W Chełmie Górnym (woj. zachodniopomorskie) 18 lipca odbył się festyn „Żywa lekcja z historią”. Jedną z pamiątek, jaką można było zdobyć, był kubek z logotypami patronów wydarzenia: Powiatu Gryfińskiego, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego oraz Polskiego Radia. Z drugiej strony naczynia znajdowało się zdjęcie niemieckiego oficera, generała Henninga von Tresckowa. Generał wychowywał się w majątku Wartenberg, czyli obecnym Chełmie Dolnym, 2 km od Chełma Górnego. Wydarzenie zbiegło się w czasie z 82. rocznicą zamachu na Adolfa Hitlera w jego kwaterze w Wilczym Szańcu w Gierłoży 20 lipca 1944 roku.

Kubek ze zdjęciem niemieckiego oficera, generała Henninga von Tresckowa z festynu w Chełmie Górnym. (fot. Kanał Zero)
Pozory mogą mylić
Generał von Tresckow przeszedł do historii jako jeden z członków antynazistowskiego ruchu wewnątrz niemieckiej armii. Od przedwojnia żywił antyhitlerowskie poglądy. W 1939 r. w rozmowach z najbliższymi znajomymi przekonywał, że należy obalić rządy nazistów w Niemczech. Osobiście zaplanował i przeprowadził zamach na Adolfa Hitlera 13 marca 1943 r. za pomocą bomby w butelce likieru Cointreau. Bomba nie wybuchła z powodu odrobiny wody w zapalniku. Był też czynnym spiskowcem 20 lipca 1944 r. Zginął 21 lipca 1944 roku, dzień po nieudanym zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu przeprowadzonym przez pułkownika Clausa von Stauffenberga. Generał popełnił samobójstwo, wysadzając się granatem, obawiając się aresztowania.
Pozornie postać niemieckiego oficera wygląda na bohatera antyhitlerowskiej opozycji i rycerskiego żołnierza, zatroskanego o losy ojczyzny. Problem w tym, że to niepełny obraz.
Jako szef sztabu 2. Armii von Tresckow był odpowiedzialny za zbrodniczą „Heuaktion” – „Akcję Siano”. Polegała ona na udziale jednostek Wehrmachtu w rabunku 50 tys. słowiańskich dzieci (głównie polskich i ukraińskich) między 10. a 14. rokiem życia. Wykorzystywano je jako niewolniczą siłę roboczą. W Norymberdze „Heuaktion” została zaklasyfikowana jako zbrodnia przeciw ludzkości. Dokumenty w sprawie „Heuaktion” von Tresckow podpisał 28 czerwca 1944 r., mniej niż miesiąc przed zamachem na Hitlera i własną śmiercią.

Generał Henning von Tresckow, twarz z kubka rozdawanego na festynie w Chełmie Górnym, odpowiadał za zbrodniczą „Akcję Siano", w ramach której porwano 50 tys. słowiańskich dzieci. (fot. Wikipedia)
Poza osobistym udziałem w wyżej wymienionej akcji von Tresckow, jako zawodowy oficer, czynnie brał udział w przygotowaniach do agresji na Polskę w 1939 r. jako oficer sztabu 228. Dywizji Piechoty, wiedział też o licznych zbrodniach Wehrmachtu w Polsce i Związku Radzieckim.
Polecamy także: Niemcy planują powrót służby cywilnej. Resort bada gotowość organizacji
Gdyby był to odosobniony incydent, to sytuacja nie budziłaby zapewne większego oburzenia – ot, pewnego rodzaju niezręczne niedopatrzenie ze strony organizatorów.
Problem polega na tym, że sytuacje takie mają miejsce w ostatnich miesiącach i latach dość często.
Wątpliwi bohaterowie
Kult spiskowców 20 lipca w Niemczech przybrał formę państwową. Jedna z ulic Berlina, w dzielnicy Tiergarten, nosi nazwę „Stauffenbergstraße”. Znajduje się ona obok Bendlerblocku, siedziby spiskowców. Nazwano ją tak w 1955 r. na cześć pułkownika Clausa von Stauffenberga, głównego wykonawcy zamachu. Kanclerz RFN Olaf Scholz nazywał go bohaterem, a jego czyn „buntem sumienia”. Każdy 20 lipca to dzień złożenia przysięgi rekrutów Bundeswehry. Jednostka reprezentacyjna BW, Wachbataillon, to jedyna jednostka wprost kontynuująca tradycje jednostki Wehrmachtu, czyli 9. Poczdamskiego Pułku Piechoty, do którego należało 19 oficerów spiskowców.
