Jedno z najsłynniejszych zdjęć związanych z początkiem II wojny światowej przedstawia niemieckich żołnierzy otwierających szlaban na granicy między Rzecząpospolitą a Wolnym Miastem Gdańsk w Kolibkach. Zdjęcie jest niezwykle symboliczne, choć jego historia pokazuje również, jak bardzo wojna od samego początku była wojną nie tylko o terytorium, lecz także o obraz rzeczywistości.
Słynna fotografia została zainscenizowana przez gdańskich policjantów przebranych w mundury Wehrmachtu. Godło znajdujące się na szlabanie również umieszczono tam dla uzyskania lepszego efektu propagandowego. Nie zmienia to faktu, że obraz pozostaje niezwykle wymownym symbolem początku katastrofy, która miała na zawsze zmienić Polskę i Europę.
Walka aż do zwycięstwa
„A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie, publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory, weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym – walka aż do zwycięstwa!”.
87 lat. Prawie cztery pokolenia.
Czytaj także: Miasto, które wciąż walczy. Dlaczego Powstanie Warszawskie nadal dzieli Polaków
Tyle minęło od wygłoszenia tego komunikatu 1 września 1939 roku. Od agresji hitlerowskich Niemiec na Polskę, która rozpoczęła najstraszniejszy konflikt w dziejach ludzkości. Niemieccy żołnierze, napędzeni propagandą własnego państwa i przekonani o słuszności swojej misji, rozgrzeszeni słowami Adolfa Hitlera, że „zwycięzcy nikt nie będzie pytał, czy mówił prawdę”, ruszyli na Polskę, nie bacząc na traktaty, konwencje ani życie cywilów.
Bombardowali miasta, szkoły i szpitale, palili wsie, mordowali jeńców i ludność cywilną. 17 września od wschodu wkroczyły wojska sowieckie, realizując wraz z Niemcami rozbiór państwa polskiego. Dla milionów obywateli Rzeczypospolitej rozpoczął się czas terroru, deportacji, egzekucji i systematycznego niszczenia polskiej państwowości. Czas absolutnego mroku trwający sześć długich lat.
Sprawdź również: Karol Nawrocki uczcił ofiary rzezi Woli. Prezydent zaapelował do świata
W czasie II wojny światowej zginęło około sześciu milionów obywateli Polski. To liczba tak wielka, że właściwie wymyka się wyobraźni, bo za każdą cyfrą znajdował się konkretny człowiek, jego rodzina, dom, plany i życie, którego nigdy nie zdążył przeżyć. Były miliony osobnych tragedii.
Szczególnie przejmujący jest dla mnie kontrast dwóch komunikatów Polskiego Radia. Wieczorem 31 sierpnia spiker eleganckim głosem zakończył program: „Życzymy wszystkim – dobrej nocy!”. Potem wybrzmiał Mazurek Dąbrowskiego.
Kilka godzin później, 1 września o 6:30, padło: „A więc wojna!”. Między tymi słowami skończył się świat, który jeszcze poprzedniego wieczoru wydawał się normalny.
Niemcy skierowali przeciwko Polsce około 1,8 mln żołnierzy, wspartych tysiącami dział, czołgów i samolotów. Wehrmacht pożerał przez minione lata ogromne sumy pieniędzy, przeznaczane przez władze III Rzeszy Niemieckiej do rozpętania nowej wojny. Wojsko Polskie, liczące około miliona żołnierzy, choć relatywnie nowoczesne i stale się dozbrajające, dysponowało znacznie mniejszą ilością sprzętu i środków transportu. Mimo to Polacy nie ulegli. Nie wystraszyli się niemieckiej agresji. Dzielnie walczyli przez 35 dni, a ich opór stał się jednym z symboli września 1939 roku.
Za tym stali przede wszystkim ludzie. Podporucznik Władysław Gnyś ze 121. Eskadry Myśliwskiej, który już 1 września zestrzelił dwa niemieckie bombowce. Pułkownik Stanisław Dąbek, dowodzący obroną Gdyni i Kępy Oksywskiej aż do jej końca. Podporucznik Jan Bołbott, który bronił schronu „Tynne” przed wojskami sowieckimi aż do 20 września. Harcmistrz Brunon Hlebowicz z karabinem w ręku walczył w obronie Grodna.
Może Cię zainteresować: Tak Warszawiacy świętowali 82. rocznicę Powstania [GALERIA]
Ale bohaterstwo nie zawsze miało mundur. Był Jan Gilas, woźny lubelskiego magistratu, który podczas bombardowania wyniósł z budynku niewybuch niemieckiej bomby, ratując znajdujących się w środku ludzi. Zmarł chwilę później ze stresu i wyczerpania. Był Alfons Runowski, dyżurny ruchu w Szymankowie, który 1 września zauważył zmierzający w kierunku Tczewa pociąg wiozący niemieckich saperów i członków SS. Skierował go na boczny tor i ostrzegł Tczew. Runowski i inni kolejarze zapłacili za to życiem.
