Reklama
Świat

Panteon Bandery. Ukraina otwiera nowy front sporu z Polską

Decyzja o utworzeniu ukraińskiego Panteonu Narodowego wywołała burzę nie tylko w Polsce. Wśród postaci, które mogą zostać w nim uhonorowane, są przywódcy OUN i UPA, Stepan Bandera oraz Roman Szuchewycz. To kolejny krok Kijowa, który pogłębia trwający od tygodni kryzys w relacjach polsko-ukraińskich i budzi pytania o polityczne motywy Wołodymyra Zełenskiego.

Andrzej Matowski
Opinia autorstwa: Andrzej Matowski
Dzisiaj 13:44
10 min
Decyzja ukraińskiego parlamentu o powołaniu Panteonu Narodowego upamiętniającego m.in. Stepana Banderę i Romana Szuchewycza doprowadziła do najpoważniejszego kryzysu dyplomatycznego w relacjach polsko-ukraińskich od lat. (fot. NurPhoto / Getty Images)
  • Decyzja ukraińskiego parlamentu o stworzeniu „Panteonu Narodowego” z udziałem liderów OUN i UPA wywołała potężny kryzys w relacjach z Polską. 
  • Postawa Wołodymyra Zełenskiego staje się jawnie konfrontacyjna, czego symbolem stał się demonstracyjny zwrot Orderu Orła Białego kurierem.
  • Polityka historyczna Kijowa zaczyna uderzać w wizerunek Ukrainy na arenie międzynarodowej.

W ubiegłą środę Werchowna Rada (Rada Najwyższa) – parlament Ukrainy – przyjęła ustawę o utworzeniu „Panteonu Narodowego”. Za przyjęciem ustawy było 287 parlamentarzystów z izby liczącej 450 posłów, nikt nie był przeciw. Przewodniczący Rady Najwyższej Rusłan Stefanczuk stwierdził:

To historyczna decyzja. Panteon będzie miejscem naszej niezłomnej siły i szczerej wdzięczności wobec wszystkich, którzy tworzyli Ukrainę.

Zapowiedziano przy tym, że w panteonie znaleźć się będą mogły osoby pełniące role głów państwa i naczelnych dowódców formacji ukraińskich od X wieku: Rusi Kijowskiej, Ukraińskiego Państwa Kozackiego (Wojska Zaporoskiego), Ukraińskiej Republiki Ludowej, Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, Państwa Ukraińskiego oraz Karpackiej Ukrainy. Najwięcej emocji budzi jednak pomysł, by w „panteonie” znalazły się postaci powiązane z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińską Powstańczą Armią (UPA), czyli Stepan Bandera – lider OUN, i Roman Szuchewycz – dowódca UPA.

Reklama
Reklama

Kryzys polsko-ukraińskich relacji

Przeczytaj także: Zełenski łagodzi ton. „Mamy jednego agresora, musimy myśleć o bezpieczeństwie”

Jest to realizacja niedzielnej propozycji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego dotyczącej stworzenia panteonu ukraińskich bohaterów. Poinformował on o tym projekcie z okazji obchodów ukraińskiego Dnia Konstytucji. Ukraiński prezydent oświadczył wówczas:

Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować.

W Polsce wypowiedź ta została powszechnie odebrana jako skierowana pod adresem polskich władz. Stosunki polsko-ukraińskie bowiem od kilku tygodni przechodzą poważny kryzys. Tlący się od dłuższego czasu konflikt między obydwoma krajami przybrał na sile pod koniec maja, gdy Zełenski zdecydował o nadaniu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „imienia Bohaterów UPA”. Wyjaśnił, że uczynił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.

Reklama
Reklama

Ordery do zwrotu

Decyzja ta wywołała potężną falę krytyki w Polsce. Negatywnie ocenił ją szereg polityków, szczególnie na prawicy. Po pewnym czasie dołączyli do nich politycy rządu, m.in. minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz i premier RP Donald Tusk, a także były prezydent Lech Wałęsa. 19 czerwca z kolei prezydent RP Karol Nawrocki obwieścił odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego.

Przeczytaj także: Zełenski jednoznacznie o decyzji Nawrockiego: To samo, co robił Orban

Nie czekając na formalną decyzję, ukraiński prezydent odesłał odznaczenie... kurierem. Niedługo po nim tych samych orderów zrzekli się byli prezydenci Ukrainy: Łeonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko. W reakcji na ten gest politycy Prawa i Sprawiedliwości, na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, zadeklarowali zwrot ukraińskich odznaczeń (m.in. Orderu Jarosława Mądrego – najwyższego ukraińskiego odznaczenia). Kilka dni później Zełenski i minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha oświadczyli, że nie wezmą udziału w Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku (URC 2026).

