Na początek, jeśli ktoś z was żyje pod kamieniem, nie ma radia, internetu (ha, ha, ha) albo po prostu nie zajrzał jeszcze dzisiaj, czy w ogóle w ostatnich dniach do newsów – krótkie przypomnienie: 3 czerwca weszło w życie rozporządzenie MSWiA, na mocy którego zachodzą zmiany w przepisach ruchu drogowego, w tym zmiany dotyczące punktów karnych.
Co się zmienia dla kierowców?
Pisaliśmy o tym już w Zero.pl, więc w największym skrócie: kierowcy stracą możliwość „kasowania” punktów karnych za niektóre wykroczenia. Nowe obowiązki obejmą również najmłodszych użytkowników rowerów i hulajnóg, dla których kask stanie się obowiązkowy.
Zmiany w punktach karnych i nowe obowiązki. Przepisy wchodzą w życie 3 czerwca
W przypadku wspomnianych hulajnóg warto jeszcze podkreślić, że tymi elektrycznymi nie będą mogły się już poruszać dzieci do 13. roku życia. Koniec z szalonymi szarżami po chodnikach, przynajmniej w teorii. Nieprawdopodobny cios w ciotki i wujków chwilę po sezonie komunijnym. To znaczy – jest jeden wyjątek, bo w strefie zamieszkania dziecko do 13. roku życia może z tej hulajnogi korzystać, ale pod opieką osoby dorosłej.
Najwięcej emocji budzą jednak zmiany w punktach karnych „zarobionych” za 60 najbardziej poważnych wykroczeń drogowych. Znika bowiem możliwość kasowania ich na specjalnych kursach doszkalających. Chodzi m.in. o przejazd na czerwonym świetle czy wyprzedzanie na pasach – za takie zachowania punkty karne pozostaną na koncie kierowcy na okrągły rok.
I teraz najważniejsze: trochę „upiekło się” kierowcom przekraczającym prędkość, bo miało być znacznie ostrzej.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji chciało bowiem, aby „kasowanie” punktów nie było w ogóle możliwe za przekraczanie prędkości, o czym pierwszy informował portal Autokult jeszcze w maju. Obecne przepisy to kompromis z resortem infrastruktury, który wynegocjował, aby usuwanie punktów karnych było możliwe za przekroczenie prędkości o maksymalnie 30 km/h. Punkty karne za większe przewinienia mają być nieusuwalne przez rok.
Dlatego jestem pewien, że niedługo przepisy zostaną ponownie zaostrzone
Kierowcom w Polsce systematycznie dokręca się śrubę, natomiast jak wspomniałem wyżej, to jedyny słuszny kierunek.
Sama zmiana powinna, według mnie, mieć wysokie poparcie społeczne. Sami sobie to bowiem zrobiliśmy. My, kierowcy. Zbyt często widzę patologię na polskich ekspresówkach, na których prawym pasem da się jechać maksymalnie 100 km/h, a na lewym strach zejść poniżej 180 km/h, bo zaraz ktoś mi się rozgości na zderzaku.
I zbyt długo kara w Polsce była niewspółmierna do winy. Trudno dziwić się piratom drogowym, że lecą „dwie paki” na ekspresówce, skoro policja nie była w stanie takiego popisu odpowiednio uhonorować. Rozporządzenie MSWiA to więc krok w dobrą stronę.
Polskiego kierowcę trzeba tępić, bo sam się nie nauczy
Piszę to jako zatwardziały kierowca. Serio. I nie ma co się z tym kłócić, bo statystyki są nieubłagane. Czy wiedzą państwo, że w minionym roku policjanci w Polsce wypisali ponad 2,8 mln mandatów, z czego ok. 2,5 mln (90 proc.!) dotyczyło przekraczania prędkości? Ba, nawet rok do roku ta liczba wzrosła, a z badań wynika też, że nikt w Unii Europejskiej nie przekracza prędkości tak chętnie, jak kierowcy nad Wisłą.
Dlatego właśnie przepisy w Polsce są ciągle zaostrzane i zapewne nadal będą. Nawet jeśli nikt nie docisnął jeszcze w rządzie – nomen omen – pedału gazu do podłogi w kwestii (słusznego) dociskania kierowców, to jestem pewien, że to tylko odroczona egzekucja. A obecną rozgrywkę między MSWiA i resortem transportu trudno w tym kontekście nawet zrozumieć, przecież zasadniczo to ostatni „dobry” moment na zaostrzanie przepisów, bo potem to już wszyscy będą żyć wyborami parlamentarnymi. A w roku wyborczym to takich „prezentów” się nie robi.
W każdym razie, jestem w stanie założyć się z kimś o butelkę dobrego wina, że w kolejnej kadencji Sejmu kursy doszkalające, dzięki którym można kasować punkty karne, znikną w ogóle. Tym bardziej, że na tle średniej europejskiej nasz rodzimy system punktów karnych wcale nie jest przesadnie rygorystyczny.

