
Co roku wraca ten sam dzień. Godzina „W". Syreny. Zatrzymane ulice. Minuta ciszy. I niemal natychmiast potem ten sam spór. Czy Powstanie Warszawskie miało sens? Czy warto było? Ilu ludzi zginęło? Czy można było postąpić inaczej?

Co roku wraca ten sam dzień. Godzina „W". Syreny. Zatrzymane ulice. Minuta ciszy. I niemal natychmiast potem ten sam spór. Czy Powstanie Warszawskie miało sens? Czy warto było? Ilu ludzi zginęło? Czy można było postąpić inaczej?

Rzeź Wołyńska pozostaje jedną z najboleśniejszych kart polskiej historii. Dziś, 83 lata później, tragedia pozostaje nie tylko przedmiotem pamięci, ale i politycznego sporu. Najnowsze decyzje władz Ukrainy dotyczące polityki historycznej ponownie otworzyły dyskusję o granicach pojednania oraz o tym, czy można budować przyszłość bez pełnego rozliczenia przeszłości.

11 lipca mija kolejna rocznica ludobójstwa Polaków na Wołyniu. Tego dnia w 1943 r., Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i jej zbrojne ramię – UPA dokonały masowych mordów na ludności polskiej. Do końca lipca ukraińscy nacjonaliści zamordowali co najmniej 20 tys. Polaków. 29 i 30 sierpnia nastąpił drugi etap ludobójstwa, a po nim kolejne. W sumie zamordowano około 100 tys. Polaków.

Decyzja o utworzeniu ukraińskiego Panteonu Narodowego wywołała burzę nie tylko w Polsce. Wśród postaci, które mogą zostać w nim uhonorowane, są przywódcy OUN i UPA, Stepan Bandera oraz Roman Szuchewycz. To kolejny krok Kijowa, który pogłębia trwający od tygodni kryzys w relacjach polsko-ukraińskich i budzi pytania o polityczne motywy Wołodymyra Zełenskiego.