Było ich setki, tysiące, a może miliony. Ogromna część podobnych historii nigdy nie trafiła do podręczników. I właśnie dlatego pamięć o 1 września powinna być przede wszystkim pamięcią o człowieku.
Koniec dawnego świata i gigantyczna katastrofa
Ale 1 września 1939 roku to coś znacznie więcej niż początek działań zbrojnych. To była cywilizacyjna cezura, w której skończył się pewien świat. Wybuch wojny przekreślił Polskę „dawną” – wielonarodową, skierowaną na wschód, będącą spadkobierczynią tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Kraj przetrwał zawieruchę, ale zmienił bezpowrotnie swój kształt: nie tylko granice na mapie, lecz przede wszystkim strukturę społeczną i etniczną.
Polecamy również: „Warszawa to dziś zbiorowisko gett”. Wywiad z uczestnikiem Powstania Warszawskiego
Kampania wrześniowa stała się początkiem największej katastrofy w historii nowożytnej Polski. Kraj został zdemolowany, rozgrabiony i spalony. Warszawa, zburzona podczas wojny, a następnie w Powstaniu Warszawskim, przestała istnieć. Niemcy i Sowieci prowadzili politykę wyniszczania polskich elit, konfiskowali majątki i niszczyli struktury państwa. Zrabowano setki tysięcy dzieł sztuki, archiwów i bezcennych skarbów narodowych, z których ogromna część do dzisiaj nie została odzyskana.
Sprawdź także: Zmarła Wanda Traczyk-Stawska, bohaterka Powstania Warszawskiego. Miała 99 lat
Polacy doświadczyli ludobójczych zbrodni niemieckich i sowieckich okupantów, a także masowych mordów dokonywanych przez ukraińskie formacje nacjonalistyczne. Dokonano również bezprecedensowego wyniszczenia polskiej obecności i dziedzictwa kulturowego Kresów Wschodnich.
Miliony obywateli Rzeczypospolitej zostały rozproszone, deportowane w głąb Związku Sowieckiego, wywiezione na przymusowe roboty w Rzeszy lub zmuszone do tułaczki po całym świecie. Wielu, opuszczając Polskę we wrześniu 1939 roku, już nigdy do niej nie wróciło. Jak choćby generałowie Władysław Anders, Stanisław Maczek czy Stanisław Sosabowski.
Na gruzach tamtej Polski narodziła się nowa rzeczywistość – Polska „ludowa”, okrojona, wyniszczona wojną i okupacją, z przetrąconym kręgosłupem moralnym i biologicznym, z nowymi elitami, funkcjonująca posłusznie pod sowiecką dominacją przez kolejne pięć dziesięcioleci.
Po co dziś do tego wracać?
Po 87 latach można oczywiście zadać pytanie, które coraz częściej pojawia się wśród kolejnych pokoleń: po co właściwie nadal do tego wracamy? Czy współczesny Polak, urodzony kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny, naprawdę musi przejmować się wydarzeniami, które rozegrały się w świecie jego pradziadków?
Moim zdaniem musi, ale nie po to, żeby całe życie patrzeć wstecz. Musi dlatego, że II wojna światowa wciąż w ogromnym stopniu tłumaczy, dlaczego Polska wygląda dzisiaj właśnie tak, a nie inaczej.
Warto przeczytać: Stanowcze oświadczenie Cienkowskiej. Ministra reaguje na kontrowersje
Bez wojny nie zrozumiemy współczesnych granic Polski, przesiedleń milionów ludzi, utraty Kresów ani obecności Szczecina, Wrocławia czy Gdańska w granicach naszego państwa. Nie zrozumiemy, dlaczego Polska jest dziś krajem znacznie bardziej jednolitym narodowościowo niż II Rzeczpospolita. Nie zrozumiemy także, dlaczego w polskiej pamięci tak silnie obecne są Katyń, Auschwitz, Powstanie Warszawskie, Wołyń, Westerplatte czy Monte Cassino.
Nie zrozumiemy również, dlaczego rok 1945 nie oznaczał dla Polaków po prostu końca wojny i odzyskania wolności. Polska wyszła z wojny potwornie zniszczona, z wymordowanymi elitami i utraconymi terytoriami. Zwycięstwo nad III Rzeszą nie przyniosło jej pełnej suwerenności, ponieważ znalazła się w sowieckiej strefie wpływów. Wojna się skończyła, ale jej konsekwencje trwały jeszcze przez dziesięciolecia. To dlatego 1 września jest nie tylko wspomnieniem wojny, lecz także częścią odpowiedzi na pytanie, skąd wzięła się współczesna Polska.