Czytaj również: Polska i Niemcy podpiszą porozumienie obronne
Tenże pułkownik słynął ze swoich nienawistnych, szowinistycznych, pangermańskich poglądów. Popierał agresję na Polskę, w której osobiście brał udział, a jego jednostka – 1. Dywizja Lekka – brała udział w zbrodniach wojennych. Polaków i Żydów w listach do żony uznawał za „motłoch”, który, „aby się dobrze czuć, najwyraźniej potrzebuje batoga”.

Claus von Stauffenberg (z lewej) był głównym wykonawcą zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 roku, a mimo kontrowersyjnej przeszłości w Niemczech uznawany jest za bohatera. (fot. Wikipedia)
W innym liście pisał: „Najważniejsze jest to, abyśmy w Polsce właśnie teraz zaczęli planową kolonizację”. Był zafascynowany chłopomańską ideologią „krwi i ziemi”, lansowaną przez nazistów, żądał odbudowy Niemiec w granicach sprzed 1914 r. Choć sam von Stauffenberg w 1943 r. – a więc już w momencie przegrania wojny przez III Rzeszę – wystąpił przeciwko Hitlerowi, to prezentował typowy sposób bycia oraz myślenia niemieckich elit okresu międzywojennego: agresywnie militarystycznych, nacjonalistycznych i wyjątkowo wrogich Polsce jako tej, która po 1918 r. „odebrała niemieckie ziemie” Wielkopolski, Pomorza i Śląska.
Sprawdź także: Zatrzymanie Piesiewicza. Nieoficjalne kulisy akcji służb
Symbol pojednania?
Pół biedy, jeśli takie poglądy lansowane są w Niemczech, gdzie z braku jakichkolwiek pozytywnych bohaterów podczas II wojny światowej od kilkudziesięciu lat spiskowców 20 lipca usiłuje się kreować na „obrońców demokracji”. Większy problem polega na tym, że ten kult powoli zaczyna być przeszczepiany na grunt polski. Dwa lata temu, w lipcu 2024 roku, w Gdańsku miała miejsce konferencja na cześć spiskowców 20 lipca, zorganizowana przez Konsulat Generalny Republiki Federalnej Niemiec i Fundację im. Konrada Adenauera.
Spotkanie odbyło się w Dworze Artusa, należącym do oddziału Muzeum Miasta Gdańska. Uczestniczyli w nim samorządowcy z Gdańska i Poznania, w tym prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz i prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Nazywano tam von Stauffenberga „bohaterem”, uczestnikiem „powstania”, będącego aktem „przyzwoitości i odwagi cywilnej”. Z kolei w muzeum w Wilczym Szańcu w Gierłoży można dowiedzieć się o von Stauffenbergu tylko w pozytywnym świetle. Niedawny szef Instytutu Pileckiego, prof. Krzysztof Ruchniewicz, na antenie radia jawnie usprawiedliwiał von Stauffenberga.
Prawdę powiedziawszy, nie są to pierwsze próby tego typu. Już w lipcu 2015 r. ówczesny prezydent RP Bronisław Komorowski, u schyłku swej kadencji, uczestniczył w spotkaniu organizowanym przez Fundację im. Konrada Adenauera, upamiętniającym zamach 20 lipca. Przez krótki czas usiłowano wówczas lansować von Stauffenberga jako symbol „pojednania polsko-niemieckiego”.
Niepokojąca tendencja
Zostawmy jednak na moment sam zamach 20 lipca 1944 r. i przyjrzyjmy się innym wydarzeniom z ostatnich miesięcy.
W styczniu bieżącego roku w Kostrzynie odbyła się uroczystość zwrotu fragmentu tablicy poświęconej wizycie króla Prus Fryderyka II Wielkiego w tym mieście. Uroczystość – zapewne całkowicie przypadkowo – odbyła się, jak informowali organizatorzy, w 314. rocznicę urodzin monarchy. Uświetniły ją saluty armatnie.

