- Niedawno pisałem tekst o aktywistach, którzy zwalczają nielegalne parkowanie i jazdę po chodniku.
- Sytuacja z ostatnich dni skłania mnie do dodania nowego rozdziału – o celebrytach.
- Osoby rozpoznawalne wykazują się niezwykłym poziomem lekceważenia zasad, nie tylko tych dotyczących ruchu drogowego.
Zaledwie wczoraj pojawiło się nagranie, w którym znana osoba – konkretnie to Edyta Pazura, żona aktora Cezarego, oskarża osobę, która nagrywa wykroczenie drogowe na chodniku o to, że jest pedofilem, ponieważ stoi pod szkołą lub przedszkolem. Sprawa szybko znalazła swój dalszy ciąg, bo pani Edyta postanowiła odnieść się do całej sprawy na Instagramie, gdzie opublikowała pełen emocji wpis. Problem w tym, że są to niewiarygodne brednie, w które łatwo uwierzyć, dopóki nie zobaczy się opisywanych zdarzeń na własne oczy.
Mieszkam 400 metrów od tego miejsca, obserwuję to na co dzień
To, co pisze Edyta Pazura, jest pokazem bezczelności i przeświadczenia o własnej wyjątkowości. Z jej komentarza przebija prosty przekaz: ludzie, którzy życzyliby sobie, aby nie łamała prawa z użyciem samochodu, są zwykłymi przestępcami. Samo zdjęcie, które opublikowała, już pokazuje samochód stojący wzdłuż chodnika z dala od krawędzi jezdni, a lektura wpisu spowodowała, że musiałem pójść na chwilę się położyć, żeby mózg mi nie wypadł. Oto najlepsze fragmenty:

Zrzut ekranu z Instagrama - edyta_pazura (fot. Instagram/edyta_pazura)
„My rodzice robimy wszystko, żeby przy bardzo ruchliwej ulicy Wiertniczej dostarczyć nasze dzieci bezpiecznie do szkoły” – a moglibyście to robić zgodnie z przepisami?
„Nie jest naszym celem łamanie przepisów” – celem nie. Jest środkiem do celu. Wasze łamanie przepisów wynika z trzech rzeczy: próby zapewnienia bezpieczeństwa własnym dzieciom kosztem innych ludzi, wygody i przeświadczenia, że za łamanie przepisów nie grozi żadna kara.
„Dzieci są nagrywane od rana przez obcych ludzi i wchodzą w dzień z ogromnym stresem” – to bzdury. Doskonale wiem, jak to wygląda i nagrywający nie wchodzi w żadne interakcje z dziećmi, nie trzyma im kamery przed twarzą i w ogóle nie zwraca na nie uwagi. Nagrywane są tylko manewry samochodem. Jest to kłamstwo, w którym osoba przyłapana na wykroczeniu próbuje zrobić z siebie ofiarę, wykorzystując jako tarczę własne dziecko. To po prostu niesmaczne.
„Moja Rita ostatnio się popłakała, że obcy ludzie ją nagrywają” – kierowca autobusu wstał i zaczął płakać razem z Ritą. Tak było, nie zmyślam.
Mamy do czynienia ze skondensowaną formą polskiego celebryty
W filmach o parkingowej patologii, czy to na jednym, drugim czy trzecim kanale, celebryci pojawiają się często. Ostatnio w swojej życiowej roli wystąpił też tam piłkarz Radosław Majdan, zachowujący się podobnie jak Edyta Pazura, tyle że nie oskarżał nikogo o bycie pedofilem. Ograniczył się raczej do wulgaryzmów i werbalnych ataków.
Natomiast z własnego doświadczenia wiem, że nie ma bardziej agresywnej osoby, niż zamożna kobieta, której zwraca się uwagę, że robi coś niewłaściwego. Jest ona gotowa jednocześnie fizycznie atakować przeciwnika, jak i twierdzić, że to ona jest ofiarą, ponieważ ktoś śmiał się do niej odezwać. Polecam ten film i ewolucję zachowania kobiety od białego BMW:
Sprawa jest o tyle nonsensowna, że tuż obok na Wiertniczej jest druga placówka
Wszyscy przed nią zatrzymują się na jezdni, na pasie ruchu. Dzieci wysiadają i auta odjeżdżają. Nie ma żadnego zastawiania chodnika, wszyscy mogą bezpiecznie przejść. W pokazywanej lokalizacji natomiast „utarło się”, że drogie samochody mogą śmiało wjeżdżać na chodnik między pieszych, żeby dziecko przypadkiem nie musiało przejść 30 metrów do wejścia.
Wystarczyłoby zachowywać się przyzwoicie, to jest zgodnie z przepisami, i żadnego problemu by nie było. Również twierdzenie, że „ja nie daję przyzwolenia na nagrywanie mojego dziecka” jest śmieszne, bo wszystko, co znajduje się w przestrzeni publicznej, można nagrywać. Niekoniecznie można publikować – ale jeśli dziecko jest elementem nagrania przedstawiającego wykroczenie drogowe, to nie widzę problemu.
Sięganie po argument „może pan jest pedofilem” powinno być karane
Niebezpieczna jazda samochodem w tym miejscu zdarza się codziennie. Gdy trafił się jeden człowiek, któremu to przeszkadza, celebryt ka nazywa go najgorszym określeniem, jakie mogła znaleźć. Ktoś, kto zakłóca pełną dowolność życia celebryty, nie pochodząc z tej samej kasty, to coś, co danej-znanej osobie w ogóle nie mieści się w głowie. Jakim prawem ktoś zupełnie przypadkowy może nakazywać, aby znana osoba zachowywała się zgodnie z prawem? Prawo jest dla zwykłych ludzi. To jest standardowe podejście, z którym spotykamy się stale.
Czy jestem celebrytą? Na szczęście nie, ale...
Mimo wszystko mam jakiś, szczęśliwie niewielki poziom rozpoznawalności. Obcy ludzie proszący o zdjęcie albo ściskający dłoń – to wszystko zdarza mi się raczej regularnie. W moim przypadku działa to odwrotnie niż u opisanych wcześniej celebrytów, bo stanowi dla mnie czynnik dyscyplinujący. Wiem doskonale, że jeśli zrobię coś niezgodnego z prawem w ruchu drogowym, to będę bezlitośnie i długotrwale mieszany z błotem w internecie (internet przekształcił się w narzędzie linczu, ale to inna historia). To dlatego trzymam się ograniczeń prędkości – z sukcesami, bo mandatu nie dostałem już od 10 lat – a nawet bardzo rzadko zdarza mi się zaparkować w „wątpliwy” sposób.
Jeśli w moim przypadku minimalna rozpoznawalność przełożyła się na strach przed publicznymi konsekwencjami, to dlaczego w przypadku prawdziwych celebrytów działa to odwrotnie? Może gdybym był tak znany, że ludzie mdleliby na mój widok, to bym wiedział, że wybaczą mi wszystko i sam wożąc dzieci do szkoły, prułbym wielkim SUV-em po chodniku, żeby nie musiały dreptać do wejścia jak zwierzęta.

