Reklama
Reklama
Reklama

Więzy, które mogą stać się przekleństwem. Co oznacza rodzina na Filipinach? #4

TYLKO NA

Miłość, która wybacza wszystko. Bieda, która odbiera dzieciństwo. I lojalność, która nie zna granic. Filipiny pokazują świat, w którym rodzina jest najważniejsza – niezależnie od konsekwencji. Czasem to jedyna siła, która pozwala przetrwać. Czasem – powód tragedii.

Filipiny
Kontrasty filipińskiej codzienności – dzieci sprzedające na ulicy kwiaty jaśminu, by przynieść do domu parę peso na ryż dla rodziny. (fot. Zero.pl)

Dla Filipińczyków więzy rodzinne są święte – dla rodziny robi się wszystko i wszystko jej wybacza. Nie ma grzechów, których nie rozmyłyby czas i miłość.

Dzieciństwo w cieniu złota i biedy. Tak naprawdę wygląda życie na Filipinach (fot. Piotr Sarmini / Archiwum prywatne)

Zaczyna się to bardzo wcześnie – od kołyski. Wtedy powstają pierwsze zdjęcia – u rodzin bogatszych całe sesje. Niemowlęta, przebrane za księżniczki Disneya, o perukach zrobionych z bawełny, rozpoczynają swe kariery w social mediach od setek lajków i gratulacji. Na prowincjach, w wysokich górach – skromniej – baner obwieszcza światu narodziny Marii Clary Manueli Santiago – jest zdjęcie i data. Banery wiszą przed domami, w barach, na płotach. Dzieci można także namalować na blaszanej budzie jeepneya, na tricyklu, wytatuować na klatce piersiowej albo przykleić rodzinny portret na szybce skutera, tuż nad kluczykiem z różańcem.

Reklama
Reklama

Nierówności społeczne

Przeczytaj także: Ostrzeżenie przed „kopułą gorąca”. Ważny apel do turystów z Polski

Dzieci jest dużo, bardzo dużo. Średni przyrost naturalny na Filipinach to 2,7 dziecka na kobietę, w kraju o powierzchni Polski, mieszczącym w sobie 120 mln obywateli.

Dla Filipińczyków rodzina jest święta (fot. Piotr Sarmini / Archiwum prywatne)

Kiedy Maria Clara dorasta, życie oferuje jej rozwiązania w zależności od klasy społecznej, w której przyszło jej żyć. Jeśli Maria gaworzy w private subdivision lub condo – będzie miała yaya – opiekunkę (jej koszt to ok. 700 zł na miesiąc, full time). Wkrótce założy piękny mundurek i pojedzie do prywatnej szkoły nowym SUV-em Toyoty.

Reklama
Reklama

Jej rówieśnicy ze slumsów, także ubrani w mundurki, zmęczeni i senni, sprzedają nocą sampaguitę – narodowy kwiat jaśminu, po to, by przynieść do domu parę peso na ryż.

Ci najgorzej sytuowani leżą na ulicach wycieńczeni i wyciągają chude dłonie po garść monet, często zupełnie osamotnieni.

Maria Clara dorasta i ma już 7 lat. Teraz zaczyna się wspaniały czas. Może krzyczeć w windzie, machać drewnianym mieczykiem na korytarzu szpitala i wołać kuya do swojego starszego brata. Nikt nie zwróci jej uwagi. Nawet dźgnięta przez przypadek pielęgniarka odpowie jedynie pobłażliwym uśmiechem, bo dzieci mogą tu robić niemal wszystko i pozwala im się na pełną ekspresję – szczególnie chłopcom, tym, którzy płynnie mieszają angielski z tagalog. Rzadko słyszą słowo „nie” (hindi! wala!).

Przeczytaj także: Gra o przetrwanie. Czy Kuba wytrzyma amerykański nacisk?

Reklama
Reklama

Jednak chłopcy na prowincji często muszą pracować, jeśli mają szczęście – po szkole, ci gorzej sytuowani – zamiast szkoły. Francuski dokument Philippines: Diving for Gold przedstawia historię Hato, który w wieku 13 lat nurkuje w morderczych jamach błota, z rurką wpiętą do kompresora, zaciśniętą w ustach, by wydobywać na powierzchnię drobinki złota. Poznałem tego chłopca, kiedy był już starszy. Porzucił szkołę, wstydził się do niej chodzić ze swoimi brakami. Zresztą nie miał pieniędzy, a jego umysł był już zamglony od toksycznych oparów rtęci używanej do ekstrakcji złota. Zmarnowane zdrowie, wyobcowanie i brak perspektyw – to prawdziwe koszty pracy dzieci.

