- W centrum Warszawy pojawił się nowy obiekt w przestrzeni publicznej. To największy w Europie ekran reklamowy.
- Warsaw Stage ma powierzchnię 800 mkw. i zdaniem jego właściciela to „ogromny prestiż”.
- Komentarze w sieci po uruchomieniu ekranu są głównie negatywne.
Przebudowa Warszawy trwa w najlepsze. Nowe tory tramwajowe, deptaki, zamykanie ulic, tereny zielone i... ekran. I to nie byle jaki, bo największy w Europie. Aż chciałoby się powiedzieć – mamy Times Square w domu.
Digital Network uruchomił w Warszawie największy ekran reklamowy w Europie

Warsaw Stage, największy ekran reklamowy w Europie. (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Chyba nikt nie powie więcej i lepiej o nowym obiekcie w centrum Warszawy niż jego właściciel. W komunikacie Digital Network czytamy:
Warszawa dostaje swoje Times Square, i podobnie jak Seul, Londyn czy Nowy Jork dołącza do światowego ekskluzywnego klubu metropolii posiadających swój ikoniczny wielkoformatowy ekran 3D. Debiutuje Warsaw Stage, trójstronny, immersyjny ekran w samym sercu stolicy. To największy taki ekran w Europie – większy od londyńskiego Piccadilly Lights – zaprojektowany jako nowa cyfrowa scena i ikona Warszawy. Ma łączyć reklamę, sztukę, widowiskowość i innowacje. To największa inwestycja notowanej na GPW spółki Digital Network w segmencie super premium reklamy zewnętrznej.
Warsaw Stage to ekran o powierzchni 800 mkw, który pojawił się na budynku Skylight, tuż obok galerii Złote Tarasy. Lokalizacja reklamowo idealna.
Tuż obok mamy Dworzec Centralny, z którego korzysta 20 mln osób rocznie oraz popularne tereny spacerowe wokół Pałacu Kultury i Nauki. Tu mamy też bardzo ruchliwą ulicę Emilii Plater, więc patrząc na ekran wyłącznie pod kątem komercyjnym, trudno o lepszą ekspozycję.
Prezes Digital Network Agnieszka Godlewska chwali inwestycję, podkreślając „ogromny prestiż i potencjał PR”.
Ekran, tego nam faktycznie w centrum Warszawy brakowało...
Spróbujmy znaleźć plusy tej inwestycji. Na pewno jest nią fakt, że nie świeci nikomu w oczy. Ekran jest ustawiony w takim miejscu, że nie powinien nikomu przeszkadzać w spokojnym śnie jasnymi iluminacjami. Tak... trudno jest wskazać inne plusy poza perspektywą osób, które na konstrukcji będą zarabiać niemałe pieniądze.
Ekran stoi przy bardzo ruchliwej ul. Emilii Plater. Jak czytamy w wytycznych oceny wpływu reklam zewnętrznych na Bezpieczeństwo Ruchu Drogowego (BRD), przygotowanych przez GDDKiA, ekrany zmiennie w czasie są uznawane za wymagające szczególnej ostrożności ze względu na przyciągnie uwagi.
Jak wynika z moich obserwacji, kierowcy tu bardzo często, zwyczajnie głupieją z niewyjaśnionych przyczyn. Wielokrotnie widywałem tu próby zawracania bez patrzenia na to, czy sytuacja na drodze na to pozwala. Nie wspominając już o tym, że to popularne miejsce do chwalenia się przyśpieszeniem i wydechem sportowych aut.
Inna kwestia, że trudno jest zrozumieć, co kieruje osobami planującymi wygląd przestrzeni w centrum Warszawy. Z jednej strony bezpieczeństwo, likwidowanie ulic, tereny zielone, deptaki. Z drugiej zróbmy sobie ekran. Tylko taki duży. Jasne, w okolicy są już podobne konstrukcje reklamowe, choćby na budynku Dworca Centralnego, ale czy faktycznie potrzebna była kolejna?
Zastanawiająca jest też informacja, że mają tu pojawiać się transmisje z różnych wydarzeń. To raczej byłoby trudne w realizacji bez zamykania ulic, bo niezbyt bezpieczne będzie organizowanie masowej transmisji np. wydarzenia sportowego przy tak ruchliwej drodze.
Z drugiej strony zamykanie ulicy wyjazdowej z Dworca Centralnego też nie byłoby zbyt mądre. Chociaż w tej kwestii, po Warszawie można spodziewać się wszystkiego...
Informację o zamontowaniu ekranu przekazał Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Jego wpis w serwisie X, delikatnie mówiąc, nie zdobył wielu zwolenników.
Aktywista Jan Śpiewak skwitował to słowami – „Syf i ubóstwo”. Z kolei Marcin Haber, szef obszaru technologie w Wirtualnej Polsce dodaje: „Nadal nie wierzę, że ktoś to może uważać za powód do dumy”.