Sprawdź również: Historia pewnego kubka. Tak niemieccy „bohaterowie” wracają do Polski
Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego II wojna światowa pozostaje ważna. Pokazuje, że pokój nie jest stanem naturalnym, który trwa sam z siebie. Europa w 1939 roku również miała traktaty, gwarancje, dyplomatów i przekonanie, że kolejnej wielkiej wojny uda się uniknąć. A jednak wojna przyszła.
Zaczęła się wcześniej, niż padły pierwsze strzały – od propagandy, pogardy dla innych narodów, przekonania, że silniejszy może narzucić swoją wolę słabszemu i że prawo można zastąpić siłą. II wojna światowa była więc nie tylko konfliktem militarnym. Była również wielkim testem europejskiej cywilizacji, która musiała odpowiedzieć na pytanie, czy człowiek ma wartość sam w sobie, czy też jego życie może zostać podporządkowane interesom państwa, ideologii albo rasy.
Niemcy hitlerowskie odpowiedziały na to pytanie w sposób potworny. Dlatego pamięć o wojnie powinna być także pamięcią o granicach, których żadna władza nie może przekroczyć.
I jeszcze jest jeden powód, dla którego warto o tym pamiętać. Morze tych krzywd, jakich doznali nasi przodkowie, nie doczekało się żadnego, choćby symbolicznego zadośćuczynienia. Nie tylko kwestiami reparacji i odszkodowań, nie tylko zwrotem zagrabionego majątku i mienia, ale nawet symbolicznymi, a jakże potrzebnymi, przeprosinami, ekshumacjami ofiar i postawieniem pomników ku ich czci. „Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą”. 1 września każdego roku najgłośniej wołają właśnie kamienie.
Za kilka czy kilkanaście lat odejdą ostatni bezpośredni świadkowie tamtego września. Nie będziemy już mogli usłyszeć od nich, jak wyglądał pierwszy dzień wojny, co czuli, kiedy nad ich miastem pojawiły się niemieckie samoloty albo jak wyglądało życie w pierwszych dniach okupacji. Zostaną fotografie, dokumenty, nagrania, wspomnienia i groby. A przede wszystkim zostaniemy my.
To od nas będzie zależało, czy pamięć o tamtym pokoleniu stanie się jedynie kolejną rocznicową ceremonią, czy też będziemy potrafili wyciągnąć z niej wnioski dla własnego życia.
Bo 1 września 1939 roku nie jest wyłącznie datą rozpoczęcia wojny. Jest także symbolem końca pewnego świata – świata II Rzeczypospolitej, który w ciągu kilku tygodni został bezpowrotnie rozbity.
Dlatego kiedy 1 września znów usłyszymy syreny, zobaczymy biało-czerwone flagi i zapalimy znicze, warto pomyśleć nie tylko o tym, co wydarzyło się wtedy, ale również o tym, co z tamtej historii wynika dla nas. O sześciu milionach obywateli Rzeczypospolitej, których już nie ma. O żołnierzach, którzy mimo przygniatającej przewagi przeciwnika stanęli do walki. O cywilach, którzy wykazywali się odwagą nie mniejszą niż żołnierze. O rodzinach, które nigdy nie doczekały się powrotu swoich bliskich. I o pokoleniu, które musiało dorosnąć w ciągu kilku dni.
Czytaj też: Skarby z Powstania. Pokazało je Archiwum Akt Nowych
31 sierpnia 1939 roku ktoś w Polskim Radiu powiedział: „Życzymy wszystkim – dobrej nocy!”. Kilka godzin później rozpoczęła się wojna. My mamy ten niezwykły przywilej, którego oni nie mieli: znamy dalszy ciąg tej historii. Wiemy, ile kosztowała Polska, wiemy, ile milionów ludzi zginęło, i wiemy, że zwycięstwo, na które czekano pięć lat, nie będzie zwycięstwem, jakiego oczekiwali ci, którzy 1 września ruszyli do walki. Nie wiemy natomiast, co przyniesie przyszłość.
I właśnie dlatego powinniśmy pamiętać przeszłość – nie po to, aby żyć wojną, lecz po to, aby lepiej rozumieć pokój; nie po to, aby budować kolejne mury między narodami, lecz po to, aby wiedzieć, dokąd prowadzi pogarda dla prawa, wolności i ludzkiego życia; nie po to, aby bez końca rozpamiętywać klęskę, lecz po to, aby pamiętać o odwadze tych, którzy w obliczu klęski nie zrezygnowali z walki.
Po 87 latach ich świat jest już historią. Ale jego konsekwencje nadal są częścią naszej teraźniejszości.
Dlatego 1 września wciąż ma znaczenie.