Decyzja o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego została w Polsce przyjęta początkowo z oburzeniem i niedowierzaniem. Jednak zarówno brak jakiejkolwiek refleksji ze strony ukraińskiej, jak i rosnąca w Polsce wiedza o zbrodniach Ukraińskiej Powstańczej Armii na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943–1945 spowodowały miażdżącą aprobatę dla decyzji prezydenta Karola Nawrockiego. Według analizy ośrodka Res Futura decyzję Nawrockiego popiera 74 proc. Polaków.

Reklama
Reklama

Kolejne konfrontacje

Postawę Zełenskiego trudno nazwać inaczej niż konfrontacyjną. Jest to cały łańcuch wydarzeń, począwszy od decyzji o nadaniu nazwy „imienia Bohaterów UPA”, przez demonstracyjną zmianę lotniska z Jasionki na mołdawski Kiszyniów jako miejsca wylotów ukraińskiego prezydenta w podróże zagraniczne, zwrot najwyższego polskiego odznaczenia kurierem, nieobecność na konferencji w Gdańsku, aż po decyzję o budowie „panteonu narodowego” i wygłaszane przy tym komentarze wyraźnie wymierzone w Polskę. Ukraińskie MSZ mówi otwarcie o kryzysie w stosunkach między obydwoma krajami.

Warto tutaj dodać, że nie są to jedyne napastliwe gesty ze strony Ukrainy. 30 czerwca na koncie 3. Korpusu Armijnego SZ Ukrainy na platformie X (dawniej Twitter) pojawił się film gloryfikujący dowódcę UPA Romana Szuchewycza. Tego samego dnia w sklepie ukraińskiego wydawnictwa Reinshouse, powiązanego z brygadą „Azow”, pojawiła się w sprzedaży naszywka „Wolyn Pride” z wizerunkiem noża.

Jednocześnie sieć obiegło nagranie mera Lwowa Andrija Sadowego – polityka niekryjącego swojej sympatii do OUN, UPA, Stepana Bandery i Romana Szuchewycza – który brał udział w odbudowie muzeum dowódcy UPA, zniszczonego przez rosyjskiego drona w 2024 r. Dodając do tego państwowy pogrzeb Andrija Melnyka, przywódcy jednej z frakcji OUN, na Narodowym Cmentarzu Wojskowym Ukrainy, w którym 25 maja uczestniczył Zełenski, oraz powracające pomysły sprowadzenia szczątków Stepana Bandery (pochowanego w Monachium), trudno mówić o zbiegu okoliczności.

Reklama
Reklama

Historyczny problem

Z jednej strony mamy do czynienia z problemem historycznym. Dla Polaków Ukraińska Powstańcza Armia to formacja jednoznacznie zbrodnicza, która dopuściła się masowych mordów na ludności polskiej w okresie II wojny światowej. Według większości badaczy UPA kierowała się ideologią ludobójczą i dążyła do wyniszczenia uznanych przez siebie za wrogie grup etnicznych. Jej głównym celem byli Polacy, ale także Żydzi, Romowie, Czesi wołyńscy, Ormianie i ci Ukraińcy, którzy nie popierali ideologii nacjonalistycznej.

W lipcu 1943 r. UPA przeprowadziła zorganizowane ataki na 167 polskich miejscowości na Wołyniu, brutalnie mordując dziesiątki tysięcy cywilów, zwłaszcza kobiet i dzieci, nierzadko okrutnie pastwiąc się nad ofiarami przy użyciu noży, siekier i wideł. Akcję ludobójczą kontynuowano na rozkaz Romana Szuchewycza w sierpniu 1943 r. – spalono wówczas 301 dalszych miejscowości – a następnie rozszerzono ją na tereny Małopolski Wschodniej od zimy 1943/1944.

W masowej świadomości Ukraińców UPA była jednak formacją walczącą o niepodległą, suwerenną Ukrainę, szczególnie przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Wojna UPA z Sowietami trwała aż do 1960 r., gdy w walce zabito ostatnich członków ukraińskiej formacji. W toku wieloletnich walk zginęło, zostało uwięzionych bądź deportowanych na wschód pół miliona Ukraińców z dawnych polskich Kresów Wschodnich, czyli zachodniej Ukrainy. Po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 r. zachodnią Ukrainę pokryły pomniki i kurhany samowolnie stawiane przez ludność ukraińską w celu upamiętniania członków rodzin.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Zmasowany atak Rosji na ukraińskie miasta. Wśród poszkodowanych są dzieci

Trauma sowieckich represji po 1944 r. skutecznie przykryła w powszechnej świadomości „grzech pierworodny” UPA w postaci ludobójstwa na Polakach. Romantyczny mit banderowców walczących o niepodległą Ukrainę przybrał na sile po rosyjskiej inwazji na Krym w 2014 r., a w szczególności po agresji z 2022 r. Stał się niezwykle atrakcyjny w dobie walki z Rosją. Kreuje on wrażenie, że współcześni Ukraińcy, walcząc z agresorem, są duchowymi spadkobiercami dawnych bohaterów. Warto tu dodać, że w historii Ukrainy – często przecież związanej z Rosją – nie ma stosunkowo wielkiego wyboru antyrosyjskich bohaterów.