Pozostali, roześmiani, chodzą jeszcze w mundurkach, śpiewają hymn narodowy o 7 rano i modlą się codziennie wraz z nauczycielem od wszystkiego, bo specjalizacji nauczycielskich – język, matematyka, biologia itd. – tutaj nie ma. Jeden ma uczyć wszystkiego.
Zaraz przyjdzie im wybrać college i swoje przyszłe życie: radiologia, turystyka, może IT? Obojętnie od wyboru, po pięciu latach uniwersytetu czeka ich płaca na poziomie 20 tys. peso (1,2 tys. zł).

Wieczni chłopcy

W czasach prezydenta Duterte dealerów narkotyków czekała śmierć, bez procesu. (fot. Piotr Sarmini / Archiwum Prywatne)

Inni wolą wybrać życie na ulicy, ale to niesie ryzyko.

Reklama
Reklama

Vincent został złapany z narkotykami, po raz kolejny. Za czasów prezydenta Duterte czekałoby go rozstrzelanie – bez procesu. Dziś, dzięki łapówce, może wydostać się z aresztu. Sto tysięcy peso kupi mu wolność. Ale jego matka nie ma takich pieniędzy – dzwoni do córki w Manili i symuluje chorobę, pożycza, by nigdy nie oddać. Pieniądze wpłaca na wolność ukochanego syna. Córka jest wściekła, lecz nigdy nie powie tego matce. Czuje się tylko oszukana – po raz kolejny.

Młodzież dorasta, staje się wreszcie „panami” koło 30., 40. roku życia, ale brak odpowiedzialności u wielu nie przemija. Dalej chcą być chłopcami biegającymi z drewnianymi mieczykami i choć ich dzieci płaczą za ścianą, wielu to nie dotyka. O wszystko niech martwi się matka. Mężczyzna może się bawić.

Może grać w bilard. 24 kwietnia 2024 r. wujek Jenny przegrywa kolejną partię. Jest wściekły. Około 6:30 rano, po zakończeniu gry, idzie za swoim rywalem po słonecznej ulicy. Wyjmuje pistolet i strzela mu w tył głowy. Wszystko rejestrują kamery. Świat staje na chwilę. Wujek ma wówczas problem. Jedzie do domu swojego brata i prosi o pomoc, o samochód. Chce uciec na prowincję. Cała rodzina wie i cała rodzina pomaga – choć to zwyczajni ludzie – budowlańcy, sprzedawcy, członkowie kościoła. Nieważne, co zrobił wujek, ważne, że wujek.

Przeczytaj także: Dania zmienia zasady dla Ukraińców. Chodzi o mężczyzn w wieku poborowym

Reklama
Reklama

Pytam Jenny, jak to możliwe, że mimo tak ewidentnych dowodów i nikczemności czynu rodzina dalej decyduje się pomóc, rodzina dalej walczy. Myślałbyś, że odpowie „rodzina to wszystko”. Ale ona jest młoda, nowoczesna, ma pracę w korporacji i także już tego nie rozumie. Świat na chwilę wraca do normalności.

Ulicę dalej dzieci witają się z babcią, mówiąc „mano po”, i przykładają jej dłoń do swojego czoła. Z uśmiechem siadają do wspólnego stołu.

Przeczytaj także:

Z Warszawy do Manili. Moja ucieczka na koniec świata #1

Reklama
Reklama

Między szklanym niebem a blaszanym dachem. Pierwsze dni w Manili #2

Korek po filipińsku. Tak wygląda najgorszy traffic świata #3

 

Źródło: Zero.pl
Piotr Sarmini
Piotr SarminiStudiował filologię polską i dziennikarstwo na UW oraz na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2018 r. ukazała się jego debiutancka powieść hip-hopowa pt. „Bez przekazu”. W tym czasie regularnie publikował wiersze, opowiadania oraz teksty branżowe i dziennikarskie. W 2023 r. wydał drugą powieść relacjonującą drogę syryjskich uchodźców w Europie – „Uchodząc”. Od 2024 r. mieszka na Filipinach, gdzie pracuje w branży IT oraz jako nauczyciel języków, literatury i czujny obserwator rzeczywistości - autor zewnętrzny.
Reklama
Reklama