
Na filipińską prowincję przyjechałem skuterem, z kilkoma kartonami dobytku i planem spokojnego życia nad oceanem. Nie minęła nawet godzina, gdy miałem już złamany obojczyk, za sobą przejazd prowizoryczną karetką i pierwszą lekcję tego, jak naprawdę działa służba zdrowia na Filipinach.






