Mówię bez bicia: zawsze imponowali mi ludzie przedsiębiorczy. Sam taki nigdy nie byłem, więc tym będącym trochę zazdrościłem, a trochę podziwiałem.
Najbardziej imponowali mi nie ci, którzy bogato się urodzili albo dobrze (bogato) się wżenili, lecz ci z pomysłem.
Wprowadzony niedawno przez władzę system kaucyjny pozwala oddzielić ziarno od plew. Pomysłowych od głupców. Bogacących się od biedoty.
Patent pana Marka
Przeglądałem ostatnio „Gazetę Wyborczą” (co może mieć jakiś związek z tym, że wciąż się nie dorobiłem, bo ludzie majętni przeglądają pewnie coś innego) i natrafiłem na fenomenalny artykuł. „Pan Marek co tydzień zarabia na systemie kaucyjnym nawet 300 zł. Oto jego patent”.
Jaki to może być patent, zamyśliłem się. I dlaczego pan Marek zdradza go wszem wobec. Gdybym ja wymyślił coś genialnego, trzymałbym tę wiedzę tylko dla siebie. Nic przecież nie niszczy biznesu tak jak konkurencja.
Ale skoro trafiło na wspaniałomyślnego, no to niech będzie jego strata, a mój zysk.
Czytam więc, jaki to patent ma pan Marek, by zarabiać na systemie kaucyjnym nawet 300 zł tygodniowo. I nie uwierzycie. Otóż pan Marek co tydzień oddaje 600 plastikowych butelek. Każda z kaucją po 50 gr, co daje – tadam – 300 zł.
Opresyjne państwo walczy z obywatelami
Ktoś z Was mógłby pomyśleć, że Marek to zwykły śmieciarz i że nie ma się czym chwalić. Ale wyjaśniam: nie, Marek to przedsiębiorca. On bowiem nie zbiera butelek na ulicach i po śmietnikach. On umówił się z właścicielami trzech lokali, w których organizowane są wesela, chrzciny i inne uroczystości rodzinne.
I już chciałem zakładać biznes, śladem pana Marka, ale w ostatniej chwili się zatrzymałem. Okazuje się bowiem, że zorganizowany odbiór opakowań wymaga zezwolenia na zbieranie odpadów. Ogółem: sporo obowiązków, by takie zezwolenie otrzymać, i to zorganizowana działalność.
A za prowadzenie działalności polegającej na zbieraniu odpadów bez wymaganego zezwolenia grozi kara administracyjna w wysokości od 10 tys. zł do jednego miliona zł. Tak przynajmniej napisali na rządowej stronie.
Cóż, odpuszczę. Może i biznes świetny, ale jednak nie miałem nigdy w sobie żyłki ryzykanta. A Markowi, jak Polak Polakowi, życzę, żeby go skarbowy dojechał z domiarem.
Butelka i sznurek
Natrafiłem w internecie na inny pomysł. Niepotrzebne zezwolenie, za to warto mieć butelkę i sznurek.
Nie wiem, czy wiecie, jak są zbudowane automaty na butelki, które dają kwitki na odbiór 50 gr. Otóż należy wrzucić butelkę, automat skanuje, po czym robi bziiiiuuuum, tnie butelkę i gotowe.
Ale pewien pomysłowy jegomość przywiązał sznurek do butelki. Wsadzał ją następnie do maszyny, ta naliczała kasę, a on w ostatniej chwili wyjmował opakowanie – zanim ostrza zrobiły bziiiiuuuum. W ten oto sposób można jedną butelkę zwrócić wielokrotnie i zostać milionerem.
Spróbowałem, ale okazuje się, że i to nie dla mnie. Po pierwsze, miałem za gruby sznurek. Tarł o boki maszyny, przez co zbyt wolno wysuwałem butelkę. Po drugie: ogólnie brakowało mi refleksu i albo nie naliczało mi pieniędzy do odebrania (wsadzałem butelkę za płytko), albo butelka szła na przemiał (wsadzałem ją zbyt głęboko).
Zanim się nauczyłem, skończyły mi się butelki. Cóż, nie zostanę milionerem.
Poczucie bogactwa
Będąc przez chwilę poważnym: system kaucyjny uważam za sensowny w ramach idei oraz idiotyczny, gdy weźmiemy pod uwagę wykonanie. Trzy razy biegałem jak wariat, z worem pustych opakowań (nie można ich giąć), od sklepu do sklepu. W jednym nie działał automat, w drugim ekspedientka błagała, bym jej tego worka nie dawał, bo nie ma już gdzie przetrzymywać pustych butelek, a nikt ich od niej nie odbiera, a w trzecim – niby maszyna funkcjonowała, ale trzeba było skanować jedno opakowanie po trzy razy. W efekcie, aby odzyskać osiem zł, stałem zestresowany przez kilka minut i miałem wrażenie, że ludzie śmieją się z mojej nieudolności.
Cóż, jednak dzięki systemowi kaucyjnemu czuję się bogaty. Mogę pozwolić sobie na to, by puste opakowanie wyrzucić do kosza.