Fryderyk II Wielki, którego wizyta w Kostrzynie była w styczniu okazją do uroczystości z salutami armatnimi. W polskiej historii zapisał się jako odpowiedzialny za I rozbiór Polski w 1772 r. (fot. Stiftung PreuĂźische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg / Wikipedia)
Tymczasem Fryderyk II Wielki w polskiej historii zasłynął głównie jako grabarz Rzeczypospolitej, odpowiedzialny za I rozbiór Polski w 1772 r. Polską niesłychanie gardził, Polaków nazywał „Irokezami Europy”, porównując ich do dzikich Indian. Dążył do zniszczenia Rzeczypospolitej m.in. przez masowo fałszowane monety czy najazdy na przygraniczne rejony i porwania polskich obywateli do pruskiej armii.
Może Cię zainteresować: „Tarcza Wschód”, czyli polska linia umocnień na tle doświadczeń Ukrainy
W lutym z kolei w Zamościu wybuchła głośna afera związana z próbą instalacji tablicy upamiętniającej Różę Luksemburg. Wobec głośnego sprzeciwu wobec przywrócenia upamiętnienia zamojskiej komunistki (zabitej w Berlinie podczas wywoływania komunistycznego powstania w 1919 r.) nie doszło do tego. Wnioskodawcą o przywrócenie tablicy, usuniętej w 2018 r., była niemiecka fundacja Rosa-Luxemburg-Stiftung, powiązana z partią Die Linke.
Róża Luksemburg za życia sprzeciwiała się odzyskaniu przez Polskę niepodległości i zwalczała patriotów z Polskiej Partii Socjalistycznej. Po 11 listopada 1918 r. nigdy nie przyjechała do Polski, ale zdążyła zaakceptować terrorystyczny program Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, dążącej do destabilizacji państwa polskiego.
W kwietniu 2025 r. prezydent miasta Gdyni Aleksandra Kosiorek, w obecności przedstawicieli Konsulatu Generalnego RFN i Związku Ludności Niemieckiej w Gdyni, wzięła udział w obchodach upamiętniających zatopienie statku MS „Wilhelm Gustloff” – jednej z największych katastrof morskich. Na pokładzie jednostki zginęło ok. 6 tys. ludzi. Choć rzeczywiście wśród ofiar znajdowało się wielu cywilów, to na pokładzie statku byli także niemieccy żołnierze, członkowie NSDAP, funkcjonariusze Gestapo czy policji, odpowiedzialni za niemiecką politykę okupacyjną w Prusach Wschodnich.
Dodajmy do tego odnawianie poniemieckich napisów na losowych budynkach, m.in. na stacji Węgorzewo (woj. warmińsko-mazurskie), gdzie przywrócono przedwojenną nazwę „Angerburg”, w Szczytnie (woj. warmińsko-mazurskie, „Ortelsburg”) czy nawet na niewielkim budynku nastawni w podsłupskiej Damnicy.
Zastanawiać się można, jaki jest cel przywracania tego rodzaju napisów na losowych budynkach na polskiej prowincji. Głośne swego czasu było także przywrócenie nazwy „Kaiserbrücke” na wrocławskim Moście Grunwaldzkim, a także apele jednej z ogólnopolskich gazet, aby szczecińskim Wałom Chrobrego przywrócić przedwojenną nazwę „Hakenterrasse”, czyli „Tarasy Hakena”, nazwane na cześć niemieckiego burmistrza Szczecina Hermanna Hakena. Podobną propozycję wysunął jeden ze szczecińskich radnych, aby Park Kasprowicza przemianować na „Park Quistorpa” na cześć Johannesa Quistorpa, pierwotnego fundatora parku.
Coraz trudniej nie odnieść wrażenia, że w ostatnich latach mamy do czynienia z pewną niepokojącą tendencją. O ile nie gloryfikuje ona nazizmu wprost, o tyle ociepla wizerunek wielu postaci niekoniecznie chwalebnie zapisanych w polskiej historii, połączonej z „regermanizacją” i przypominaniem niemieckiego dziedzictwa ziem należących niegdyś do Niemiec. Choć tendencja ta jeszcze jedynie pojawia się sporadycznie i na prowincji, to widać wzrost jej natężenia szczególnie w bieżącym roku.


