Wykupiłeś długo wyczekiwaną wycieczkę do Azji, o której teraz będziesz opowiadać przez następne sześć lat, jakby to było wczoraj. Mycie słoni, mango sticky rice, świątynie.
Spełnia się zachodni sen, bo wylecieć w tropiki na kilka tygodni to szczyt marzeń współczesnego Europejczyka, ostateczny cel, destynacja, po której można już spokojnie umrzeć, odhaczając wszystkie zachcianki z komercyjnej (bo jakiej innej) bucket list. Dziewczyny, chłopcy, a może coś pomiędzy – jako remedium na pustkę dekadenckiej Europy, gdzie Egipt czy Tunezja to szlaki wytarte i nudne jak warszawskie Włochy.
Po przylocie do Azji Południowo-Wschodniej wielu wpada na pomysł wynajmu skutera, choć ostatnio jeździli głównie volkswagenem, a jakieś sześć lat temu rowerem z komunii. Wszak kierownica to kierownica, koła to koła, a kask to jedynie opcja, jak zdają się sugerować czarnowłosi, białozębni chłopcy jeżdżący tymi zakrętami od urodzenia.
Podróżnicy wynajmują zatem skuter – 150 cc – na prawo jazdy kat. B lub paszport spisany w niezrozumiałym polskim języku, gdzie równie dobrze mogliby okazać kartę biblioteczną, i ruszają w swoją pierwszą, a może i ostatnią podróż.
Ostatnia podróż
O tym, jak wygląda poruszanie się po drodze w Azji, pisałem już w artykule o najgorszym korku na świecie. Odrzuć na bok przekonania o pierwszeństwie pieszych, ważności znaków drogowych i regułach kodeksu drogowego. Na Filipinach pierwszeństwo ma po prostu WIĘKSZY POJAZD, czyli ten, który lepiej chroni swojego kierowcę, a łatwiej uśmierca drugiego. W tym chaosie tysięcy zmiennych na minutę droga wymaga od nas nieustannej uważności, opanowania, a przede wszystkim pokory.
Z uśmiechem politowania oglądam polskie czy amerykańskie filmiki, gdzie pokrzywdzeni motocykliści krzyczą na kierowców aut, którzy śmieli ich ominąć na dystans jednego metra lub też stali się ofiarą wymuszenia pierwszeństwa. Na Filipinach mija się auta na centymetry, a jeśli ktoś ma okazję wymusić pierwszeństwo, przekroczyć ciągłą linię lub nagle zahamować, to musisz założyć, że na pewno to zrobi. Wszystkie pojękiwania stróżów drogowej moralności giną tu w huku dziurawych tłumików i symfonicznych klaksonów. „Nie daj się zabić" – to jedyna obowiązująca zasada.
Biały na cenzurowanym
Mój pierwszy wypadek zaliczyłem w 2023 r. Jechałem swoim skuterem, z międzynarodowym prawem jazdy, dość swobodnie interpretując przestrzenie między autami na Marcos Highway, kiedy nagle na środkowym pasie, kilka metrów przede mną, pojawił się stojący w poprzek tricykl. Uderzyłem w niego z prędkością około 60 km na godzinę.
Facet stał na środku jezdni, bo przekraczał sobie drogę szybkiego ruchu cal po calu. W poprzek. To, że obie strony jezdni dzieliła gruba ciągła linia, nie miało dlań wielkiego znaczenia. Front mojego skutera roztrzaskał się w plastikowy mak. Ja, z jedynie lekkimi otarciami i bardzo bolącym kolanem, wdałem się w dysputę, przerywaną polskimi wstawkami, kiedy przyjechała policja. Zabrali nas obu na komisariat w celu przebadania sprawy, co miało zająć następne 8 godzin. Od policji usłyszałem: „to jego wina, że przekraczał, ale twoja, że w niego uderzyłeś" – logiczne.
Może Cię zainteresować: Wóz obładowany turystami. Film z Tatr hitem sieci
Na komisariacie zaczęło się szukanie dziur w życiorysie i dokumentach po to, by jak najbardziej umoczyć białego delikwenta. Usłyszałem nawet groźbę aresztu oraz to, że wcale tam linii ciągłej nie ma, choć zdjęcia i logika autostrady wskazywałyby inaczej. Po obdukcji w szpitalu doszło do dealu wynegocjowanego przez wujka mojej filipińskiej dziewczyny, który pojawił się na komisariacie: zapłacę 5 tys. peso (zeszło z 10 tys.), którymi, w domyśle, kierowca tricykla podzieli się wraz z prowadzącymi sprawę policjantami. Mój rozwalony skuter i ewidentne złamanie przepisów przez tamtego nie miały tu znaczenia.
W ogóle sprawiedliwość i prawo są na Filipinach dość umowne, kontekstowe i zależą od pozycji oraz umiejętności negocjacyjnych stron. Coś, co jest „niemożliwe" w jednym oddziale banku, w drugim staje się możliwe. Jeden policjant powie coś, co przeczy oficjalnej wersji drugiego policjanta. Prawo i reguły powstają często w biegu, na bieżąco, w potrzebie chwili. Zaopatrz się wtedy w cierpliwość i dobre ubezpieczenie, inaczej, w najlepszym wypadku, nieostrożność będzie kosztować cię sporo pieniędzy.


