy należące do związku? Czy ujawnione przez internautów działanie jest zgodne z par. 6 kodeksu, który mówi o uczciwym prowadzeniu działalności i postępowaniu zgodnie z zasadami etyki biznesowej?
Nieuczciwe traktowanie Polaków
Niedostatek mieszkań to paląca kwestia społeczna. Mógłbym tu przytaczać dziesiątki badań i analiz, ale wszyscy wiemy, że nie trzeba – bo każdy, kto nie spędził ostatniej dekady pod kamieniem, wie, że trudność w zakupie mieszkania lub tanim wynajmie paraliżuje młodych. Ciężko planować swoje życie, gdy koszty najmu pochłaniają połowę wynagrodzenia. A na kredyt ciężko liczyć, bo brakuje i na wkład własny, i na późniejsze raty.
Nie bez powodu jesteśmy w ogonie Europy, jeśli chodzi o tzw. wskaźnik dostępności mieszkaniowej. Potwierdzają to też dane Głównego Urzędu Statystycznego, który kilkukrotnie w ostatnich latach alarmował o zwyżce cen mieszkań nieproporcjonalnej do majętności Polaków.
Gdy zaś mamy do czynienia z istotną kwestią społeczną, można by oczekiwać od deweloperów postępowania etycznego, uczciwego i najzwyczajniej w świecie czułego. Dostajemy zaś kombinacje.
Często w działaniach firmom deweloperskim pomagają byli lub obecni politycy. Raptem kilka miesięcy temu opisywałem przypadek zabudowy Portu Żerańskiego w Warszawie. Ma to być jedna z największych inwestycji realizowanych w ramach ustawy „lex deweloper” – czyli bez uchwalonego miejscowego planu zabudowy. Zabudowany zostanie najbardziej urokliwy zakątek warszawskiej Białołęki. Jeden z deweloperów zatrudnił do obsługi projektu byłego wiceprezydenta stolicy, który jeszcze kilka miesięcy przed zmianą pracy nadzorował wydziały odpowiedzialne w mieście za inwestycje.
Co zaś najciekawsze, po wysłaniu przeze mnie pytań do warszawskiego magistratu (nie pytałem wtedy jeszcze o nic nikogo innego), wrócił do mnie przedstawiciel dewelopera chętny do udzielenia odpowiedzi na część z nurtujących mnie kwestii. Gdy zadałem mu jedno pytanie: „skąd otrzymał korespondencję prowadzoną przez dziennikarzy z Urzędem m.st. Warszawy”, stwierdził, że wolałby nie odpowiadać.
Tak po ludzku, jestem ciekaw, ile razy machloje deweloperów nie wychodzą na jaw.

