Reklama
Wojsko

Waszyngton wycofuje żołnierzy z Europy, ale nie z Polski. Powstanie „Fort Trump”?

Jeżeli potwierdzi się deklaracja Donalda Trumpa o bazie USA w Polsce, to okaże się, że obóz prezydencki pozwolił Warszawie uniknąć „miotły” Pentagonu, która chce zredukować obecność amerykańskich żołnierzy w Europie. Waszyngton rozważa wycofanie nawet 40 tys. żołnierzy, z Niemiec, Włoch i Hiszpanii.

Michał Bruszewski
Opinia autorstwa: Michał Bruszewski
Dzisiaj 21:14
5 min
Ćwiczenia w amerykańskim Fort Bragg (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Koncepcja redukcji amerykańskich kontyngentów wojskowych na Starym Kontynencie wpisuje się w ideę Donalda Trumpa, by to podatnik europejski finansował swoje bezpieczeństwo, a nie amerykański budżet. Biały Dom, w tych działaniach, utwierdził także koszt finansowy oraz polityczny kuriozalnej wojny z Iranem ciągnącej się od marca, z różną intensywnością.

Niestety, z perspektywy Polski, katastroficznie zbiega się to ze wzrostem zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej, która nie tylko, że nie ustaje w wojnie hybrydowej przeciw NATO, ale po sfałszowanym plebiscycie do państwowej Dumy ma szykować mobilizację wojenną.

Co gorsze, w maju, pod znakiem zapytania na moment stanęła rotacja 4 tys. amerykańskich żołnierzy, którzy mieli stacjonować w Polsce. Trump uciął spekulacje deklarując, że nad Wisłę trafi jednak 5 tys. żołnierzy US Army. W ostatnich godzinach mieliśmy analogiczną sytuację, bo wielu analityków zastanawiało się czy redukcja amerykańskich baz w Europie dotknie Polskę.

Reklama
Reklama

Amerykański NBC News podał, że Europę może opuścić między 25 tys. a nawet 40 tys. amerykańskich żołnierzy. Donald Trump zadeklarował jednak, że to nie dotyczy Polski. „ŚWIETNE WIADOMOŚCI! Dzięki odważnemu przywództwu mojego przyjaciela, Karola Nawrockiego, Prezydenta Polski, poczyniono znaczne postępy w kierunku ustanowienia bazy Armii USA w Polsce.

Jeśli do tego dojdzie, lokalizacja zostanie ogłoszona bardzo szybko. Będzie to historyczny krok dla naszego Wielkiego Sojuszu USA/Polska. Dziękuję za zainteresowanie tą sprawą” – napisał w swoim stylu amerykański prezydent.

Kogo opuszczą?

Z enuncjacji NBC News ma wynikać, że amerykańscy żołnierze opuszczą Niemcy, Włochy i Hiszpanię. Redukcja obecności militarnej USA w Europie dotyka nie tylko personelu, ale także sprzętu. W Republice Federalnej Niemiec stacjonuje obecnie ok. 35 tys. amerykańskich żołnierzy, we Włoszech – 12 tys. a w Hiszpanii – ok. 4 tys. Mowa, więc o znaczącej redukcji sił w porównaniu do liczebności tych kontyngentów.

Co ciekawe, Polska zabiega o amerykańską obecność na swoim terytorium, gdy społeczeństwa we wspomnianych państwach są często antyamerykańskie, a hiszpański rząd jest wręcz w konflikcie politycznym z obozem Donalda Trumpa. Republika Federalna Niemiec przez dekady prowadziła politykę osłabiania militarnych więzi z USA, starając się wprowadzać „bocznymi drzwiami” do Europy, Federację Rosyjską. Wystarczy wspomnieć projekt gazociągów Nord Stream I i II.

Reklama
Reklama

Przy wszystkich słabościach prezydentury Donalda Trumpa należy uznać fakt, że nie ogłosił on 17 września osłabienia relacji z Polską.

„Właśnie 17 września, ale 2009 roku, Barack Obama za czasów rządów Radosława Sikorskiego i premiera Tuska ogłosił, że wycofuje się z tarczy antyrakietowej w Polsce. Polaków to bardzo zabolało, że Amerykanie akurat tego dnia postanowili wycofać swoją obecność z Polski. Dzisiaj za sprawą dobrych relacji z Panem Prezydentem Nawrockim Pan Prezydent Trump ogłosił, że będą stałe bazy amerykańskie w Polsce” – napisał na stronie prezydent.pl doradca Karola Nawrockiego, Marcin Przydacz.

Niestety, deklarację o przyszłej bazie USA poprzedziły słowa wiceszefa Ministerstwa Obrony Narodowej, sprzed kilku tygodni, Pawła Zalewskiego torpedujące akcesję Polski do amerykańskiego programu „Nuclear Sharing”. Minister Zalewski bronił się tym, że nie popiera składowania amerykańskich bomb termojądrowych w Polsce, ale program popiera. Sęk w tym, że niepełnoprawna akcesja do „Nuclear Sharing” nie ma sensu. Turcja, w bazie Incirlik, ma nuklearny amerykański arsenał i jej bezpieczeństwo z tego tytułu się podnosi, a nie osłabia.

Turcja wzorem

Przecież to Turcja zestrzeliła rosyjski samolot bojowy Su-24, naruszający jej przestrzeń powietrzną, w 2015 r. i nie doszło do wojny rosyjsko-tureckiej. Notabene, autonomiczna polityka geopolityczna i przemysłowa Turcji nie doprowadziła do wyrzucenia Ankary z NATO, a Waszyngton wręcz zabiega o względy „sułtana” Tayyipa Recepa Erdogana. Pokazuje to, że narodowa strategia państwa, wcale nie wyklucza bardzo dobrych relacji w Sojuszu Północnoatlantyckim.

Reklama
Reklama

Idea „Fortu Trumpa” była bardzo sprytnym krokiem, jeszcze w czasach prezydentury Andrzeja Dudy, by zwiększenie obecności amerykańskich żołnierzy powiązać z nazwiskiem czułego na swoim punkcie prezydenta USA. „Fort Trump” to pewna konstrukcja słowna, pod którą kryje się po prostu amerykańska znacząca – stała - obecność nad Wisłą. W anglosaskiej doktrynie geopolitycznej nie ma pojęcia „przyjaźni”, ale stałe interesy jak najbardziej istnieją.

Kluczem nie jest nazwisko Trumpa w tym „forcie”, ale „stałość” amerykańskich sił. Albowiem stała baza USA oznacza, że na wypadek kryzysu militarnego, kraj dokonujący agresji na Polskę, musi liczyć się z tym, że nie tylko nastąpi test gotowości innych państw NATO do wojny, ale drony i bomby spadną także na Amerykanów. A to uprawdopodabnia odwet.

Źródło: Zero.pl
Michał Bruszewski
Michał BruszewskiDziennikarz