Wielkanoc 2026 będzie droższa, ale największym uproszczeniem byłoby sprowadzić tę historię do wojny w Iranie. Owszem, Ormuz pozostaje kluczową arterią światowej energetyki i zakłócenia w cieśninie objęły ok. 20 proc. globalnych dostaw ropy i gazu. Tyle że polski handel spożywczy nie reaguje na taki szok z dnia na dzień.
Wpływ konfliktu na ceny żywności jest głównie pośredni – poprzez energię, transport, nawozy i importowane surowce – a nie przez natychmiastowe, szerokie podwyżki całego świątecznego koszyka, zwłaszcza produktów opartych na krajowej podaży, takich jak jajka, nabiał, pieczywo czy mąka.
Struktura podwyżek, a nie jeden wskaźnik
Kluczowe jest spojrzenie na strukturę tegorocznych podwyżek. Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) podaje, że koszyk wielkanocny jest droższy o 12,8 proc. rok do roku, ale po wyłączeniu samej gorzkiej czekolady wzrost spada do 1,8 proc. To nie drobny szczegół, tylko zasadnicza różnica interpretacyjna.
Raty kredytów rosną przez wojnę. Chodzi o konkretny typ hipotek
Co więcej, CASE przypomina, że to koszyk sezonowy, a nie pełny koszyk inflacyjny, więc nie powinien być odczytywany jako prosty dowód na ponowne rozpędzenie inflacji w całej gospodarce.
W tej jednej kategorii kryje się zresztą klucz do całej opowieści. Gorzka czekolada zdrożała aż o 85,7 proc. rok do roku. Jej cena detaliczna rosła dalej mimo wyraźnego spadku światowych cen kakao po rekordach z lat 2024–2025. To bardzo ważny sygnał: ceny na sklepowej półce są „lepkie”, kumulują wcześniejsze szoki kosztowe i nie spadają tak szybko jak notowania surowców.
Dochodzi do tego jeszcze efekt kalendarza, o którym łatwo zapomnieć. Porównanie marcowych cen z marcem ubiegłego roku może częściowo zawyżać tegoroczny odczyt, bo Wielkanoc 2025 wypadała później, a więc marzec 2025 r. nie obejmował jeszcze pełnego przedświątecznego wzrostu popytu.
Krótko mówiąc, w tegorocznym wyniku nakładają się na siebie nie tylko realne wzrosty części cen, ale też mniej korzystna baza odniesienia. To kolejny argument, by nie czytać liczby 12,8 proc. zbyt dosłownie.
Wyspa drożyzny na morzu spadków
A najważniejsze jest to, że nie widać jednolitej fali podwyżek. W porównaniu z okresem Wielkanocy 2025 mocno zdrożały jajka, pomarańcze, sok jabłkowy i wyroby czekoladowe, ale jednocześnie wyraźnie potaniały biała kiełbasa, chleb pełnoziarnisty, masło czy groszek konserwowy. Masło, które w poprzednich latach ciągnęło świąteczny koszyk w górę, teraz działa w drugą stronę. To ważny sygnał: nie mamy do czynienia z równomiernym wzrostem cen całego stołu, tylko z bardzo nierówną mapą zmian między kategoriami.
Porównanie z ubiegłym rokiem potwierdza, że rynek działa według dobrze znanego, sezonowego scenariusza. W tygodniu przed Wielkanocą 2025 koszyk CASE dochodził do ok. 66 zł, a tuż przed świętami spadł do 64,75 zł dzięki promocjom. W tym samym czasie eksperci platformy analityczno-badawczej UCE szacowali, że świąteczne produkty będą o 6–7 proc. droższe niż rok wcześniej, przy blisko 14-proc. spadku liczby promocji.
To klasyczny mechanizm handlu: ograniczyć akcje promocyjne wcześniej, mocniej przecenić wybrane towary bliżej świąt, przyciągnąć klienta do sklepu i odbudować marżę na innych kategoriach. W tym sensie tegoroczna Wielkanoc jest bardziej powtórką niż przełomem.
Zakupy z listą
Potwierdzają to także zachowania samych klientów. Cena jest dziś głównym kryterium zakupowym dla 81,2 proc. badanych, wobec 79,5 proc. rok wcześniej. Promocje wskazuje 57,8 proc., a konsumenci najczęściej szukają ich w kategoriach, które naprawdę ważą w budżecie: mięsie i wędlinach, owocach i warzywach oraz nabiale.
Równocześnie wzrósł odsetek osób przygotowujących listę zakupów i aktywnie polujących na oferty promocyjne. To nie wygląda jak panika wywołana jednym geopolitycznym wydarzeniem, tylko jak coraz bardziej zdyscyplinowane, defensywne zakupy.
Dlaczego polska gospodarka rośnie szybciej niż sąsiadów? Wyjaśniamy mechanizmy
Z perspektywy portfela jest jeszcze jeden ważny detal. W lutym wskaźnik cen CPI wyniósł 2,1 proc., ale codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 3,8 proc., a sama żywność o 3,4 proc. Dlatego konsumenci czują presję silniej, niż sugeruje ogólny wskaźnik inflacji. I właśnie dlatego w praktyce bardziej niż „efekt Iranu” widzimy dziś efekt sezonu, polityki promocji, zarządzania marżą i kilku wyjątkowo drożejących kategorii.
Tegoroczna Wielkanoc będzie droższa, ale jej ceny tłumaczy przede wszystkim struktura koszyka i logika handlu, a nie prosty, bezpośredni ciąg: wojna–paliwo–paragon.

