Reklama
Świat

Z Warszawy do Manili. Moja ucieczka na koniec świata #1

Bilet w jedną stronę, zero planu B – tak zaczyna się moja podróż na koniec świata. Między Warszawą a Manilą, nad chmurami i w szumie pokładowych ekranów, rozpoczyna się opowieść o ucieczce, decyzjach bez odwrotu i próbie odnalezienia sensu w świecie pełnym rozproszeń.

Piotr Sarmini
Opinia autorstwa: Piotr Sarmini
Dzisiaj 12:58
4 min
Nowy początek czy wielka pomyłka? Bilet w jedną stronę na Filipiny. (fot. holgs / Getty Images)
TYLKO NA

Warszawa – stolica Polski i województwa mazowieckiego, najludniejsze miasto w kraju.

Manila – stolica Filipin, położona na wyspie Luzon, przy ujściu rzeki Pasig do Zatoki Manilskiej, licząca razem z przedmieściami ponad 24 miliony mieszkańców.

Za oknami Boeinga 707 oddalająca się, malejąca Polska – z jej polami i krętymi drogami. Lecę w kierunku Manili z przesiadką.

„Człowieku – co ty odj***łeś?” – myślę, patrząc na oddalającą się Polskę. I chcę zawracać, wbiec do kabiny pilota i krzyknąć: „Panie pilocie, dziura w samolocie – zaszła pomyłka! Na Modlin, na Chopina! Przecież ja tu nie wytrzymam!”.

Reklama
Reklama

Lecę sam, do pracy, na drugi koniec świata, na roczny kontrakt. Chcę wstać, ale dwóch Chińczyków blokuje mi przejście swoim chrapaniem, więc zostaję na dup*** i włączam odcinek Simpsonów na multimedialnym ekranie Boeinga 707.

Można by się tu raczyć szampanem podczas dwóch ośmiogodzinnych lotów czy piwskiem, jak ci dwaj obok pośnięci, ale odmawiam stanowczo, bo przecież nowe miejsce to nowe życie, wzorce, tożsamość. Przerażają mnie ci, co w Kairze śpiewają tak jak w Juracie.

Przeczytaj także: Kac po „Euforii”. Oceniamy 3. sezon kultowego serialu

Reklama
Reklama

Krewetki na makaronie zagryzam gumą nikotynową 4 mg, kupioną w aptece na Pradze Północ.

Wpadam na bombę dopaminową, na pokładzie jeszcze dozwoloną, i w trakcie odcinka nowego sezonu The Simpsons. A w nim: Homer zakłada stowarzyszenie wyznawców teorii spiskowych, zainspirowane tajemniczym zniknięciem żółwia z zoo, co prowadzi do dalszych dociekań i poszukiwań: żółwia, reptilian, płaszczyzn Ziemi, rządowych dronów...

Pauzuję Simpsonów i klikam sobie na:

  • podgląd Czarnego Kamienia w Mekce względem samolotu;
  • mapę świata (promień 1000 mil od samolotu);
  • LinkedIn Learning (bo będę się bardzo dokształcać, koniec z umysłowym lenistwem, tanią dopaminą! Od teraz to głównie nauka mnie kręci i takie tam).
Reklama
Reklama

A więc dalej, kursy (darmowe):

  • „Happy Money” (rozmawiaj z pieniędzmi, „mów… do… nich…, że je kochasz”) (sic!);
  • „How to be confident in front of the camera” (nie chodzi o zeznania na komendzie);
  • „How to be a better account manager” (dużo sztucznych uśmiechów i zębów).
    Reklama
    Reklama

    Teraz pora na Angry Birds i szachy – przegrywam z botem Emirates i sfrustrowany wyłączam... i wracam do Simpsonów. Żółw się odnalazł, stowarzyszenie Homera chyli się ku upadkowi, a przecież pierwszy raz zdobył przyjaciół i autorytet!

    Postanawia połączyć pozostałe teorie spiskowe czerwoną nicią na korkowej tablicy, jak to się czyni w filmach – eureka! Bingo! Dotarł do sensu materii. Nie wie jednak tego, że owa czerwona włóczka – sama w sobie – jest właśnie szpiegowskim narzędziem inwigilacyjnym amerykańskich służb!

    Jeśli zastanawiasz się, Czytelniczko, Czytelniku, dokąd zmierzamy, na co to wszystko i skąd takie rozproszenie, to jest właśnie próba oddania tego, co robi człowiek przed ekranem i jak my wszyscy stajemy się rozproszeni. Wszelkie zamiary połączenia naszego doświadczenia czerwoną nicią, wybrania sensu wydarzeń na korkowej tablicy są raczej skazane na porażkę – i choć klikasz miniaturę: „CAŁA PRAWDA O…”, to przecież dobrze wiemy, że wcale nie interesuje cię „cała prawda”! Tylko te najostrzejsze jej wycinki. Choćby i bez chronologii.

    Przeczytaj także: 50 cech, które posiada każdy prawdziwy Polak

    Reklama
    Reklama

    Dubaj, lądowanie, Rolex, Daytona, Prada – świat jak z refrenu Malika Montany i ci ciap***, którzy są mocni w religię, więc idę z nimi do praying roomu na lotnisku dokonać ablucji i pomodlić się trochę za drogę, za dom, za dotychczasowy czas. Nauczył mnie tego arabski brat.

    Wchodzę do pokoju modlitewnego, jak do wnętrza meczetu. Wchodzę obmyty, a muzułmanie leżą. I chrapią. I nikt im nie ma za złe. Bo to jest ich miejsce, ich przestrzeń i świat.

    Klękam przezornie i składam modlitwę, wreszcie sam się kładę na dywanie. O 5:40 lot Dubaj–Manila, moje walizki przepakowane, ufam stewardesom, pobudka przed świtem, Allah, kaligrafia, boarding, Terminal E, gate 33, ludzie są mniejsi, uśmiechnięci, wchodzimy.

    I lecę do Manili. Przybliżające się wody, ledwo drogi, blaszane dachy i jakieś skutery pędzące gdzieś. Szukać odbitych palm tu, nad rozpalonym blaszanym lądem i błękitnym morzem Filipin.

    Reklama
    Reklama

     

    CDN.

    Źródło: Zero.pl
    Piotr Sarmini
    Piotr SarminiStudiował filologię polską i dziennikarstwo na UW oraz na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2018 r. ukazała się jego debiutancka powieść hip-hopowa pt. „Bez przekazu”. W tym czasie regularnie publikował wiersze, opowiadania oraz teksty branżowe i dziennikarskie. W 2023 r. wydał drugą powieść relacjonującą drogę syryjskich uchodźców w Europie – „Uchodząc”. Od 2024 r. mieszka na Filipinach, gdzie pracuje w branży IT oraz jako nauczyciel języków, literatury i czujny obserwator rzeczywistości - autor zewnętrzny.