Fundament panteonu

Niemały udział w jego budowie miał były prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Poroszenko, właściciel koncernu cukierniczego „Roshen”, nigdy nie krył swoich sympatii dla Stepana Bandery i Romana Szuchewycza. Walcząc z Rosjanami i prorosyjskimi separatystami w Donbasie, chętnie otaczał się działaczami nacjonalistycznymi, publicystami i historykami z zachodniej Ukrainy, jako nieskażonymi promoskiewskimi poglądami. Poroszenko zresztą zadeklarował sfinansowanie odbudowy muzeum Szuchewycza.

To właśnie w czasach Poroszenki należy szukać fundamentów idei budowy „panteonu narodowego”. Prace nad wspomnianą ustawą trwały bowiem od 2015 r. pod kierunkiem Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, kierowanego wówczas przez Wołodymyra Wjatrowycza, znanego z gloryfikacji UPA i wielokrotnie krytykowanego przez polskich historyków (w tym prof. Grzegorza Motykę).

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Putin mówi o sukcesach, których nie ma. Rosja ukrywa prawdę o froncie w Ukrainie

Dlaczego jednak po ideologię UPA sięgnął wywodzący się z Krzywego Rogu we wschodniej Ukrainie, pochodzący z rodziny o korzeniach żydowskich Wołodymyr Zełenski, nigdy nieskażony poglądami nacjonalistycznymi?

Problem wizerunkowy

Ukraina od dłuższego czasu zmaga się z wieloma problemami wizerunkowymi. Na czele z oskarżeniami korupcyjnymi wobec samego Zełenskiego oraz dymisją jego najbliższego współpracownika Andrija Jermaka (którego potem aresztowano), a także ucieczką do Izraela oligarchy Timura Mindycza, przyjaciela Zełenskiego oskarżanego o udział w aferze korupcyjnej. Wydaje się, że sięgając po symbolikę UPA, Zełenski liczy na odwrócenie uwagi od problemów wewnętrznych. Wskazuje na to m.in. były ambasador RP w Kijowie Jan Piekło.

Jest jeszcze jeden aspekt: brutalna walka o władzę. Według dziennika „Ukraińska Prawda” były dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, a obecnie ambasador Ukrainy w Londynie, gen. Walerij Załużny, także znany z sympatii do UPA, oświadczył Zełenskiemu, że będzie ubiegał się o urząd prezydenta. Stąd być może wynika nagły zwrot Zełenskiego w kierunku ideologii nacjonalistycznej.

Reklama
Reklama

Problem w tym, że decyzja Zełenskiego okazuje się fatalna wizerunkowo dla Ukrainy. Od kilku tygodni media zagraniczne – francuski „Le Monde”, szwedzki „Dagens Nyheter”, niemiecki „Deutsche Welle” i „Frankfurter Allgemeine Zeitung” czy amerykański „Politico” – zwracają uwagę na historię UPA i przypominają o licznych zbrodniach tej formacji podczas II wojny światowej.

Z kolei w Czechach przewodniczący klubu partii SPD Jindřich Rajchl zaapelował do prezydenta Petra Pavla o odebranie Zełenskiemu nadanego w 2022 r. najwyższego czeskiego odznaczenia – Orderu Białego Lwa. Powołał się przy tym na przykład prezydenta Nawrockiego i przypomniał, że UPA dopuszczała się także zbrodni na Czechach. Z kolei wspomniany wyżej pogrzeb Andrija Melnyka został szeroko skrytykowany przez środowiska izraelskie – począwszy od MSZ, po Instytut Jad Waszem.

Coraz częściej pojawiają się głosy krytyczne wobec polityki pamięci dotyczącej UPA, zarówno w Polsce, jak i w części środowisk międzynarodowych, co może zaszkodzić nie tylko samemu Zełenskiemu, ale i Ukrainie podczas przyszłych konferencji pokojowych.

Źródło: Zero.pl
Andrzej Matowski
Andrzej MatowskiHistoryk, autor strony "II wojna światowa w kolorze". W Zero.pl najczęściej patrzę na współczesne wydarzenia z perspektywy historycznej - autor zewnętrzny